<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790</id><updated>2012-02-01T02:51:36.351+01:00</updated><category term='Różne'/><category term='Film'/><category term='Gry'/><category term='Serial'/><title type='text'>Prosto z ekranu</title><subtitle type='html'>Blog o filmach, serialach i grach komputerowych (film, serial, gry).</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>75</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7553068450043985769</id><published>2010-01-16T15:52:00.001+01:00</published><updated>2010-01-16T15:55:27.030+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Six Feet Under / Sześć stóp pod ziemią</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/S1HSov8MIDI/AAAAAAAAAYE/p0BieX0CWtI/s1600-h/sixfeetunder.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/S1HSov8MIDI/AAAAAAAAAYE/p0BieX0CWtI/s320/sixfeetunder.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Za &lt;i&gt;Sześć stóp pod ziemią&lt;/i&gt; zabierałem się bezskutecznie dobrych kilka lat. To właściwie obiekt serialowego kultu, choć dla mnie, jako fana &lt;a href="http://american.beauty.filmweb.pl/"&gt;&lt;i&gt;American Beauty&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, wystarczającą rekomendacją była osoba autora scenariusza tego filmu - &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o119698/Alan+Ball"&gt;&lt;b&gt;Alana Balla&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, który jest pomysłodawcą, producentem wykonawczym i scenarzystą &lt;i&gt;Six feet under&lt;/i&gt; w jednej osobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie całą recenzję można by sprowadzić do prostej konkluzji - jeśli lubisz &lt;i&gt;American Beauty&lt;/i&gt;, scena z latającą foliówką sprawiła, że nie mogłeś/aś oderwać się od ekranu, a końcówka spowodowała, iż gapiłeś/aś się w ścianę 5 minut po seansie marząc, by nic nie wybiło cię z tego nastroju, to bierz się za &lt;i&gt;Sześć stóp&lt;/i&gt; - pokochasz je. Rękę Balla czuć tu bardzo często, a do tego w tle mamy muzykę &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o10405/Thomas+Newman"&gt;&lt;b&gt;Thomasa Newmana&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;, który stworzył te perfekcyjne dźwięki wspomagające hipnozę podczas zabawy wspomnianego worka foliowego z wiatrem. To sprawia, że z pozoru banalna historia dość przeciętnej rodziny Fisherów zajmującej się nieprzeciętnym interesem (dom pogrzebowy) czaruje od pierwszego odcinka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym w skrócie jest &lt;i&gt;Sześć stóp&lt;/i&gt;? To dramat obyczajowy, przedstawiający rok po roku losy matki, jej dwóch dorosłych synów, dorastającej córki oraz ich partnerów. Nudne? Ani trochę. Całość podana jest momentami w mocno surrealistycznym sosie, a elementów melodramatycznych tu nie stwierdzono. Bywa dosadnie, brutalnie i prawdziwie. Twórcy unikają tanich chwytów, a pełnokrwiste postaci bohaterów dodają emocji do najprostszych nawet scen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co naprawdę wyróżnia ten serial, to specyficzne podejście do tematu śmierci. Początek każdego odcinka rozpoczyna się sceną, ukazującą okoliczności pojawienia się nowego klienta w drzwiach zakładu pogrzebowego Fisher&amp;amp;Sons. Jesteśmy świadkami śmierci tragicznych, komicznych, spokojnych, czy nawet takiej z perspektywy noworodka. Oglądamy tragedię zmarłego i dramat rodziny - wszystko jednak podane w tak specyficznej atmosferze, że ten przerażający koniec życia staje się z czasem przez widza zaadoptowany, przetrawiony i zaakceptowany. Dotykanie w ten sposób pewnych strun, których od dawna staram się nie szarpać, przynosi mimowolne ukojenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tych zachwytów daleki jestem od uznania &lt;i&gt;Six feet under&lt;/i&gt; za serial idealny. Przede wszystkim wydaje się za długi. Pięć sezonów złożonych z godzinnych odcinków to chyba jednak zbyt dużo względem ilości pomysłów na ciekawe rozwijanie akcji. Serial szczególnie siada w trzecim sezonie, kiedy ciekawą i budzącą ambiwalentne uczucia postać Brendy (świetna &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o6261/Rachel+Griffiths"&gt;&lt;b&gt;Rachel Griffiths&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;) zastąpiono nudną i irytującą Lisą (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o2845/Lili+Taylor"&gt;&lt;b&gt;Lili Taylor&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;). Miałem nawet chwile zwątpienia, czy ciągnąć to dalej. Potem jest lepiej, ale powrotu do formy z dwóch pierwszych sezonów już nie ma. Nie podoba mi się też ewolucja jaką przechodzi część bohaterów wraz z wiekiem. Szczególnie dotyczy to Nate'a (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o4460/Peter+Krause"&gt;&lt;b&gt;Peter Krause&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;), który początkowo był moim ulubieńcem, by w końcówce denerwowała mnie każda scena z udziałem jego umartwionej, debilnej miny. Swoją drogą, w większości seriali takie rzeczy by po mnie spłynęły. W &lt;i&gt;Six feet under&lt;/i&gt; następuje jednak tak silne zżycie się z rodziną Fisherów, że czułem momentami autentyczną złość na bohaterów. To naprawdę wielka sztuka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszelkie niedoróbki i słabsze momenty serialu idą w niepamięć wymazane przez fenomenalną wręcz końcówkę. Zaledwie kilkuminutowa scena (a właściwie sekwencja scen) ukazująca przemijanie życia udźwiękowiona jedynie przy pomocy rewelacyjnego utworu &lt;i&gt;Breathe me&lt;/i&gt; &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sia_Furler"&gt;&lt;b&gt;Sii Furler&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; daje po głowie tak mocno, że wszelkie "ale" względem tego serialu znikają raz na zawsze i musiałem je na siłę wygrzebywać z pamięci, by recenzja ta miała chociaż pozory w miarę obiektywnej :) Tak prosty pomysł na epilog, a tak genialny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma sensu zbytnio rozckliwiać się nad warsztatową oceną &lt;i&gt;Sześciu stóp&lt;/i&gt;. To ścisła czołówka amerykańskiego serialu, zarówno pod względem poziomu aktorstwa, jak i zdjęć, czy muzyki. Trochę obawiałem się, że patrząc na &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o101341/Michael+C+Hall"&gt;&lt;b&gt;Michaela C. Halla&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; będę widział Dextera, ale już pierwsza scena pokazała, że czuje się on równie dobrze w roli socjopaty, jak i zakompleksionego, pełnego wyparć geja i nie może tu być mowy o aktorze jednej roli. Uważny obserwator obecnych zmian w sferze społecznej nie przegapi też dość mocno oswajająco-agitacyjnej funkcji postaci Davida Fishera (kto oglądał ostatni sezon, ten wie), ale to temat na inną, ciekawą dyskusję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbierając wszystko do kupy &lt;i&gt;Sześć stóp pod ziemią&lt;/i&gt; to rewelacyjny serial, swoją dojrzałością, formą, oryginalnością i klimatem wybijająca się na najwyższe miejsca panteonu telewizyjnych produkcji. Aż mi wstyd, że sięgnąłem po niego tak późno. Za 20 lat to będzie klasyk wymieniany jednym tchem przy &lt;i&gt;Miasteczku Twin Peaks&lt;/i&gt;. Na wspomnienie epilogu cały czas przechodzą mi ciarki po plecach. Po prostu żal tego tytułu nie znać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Moja ocena:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;9/10&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;PS. Jako fotkę wrzucam okładkę soundtracka, a nie plakat filmu, ale po końcówce nic innego mi nie pasowało :)&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7553068450043985769?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7553068450043985769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7553068450043985769' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7553068450043985769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7553068450043985769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2010/01/six-feet-under-szesc-stop-pod-ziemia.html' title='Six Feet Under / Sześć stóp pod ziemią'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/S1HSov8MIDI/AAAAAAAAAYE/p0BieX0CWtI/s72-c/sixfeetunder.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4360154007446305106</id><published>2009-12-08T14:16:00.001+01:00</published><updated>2009-12-08T14:16:55.147+01:00</updated><title type='text'>Grykowisko - ruszam z nowym blogiem o grach</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;Śledzący Prosto z Ekranu wiedzą, że filmów nie oglądam ostatnio w ogóle, miewam za to czasem chwilę na późnowieczorne i nocne giercowanie. Pisać o czymś trzeba, ale choć recenzje gier zdarzało mi się na PzE umieszczać, to nie pasują one do profilu tego bloga. Tak powstało &lt;a href="http://grykowisko.blogspot.com/"&gt;grykowisko&lt;/a&gt; :) Tak, wiem, jestem głupi - nie mam czasu na jednego blogasa, a biorę się za drugi :D Ale nie chcę spamować PzE, które ma w RSS-ach w miarę wierną grupę czytelników, wpisami o grach, które pewnie niewiele ich obchodzą :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie na grykowisko zostały przeniesione wszystkie wpisy o grach z PzE i pojawiły się też 2 premierowe: recenzja Far Cry 2 i szeroki rzut okiem na single'a w Modern Warfare 2. Zainteresowanych zapraszam :)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://grykowisko.blogspot.com/"&gt;&lt;br /&gt;http://grykowisko.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszelkie opinie o layoucie, tematyce itp. mile widziane :) Liczę na pomoc szczególnie w kwestii bannera tytułowego, bo photoshopowiec ze mnie żaden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Oczywiście Prosto z Ekranu żyje dalej, w przygotowaniu recenzja 6 stóp pod ziemią :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4360154007446305106?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4360154007446305106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4360154007446305106' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4360154007446305106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4360154007446305106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/12/grykowisko-ruszam-z-nowym-blogiem-o.html' title='Grykowisko - ruszam z nowym blogiem o grach'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7643797865131483967</id><published>2009-11-20T13:42:00.015+01:00</published><updated>2009-11-26T10:15:11.349+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gry'/><title type='text'>Gramy! cz. 1. - Splinter Cell: Chaos Theory i Hitman: Krwawa Forsa</title><content type='html'>&lt;br&gt;O grach pisałem tu rzadko i siliłem się na rozbudowane dość recenzje. Sensu chyba wielkiego to nie miało, bo dobrych recek w necie jest dużo, a kto czytał jedną, nie ma zwykle ochoty na kolejne. Będzie więc krócej i mam nadzieję, że ciekawiej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich miesiącach udało mi się przejść w całości kilka tytułów, trochę nowości, trochę umiarkowanych staroci (wyprzedaż wakacyjna Kolekcji Klasyki zrobiła swoje)- w zasadzie same dobre i bardzo dobre. W doborze gier bardzo pomaga fakt, że choć nie brakuje w tej branży tytułów totalnie przereklamowanych, to jednak niemal zawsze wysoko oceniany tytuł jest co najmniej niezły. O filmach tego samego powiedzieć nie można :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż to sobie odświeżyłem dzięki 12-złotowej promocji Kolekcji Klasyki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4-GlMrWkI/AAAAAAAAAUM/msUDprvi1Y4/s1600/chaostheory1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 227px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4-GlMrWkI/AAAAAAAAAUM/msUDprvi1Y4/s320/chaostheory1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408328485303966274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Splinter Cell - Chaos Theory&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta gra to wśród miłośników skradanek już swego rodzaju legenda. Przygody poruszającego się głównie w cieniu agenta Sama Fishera podane w techno-modernistycznym klimacie stworzonym przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Toma Clancy'ego&lt;/span&gt; doczekały się jak na razie czterech gier (piąta w drodze). &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chaos Theory&lt;/span&gt; uchodzi za najlepszą z dotychczasowych części, bez wątpienia zasłużenie. Choć gra już kilka latek ma, to w dalszym ciągu wygląda nieźle. Animacje są dopieszczone, a sama grafika spokojnie wytrzymuje konfrontację z dzisiejszymi produkcjami. To w połączeniu ze świetnym udźwiękowieniem sprawia, że technikalia zdecydowanie w odbiorze nie przeszkadzają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4_MG6rN4I/AAAAAAAAAUc/SQUBU6ObmWU/s1600/Bathhouserevimage.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 151px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4_MG6rN4I/AAAAAAAAAUc/SQUBU6ObmWU/s200/Bathhouserevimage.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408329679766239106" /&gt;&lt;/a&gt;Siła &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Splinter Cella&lt;/span&gt; tkwi w kilku rzeczach. Widok z trzeciej perspektywy i bardzo fajnie przemyślane sterowanie (czemu nikt nie kopiuje pomysłu regulowania szybkości poruszania kółkiem myszy?) składają się na całkowicie intuicyjną obsługę postaci Sama. Misje rozgrywane na ciekawych, pełnych alternatywnych dróg i inteligentnych przeciwników mapach oraz gadżety na wyposażeniu Fishera pozwalają na zróżnicowaną zabawę i dają olbrzymie pole do popisu kombinatorom (takim jak ja :)), którzy chcą za wszelką cenę uniknąć użycia broni palnej. Tutaj przekradanie się między przeciwnikami, zwabianie ich w pułapki i ściąganie z balkonów daje bardzo dużo satysfakcji i nie jest łatwe. Na to nakłada się znakomity klimat technothrillera i terroryzmu nowej generacji. Najlepszą rekomendacją będzie jednak fakt, że gra powstała w 2005 roku, a do dnia dzisiejszego nie powstało nic, co mogłoby zagrozić jej pozycji w gatunku skradanek. Naprawdę grzechem jest nie wydać na nią tych 10zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po skończeniu&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Chaos Theory&lt;/span&gt; miałem ochotę na więcej, więc na widok wyprzedaży kolejnej części &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Splinter Cella - Doubled Agent&lt;/span&gt; zatarłem ochoczo rączki. Gra nie ma najlepszych recenzji, ale co Sam Fisher, to Sam Fisher. Warto zagrać choćby dla użyczającego mu głosu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Micheala Ironside'a&lt;/span&gt; :) Problem w tym, że w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Doubled Agent&lt;/span&gt; tego głosu nie usłyszałem :/ Gra nie ma dźwięku i już. Google jako solucję podało instalację w domyślnym katalogu. A 12 giga wolnego miejsca na C: to chyba tylko właściciele kompów z marketów trzymają, tak więc gra poszła na półkę, a ja w zastępstwie zapolowałem na Allegro na wcześniejszą część &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Splinter Cella - Pandora Tomorrow&lt;/span&gt;. W międzyczasie jednak pojawiły się inne tytuły i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pandora&lt;/span&gt; (którą kiedyś już skończyłem) czeka sobie grzecznie na swoją kolej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4-xOlhjBI/AAAAAAAAAUU/4WZ3U3WSfcQ/s1600/hitman-blood-money.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4-xOlhjBI/AAAAAAAAAUU/4WZ3U3WSfcQ/s320/hitman-blood-money.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408329217968540690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hitman - Krwawa Forsa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitman&lt;/span&gt; to wyjątkowa seria o zabójcy pracującym na zlecenie łącząca w sobie elementy skradankowe (w mniejszości) z przebierankowymi (te dominują). &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Krwawa Forsa&lt;/span&gt; to najnowsza i ostatnia jak na razie część &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitmana&lt;/span&gt;, powstała w 2006 roku. Mechanika gry jest z grubsza podobna do tej ze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Splinter Cella&lt;/span&gt; (widok TPP, interfejs), z tym że tutaj nie cień jest naszym sprzymierzeńcem, a przebranie. Zabawą nie jest samo zlikwidowanie celu, a zbliżenie się do niego i pozbycie się bez świadków lub upozorowanie wypadku. W jednej z moich ulubionych misji mamy wyeliminować gościa objętego programem ochrony świadków, mieszkającego na typowym amerykańskim przedmieściu, w domu silnie obstawianym przez FBI. Wejście frontowymi drzwiami nie wchodzi w grę, chyba że pozbędziemy się i przebierzemy za klauna, który nieopodal szykuje się do planowanej przez nasz cel imprezy. A może lepszym sposobem będzie ciche wdarcie się bocznym wejściem w stroju śmieciarza? Gdyby jednak postarać się nieco bardziej i zamiast nich zająć miejsce kelnera zajmującego się imprezowym cateringiem, to zyskalibyśmy dostęp do większej części domu bez wzbudzania podejrzeń. Hej, ale przecież chata jest obstawiana przez vana z agentami monitorującymi okolicę. Może by tak posłać im zatrute donaty i przebrać się za jednego z nich? A nie lepiej pieprzyć to wszystko, wziąć na misję snajperkę i skorzystać z domku na drzewie w ogrodzi sąsiadki naszej przyszłej ofiary?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw5A3X8rENI/AAAAAAAAAUs/UqEhvX9PbOo/s1600/hitman.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw5A3X8rENI/AAAAAAAAAUs/UqEhvX9PbOo/s200/hitman.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408331522584023250" /&gt;&lt;/a&gt;Tak - wolność i multum możliwości to największa zaleta &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitmana&lt;/span&gt;. Tutaj każdą misję można przechodzić kilkanaście razy, ciągle robiąc coś nowego, innego. Gra nagradza nas za jak najcichszą eliminację celu - bez świadków, hałasu, postronnych ofiar i nagrań na kamerach. Gdyby jednak ktoś zechciał po prostu wziąć shotguna i wystrzelać wszystkich - wolna droga. Tutaj można wszystko. Na nic jednak nie zdałaby się ta wolność, gdyby same misje nie były ciekawe. A na tym polu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitman: Krwawa forsa&lt;/span&gt; osiąga mistrzostwo. Tak świetnie zaprojektowanych i zróżnicowanych etapów próżno szukać w innych grach (moi faworyci - skalna rezydencja, parowiec i klub nocny).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4_9-BIbtI/AAAAAAAAAUk/sqx_jjT9Hvg/s1600/hitmanbloodmoney2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 112px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4_9-BIbtI/AAAAAAAAAUk/sqx_jjT9Hvg/s200/hitmanbloodmoney2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408330536370859730" /&gt;&lt;/a&gt;Jeśli nie udało mi się jeszcze zachęcić do zakupu (całe 10zł w starej Kolekcji Klasyki i na Allegro), to jeszcze kilka peanów na cześć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitmana&lt;/span&gt; :) Po pierwsze - fabuła. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Krwawa Forsa&lt;/span&gt; to nie zbiór niepowiązanych ze sobą misji, tu wszystko jest znakomicie poprowadzone fabularnie aż nas do rewelacyjnego finału, z twistem godnym najlepszych seriali. Do tego cała gra zilustrowana jest jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych jakie słyszałem, w wykonaniu Budapesztańskiej Orkiestry Symfonicznej i legendy w branży - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jespera Kyda&lt;/span&gt; (który zresztą tworzył też muzyką do zwiastunów &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Splinter Cell: Chaos Theory&lt;/span&gt;). Grę warto włączać choćby po to, by posłuchać rewelacyjnej wersji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ave Maria&lt;/span&gt; rozbrzmiewającej w menu. Graficznie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitman&lt;/span&gt; też &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;ciągle daje radę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra idealna? A owszem, choć zawsze znajdą się rzeczy do poprawki (zbyt często wykorzystywany motyw z żyrandolem, drobne błędy w AI, konieczność przejścia całej misji na przy jednym posiedzeniu, bo save'y w ich trakcie nie działają po restarcie gry), to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Krwawa Forsa&lt;/span&gt; ma stałe miejsce w moim rankingu najlepszych gier ever i przynajmniej do czasu pojawienia się kolejnego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hitmana&lt;/span&gt; nic w tym gatunku jej nie pobije.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;10/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7643797865131483967?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7643797865131483967/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7643797865131483967' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7643797865131483967'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7643797865131483967'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/11/gramy-cz-1-splinter-cell-i-hitman.html' title='Gramy! cz. 1. - Splinter Cell: Chaos Theory i Hitman: Krwawa Forsa'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sw4-GlMrWkI/AAAAAAAAAUM/msUDprvi1Y4/s72-c/chaostheory1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4179778115547149402</id><published>2009-11-19T14:47:00.008+01:00</published><updated>2009-11-20T19:21:35.085+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>It's not dead. Well, let say not completely...</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;Blog zamarł i ledwo dyszy już czwarty miesiąc. Odkąd pojawiła się córa czas wolny jest rzadkim przyjacielem i zdecydowanie za szybko kończącym swoją wizytę. Udzielanie się na blogu zawsze było na szczycie mojej piramidy Maslowa zatytułowanej "Czas dla siebie" - jeśli się wcześniej nie naimprezowałem, nie nagrałem i nie naoglądałem, to nie ma szans, bym z ochotą zasiadł do pisania :/ &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Prosto z Ekranu"&lt;/span&gt; stało się więc porzuconym dzieckiem, które tylko sporadycznie doglądam dbając, by nie zdechło. Nic to. Trudno. Mała rośnie i wierzę naiwnie, że za kilka miesięcy czasu i ochoty przynajmniej na te 2-3 wpisy w miesiącu się znajdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnim kwartale obejrzałem 3 filmy (!) Poza kiepskim &lt;span style="font-style: italic;"&gt;District 9&lt;/span&gt;, o którym tu pisałem, był jeszcze gorszy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Taking of Pelham 123&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Metro strach&lt;/span&gt;u - druga z rzędu żenada autorstwa Tony'ego Scotta) oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Top Gun&lt;/span&gt; :D Bieda straszna, na nowe recenzje filmowe więc nie liczcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądam za to seriale (są krótkie, można się wyrobić w przerwach między płaczem a histerią). Poza zwyczajowym ciągnięciem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dextera&lt;/span&gt; (4. sezon jest spoko), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gotowych na wszystko&lt;/span&gt; (już nie mogę...) jedziemy od zera &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sześć stóp pod ziemią&lt;/span&gt;. Pierwszy sezon mnie zachwycił. Teraz w połowie czwartego zastanawiam się czy dotrwam do końca. Ale szerszą relację zostawię na recenzję :) Zarzuciliśmy za to całkiem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Heroesów&lt;/span&gt;. Pierwszy odcinek nowego sezonu zdecydowanie ułatwił mi decyzję, która krążyła po głowie już od dłuższego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny wpis zrobię więc o grach :) Od czasu zrezygnowania z grania w multi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Call of Duty 4&lt;/span&gt; udało mi się nawet parę tytułów ukończyć. Żadnych tam wielkich recenzji pisać nie będę, bo żmudne to i dla czytelnika nudne, ale paru zdań na temat każdej sobie nie odpuszczę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4179778115547149402?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4179778115547149402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4179778115547149402' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4179778115547149402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4179778115547149402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/11/its-not-dead-well-let-say-not.html' title='It&apos;s not dead. Well, let say not completely...'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7009502887387662653</id><published>2009-09-21T10:48:00.006+02:00</published><updated>2009-09-23T17:22:03.860+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Dystrykt 9 / District 9</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SrnoaLKsENI/AAAAAAAAAUE/N7OUI2WxfHk/s1600-h/district9_wallpaper.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SrnoaLKsENI/AAAAAAAAAUE/N7OUI2WxfHk/s320/district9_wallpaper.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5384590365870002386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Choć od czterech lat &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Peter Jackson&lt;/span&gt; głównie wypoczywa, od czasu do czasu zerkając do scenariusza &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hobbita&lt;/span&gt;, jego nazwisko ciągle jest synonimem dobrego widowiska, reklamą wystarczającą do wypromowania dowolnej produkcji. Wystarczyło wynaleźć oryginalną 6-minutową krótkometrażówkę, wspomóc jej twórcę sumą wystarczającą do nakręcenia pełnowymiarowego dzieła i podpisać się pod całością, by dość skromny, kręcony poza hollywódzkim nurtem film stał się jedną z najbardziej wyczekiwanych premier 2009 roku. Mało kto jednak planując wizytę w kinie pamięta, że nie Jackson, a &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Neill Blomkamp&lt;/span&gt; stał za kamerą Dystryktu 9 - reżyser w wielkim świecie filmu dopiero raczkujący i choćby dlatego zachowanie pewnej dozy nieufności jest zdecydowanie wskazane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Główna oś fabuły może się podobać. Przed ponad dwudziestoma laty nad Johannesburgiem zawisł olbrzymi statek obcych. Po miesiącach bezskutecznych oczekiwań na kontakt, ludzie postanowili wedrzeć się do środka, gdzie zastali setki tysięcy umierających krewetkopodobnych przybyszów. Z myślą o ich przetrwaniu utworzono specjalny obóz, tytułowy &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Dystrykt 9&lt;/span&gt;, gdzie przez dwie dekady trzymani są w fatalnych warunkach. Bliska obecność tego swoistego getta, źródła przestępczości i silnych napięć międzygatunkowych spotyka się z ostrym niezadowoleniem ze strony mieszkańców miasta. Pada więc decyzja o wyeksmitowaniu obcych do nowego miejsca, tym razem z dala od siedlisk ludzi, gdzie ich obecność przestanie być problemem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trailery zwiastowały pseudodokumentalny styl narracji i tak początkowo jest w istocie. Historię kontaktu, migawki z życia dystryktu, przedstawienie bohaterów i próby eksmisji oglądamy niczym film wyprodukowany przez Discovery czy Planete. Blomkamp wykorzystał tu chyba wszelkie możliwe "pozafilmowe" sposoby obrazowania zdarzeń - od urywków telewizyjnych wiadomości, przez widoki z kamer przemysłowych, kamer stacjonarnie mocowanych na potrzeby wywiadu, po ujęcia "z ręki". Cały ten misz-masz zostaje jednak porzucony, gdy zawiązuje się właściwa akcja i żadnego z rejestratorów obrazu nie ma w pobliżu. Efekt ciekawy, choć początkowo mocno dezorientujący i niestety będący w dużej mierze sztuką dla sztuki. Owszem, kilka ujęć jest ciekawych, ale całość sprawia wrażenie wprawki dla reżysera, który chce pobawić się formą i montażem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczą ciężką do przełknięcia zarówno dla przeciętnego widza, jak i miłośnika hard sci-fi, może być sposób przedstawienia obcych. Humanoidalne krewetki z oczami E.T., dostające świra na punkcie kociego żarcia i przejawiające zachowania oraz uczucia typowe dla ludzi, dość mocno utrudniają traktowanie filmu serio. Do tego większość z nich, to niepotrafiące powstrzymać agresji debile, dające sobą manipulować niczym inteligentniejsze małpki. Daleki jestem od dzielenia wizji tajemniczych szarych obcych z wielkimi czarnymi oczami, ale wizja Blomkampa kieruje &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dystrykt 9&lt;/span&gt; niebezpiecznie w stronę groteski. Bo czymże innym jest przykładowo mężna krewetka (tak nazywa się przybyszów w filmie), która jest świetnym tatusiem dla swojego rozkosznego synka, albo inny przedstawiciel tego gatunku, który tak łaknie whiskasa, że wpiernicza go razem z puszką?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj należałoby się zatrzymać i zastanowić, czy właśnie cały ten film nie jest jedną wielką zgrywą. Mamy tu ciapowatego bohatera, który oczywiście zmierzy się ze swoimi słabościami, karykaturalnych obcych, złą korporację łaknącą nowych technologii, do szpiku kości przesiąkniętego jadem przeciwnika wchodzącego do akcji w otoczeniu dymu, brutalnych Nigeryjczyków zjadających krewetki, by posiąść ich siłę, jest nawet strzelanie świnią (dosłownie) - tu tak naprawdę wszystko ociera się o pastisz, a całe to "dokumentalne" wprowadzenie jest... no właśnie, czym? Zabawą z widzem, by nastawić go na naśladującą rzeczywistość relację z bliskiego kontaktu 3-go stopnia po 20 latach, a potem brutalnie to wyśmiać? A może faktycznie jedynie ćwiczeniem początkującego reżysera, który rozszerza formę zaprezentowaną w swojej krótkometrażowej opowiastce?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć wiele osób na forach próbuje przyrównywać &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dystrykt 9&lt;/span&gt; nawet do &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Blade Runnera&lt;/span&gt;, ja widzę tutaj raczej miks klisz i schematów charakterystycznych dla kilku gatunków kina klasy B, w tym nawet kina familijnego - miks świadomy, momentami inteligentny i udanie obnażający powielane tysiące razy motywy. Ale nie oszukujmy się, Blomkamp to nie Tarantino, brak tu błysku, oryginalności (zabierzmy "obcą" otoczkę i co zostanie?) i prawdziwego poczucia humoru. Nadzieje na dobry film sci-fi uciekają szybko, zamiast tego zostaje średnio udany produkt, który można reklamować napisem "Hot Fuzz w krewetkach". Nie przekonuje mnie też stawianie obcych i ich getta jako alegorii obozów dla czarnych uchodźców, a wszelkich obostrzeń dla przybyszów za odwołanie do apartheidu. Ta analogia jest zamierzona i oczywista. Tyle, że jeśli miała ona jakiś cel, to 6-minutowym pierwowzorze. Tutaj zostaje całkowicie zbanalizowana przez idiotyczną akcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można za to reżyserowi odmówić bezkompromisowości w przedstawianiu przemocy. Ciała eksplodują tu niczym mydlane bański, a członki walają się rozdeptywane po ziemi. Wszystko to jednak (może poza scenami egzekucji) podane jest z pewnym przymrużeniem oka, niczym w grach komputerowych, jakby nad całością unosił się duch Jacksona trzymający w ręku kopię &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Martwicy Mózgu&lt;/span&gt;. Zdecydowanie to jednak miła odmiana po ostatnich Terminatorach i innych bezkrwawych blockbusterach skierowanych do 13-latków. Z brutalnością ładnie współgrają efekty specjalne. Mimo iż jest ich dużo, to nie rzucają się bardzo w oczy, wypadają naturalnie i daleko im od irytującej sztuczności chociażby &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Transformerów&lt;/span&gt;. Podobnie bez zarzutu prezentuje się muzyka, choć oglądając slumsy z podniebnej perspektywy przy afrykańskich dźwiękach miałem wyraźne poczucie deja vu - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Helikopter w ogniu&lt;/span&gt; sam nasuwał się na myśl.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ocena &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dystryktu 9&lt;/span&gt; nie jest łatwa. Na pewno film ten nie jest tym, czym miał być według trailerów. Science-fiction z niego kiepski - pełny absurdów, nieprawdopodobieństw (wielokrotnie przeszukiwani obcy, nie mający prawa do posiadania broni, bez problemu sprzedają wielkiego mecha), z irytującym bohaterem i oklepaną fabułą. Jako parodia/pastisz (a więc patrząc z przymrużeniem oka) jest już lepiej, ale dalej to nie jest poziom, który można by z czystym sumieniem polecić. Jako kino z przesłaniem gubi się pretekstowym potraktowaniem ważnych kwestii, wykorzystując je jedynie instrumentalnie do zbudowania klimatu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swego czasu zwróciły moją uwagę dwa filmy reklamowane na plakatach przy użyciu nazwiska Tarantino - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oldboy&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hostel&lt;/span&gt;. O ile ten pierwszy okazał się faktycznie warty wsparcia mistrza, tak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hostel&lt;/span&gt; był całkowitym nieporozumieniem. Podpisywany nazwiskiem producenta, Petera Jacksona, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dystrykt 9&lt;/span&gt; postawiłbym gdzieś pośrodku. Obejrzeć można, przegapić też - nic się nie stanie. Jacksonowi wielkiej ujmy nie przynosi, ale mógł z pewnością włożone w film pieniądze ulokować lepiej. Jak dla mnie spore rozczarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Moja ocena:&lt;br&gt;&lt;br /&gt;5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7009502887387662653?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7009502887387662653/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7009502887387662653' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7009502887387662653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7009502887387662653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/09/dystrykt-9-district-9.html' title='Dystrykt 9 / District 9'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SrnoaLKsENI/AAAAAAAAAUE/N7OUI2WxfHk/s72-c/district9_wallpaper.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2646560584080575230</id><published>2009-07-21T09:09:00.009+02:00</published><updated>2009-07-21T20:04:51.355+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>The Shield / Świat gliniarzy</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SmWQIduQU_I/AAAAAAAAAT8/IJI3Lx0TZys/s1600-h/fx_shield_800x600_wall01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SmWQIduQU_I/AAAAAAAAAT8/IJI3Lx0TZys/s320/fx_shield_800x600_wall01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5360849406546433010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Times&lt;/span&gt; opublikował listę &lt;a href="http://entertainment.timesonline.co.uk/tol/arts_and_entertainment/tv_and_radio/article6061203.ece"&gt;najlepszych amerykańskich seriali z ostatnich lat&lt;/a&gt;. Mając ochotę na coś "policyjnego" przerobiłem najpierw cały sezon pierwszego na liście &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f87721/Prawo+ulicy,2002"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Wire&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. To świetna, realistyczna produkcja pokazująca pracę policji w niezwykle szczegółowy sposób. W jej największej zalecie, tkwi jednak i największa słabość - bywa nudno, niespiesznie i trudno o bakcyl "jeszcze jednego odcinka". Do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Wire&lt;/span&gt; na pewno jeszcze wrócę, zanim jednak wziąłem się za drugi sezon, postanowiłem sprawdzić coś nieco bardziej żwawego - 9. na tej liście&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f114052/%C5%9Awiat+gliniarzy,2002"&gt;The Shield&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;. I zassało mnie (i moją żonkę) na pełne 7 sezonów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Policyjny posterunek w walącym się budynku dawnego kościoła, Farmington, Los Angeles - dzielnica znajdująca się w całości pod kontrolą gangów. Obok standardowych mundurowych i detektywów stacjonuje tam dość niezwykły czteroosobowy zespół - Grupa Uderzeniowa, jednostka, która ma odgórne przyzwolenie na przymykanie oka na przepisy, liczy się tylko skuteczność. Dowodzi nią Vic Mackey (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o3068/Michael+Chiklis"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Michael Chiklis&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), niski, łysy, prymitywny i naładowany testosteronem glina - uzależniony od adrenaliny, nie znający sytuacji bez wyjścia, w którym umięśnione grupy meksykańskich dealerów budzą mniej więcej taki respekt, jak w przeciętnym policjancie jarający trawkę gimnazjaliści. Kocha swoją robotę i kocha ludzi, z którymi pracuje. Jego Strike Team jest niczym mafijna rodzina - zawsze mogąca na siebie liczyć i pomagająca sobie nawet w najbardziej ryzykownych sytuacjach. A tych nie brakuje, bo co prawda Grupa Uderzeniowa dba o względny spokój na ulicach i dokonuje spektakularnych aresztowań, wszystko to jednak przykrywka dla ich przestępczej działalności, wymuszeń na gangach, a nawet uciekania się do morderstw, jeśli tylko tego wymaga interes lub bezpieczeństwo zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pilot &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Shield&lt;/span&gt; robi wrażenie. Skorumpowani policjanci, brak jakiejkolwiek poprawności politycznej w dialogach i rewelacyjny zwrot akcji w końcówce - tego nie widzi się często w serialach. Potem jest jednak nieco gorzej, jakby producenci przestraszyli się ostrej wymowy filmu i mieli wątpliwości, czy publiczność zostanie przyciągnięta na dłużej przez tak negatywnych bohaterów. Stąd lekkie zmiękczenie tonu powodujące poczucie, że Vic z pilota, to nie ta sama postać, którą później oglądamy przez kolejne 7 sezonów. Dość szybko rzucają się też w oczy inne wady serialu. Szybki, rwany montaż, choć efektowny, często jest tylko zasłoną dla dziur scenariuszowych i braku logiki. Wszystko jest podporządkowane akcji i o jakimkolwiek realizmie nie może tu być mowy (co szczególnie mocno czuć po &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Wire&lt;/span&gt;, skupionym na proceduralnych przeszkodach w życiu policjanta). Kuleje też nieco aktorstwo (ale to zarzut tylko do części obsady, głównie członków Grupy Uderzeniowej), choć pod tym względem widać progres z każdym sezonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największą dla mnie wadą było jednak zbytnie odsunięcie w cień głównego wątku. Szczególnie mocno odczułem to w pierwszych dwóch sezonach, gdzie skupienie na problemach "odcinkowych" jest za duże. Nie sprzyja to zaangażowaniu widza (ale to może być moje indywidualne odczucie, nigdy nie lubiłem seriali, gdzie każdy odcinek jest o czymś innym). Począwszy od sezonu trzeciego jest już lepiej, ale tam z kolei widać jak na dłoni brak umiejętności wykorzystania budowanego przez wiele epizodów napięcia do nakręcenia emocjonującej sceny kulminacyjnej. Skoro bohaterowie planują szczegółowo skok na kasę armeńskiej mafii przez kilka miesięcy, to zwykłą stratą potencjału jest zakończenie tego w 30-sekundowej banalnej strzelaninie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tych zarzutach można jednak całkowicie zapomnieć począwszy od sezonu piątego. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Shield&lt;/span&gt; to doskonały przykład, że poziom serialu można rozwijać, zamiast rozmieniać go na drobne (vide &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lost&lt;/span&gt;). Po niezbyt udanym eksperymencie z gwiazdą (&lt;a href="http://glenn.close.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Glenn Close&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), którą zatrudniono do sezonu czwartego, nie bardzo wiedząc co z nią robić, twórcy sięgnęli do najwyższej półki, ściągając do obsady &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o7526/Forest+Whitaker"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Foresta Whitakera&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Od tej pory &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Shield&lt;/span&gt; nabiera prawdziwych rumieńców. Główny wątek zostaje wyciągnięty na plan pierwszy, całkowicie dominując serial. Pojedynek między Vikiem, a depczącym mu po piętach agentem Kavanaugh (Whitaker właśnie) to czysta serialowa poezja. Potem jest jeszcze lepiej, aż do naprawdę rewelacyjnego zakończenia całej serii. Tak ciężkiego, przytłaczającego wręcz klimatu nie czułem już dawno w żadnej produkcji telewizyjnej, czy nawet kinowej. Nie brak tu zaskoczeń i ciągłych zwrotów akcji, ale o sile 7. sezonu decyduje przede wszystkim znaczne udramatycznienie całej produkcji. Skupienie się na postaciach w sytuacjach już ekstremalnych, częściowe odrzucenie błyskawicznego montażu na rzecz długich, pełnych emocji scen - tu po prostu widać spójną wizję na niezapomniany epilog. A ten robi wrażenie i trudno po nim zasnąć. Aż szkoda, że od początku nie kręcono &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Shield&lt;/span&gt; w tym tonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świat gliniarzy&lt;/span&gt; wciąga jak mało który serial. Jest brutalnie (o tym aspekcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Shield&lt;/span&gt; można by napisać osobny tekst - jest tu wszystko, od palenia żywcem, po obcinanie nóg), niepoprawnie politycznie i zaskakująco. Choć momentami drażni uproszczeniami, to każdy kolejny sezon jest lepszy od poprzedniego (z wyjątkiem słabszego czwartego) prowadząc aż do genialnej końcówki. Ostatnie trzy sezony to prawdziwa uczta dla fana seriali, która całkowicie usprawiedliwia 9. miejsce na wspomnianej liście &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Times'a&lt;/span&gt;. Polecam wszystkim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2646560584080575230?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2646560584080575230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2646560584080575230' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2646560584080575230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2646560584080575230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/07/shield-swiat-gliniarzy.html' title='The Shield / Świat gliniarzy'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SmWQIduQU_I/AAAAAAAAAT8/IJI3Lx0TZys/s72-c/fx_shield_800x600_wall01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7575269524696009992</id><published>2009-07-17T13:25:00.006+02:00</published><updated>2009-07-18T09:13:01.700+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>ofilmie.pl</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SmF16UcrbcI/AAAAAAAAAT0/6Ppakdx-1as/s1600-h/ofilmie_logo.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 38px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SmF16UcrbcI/AAAAAAAAAT0/6Ppakdx-1as/s320/ofilmie_logo.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5359694676329459138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;a href="http://www.ofilmie.pl/"&gt;ofilmie.pl&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; pojawiła się moja recenzja &lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;a href="http://www.ofilmie.pl/krotkie-ujecie/zack-and-miri-make-a-porno/"&gt;Zack i Miri kręcą porno&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;. Tak rozpoczyna się moja współpraca z redaktorami tej strony, mam nadzieję, że długa i owocna :) Dla mnie taki transfer to nie tylko duża szansa na naprawdę robiącą wrażenie liczbę czytelników, ale też szansa wzięcia udziału w ciekawych dyskusjach, analizach, a nawet audycjach radiowych - na to na blogu szans niestety nie ma. Większość tekstów jest naprawdę na poziomie, będę musiał mocno się starać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ta zmiana nie powinna wpłynąć na funkcjonowanie Prosto z Ekranu, za bardzo lubię swojego blogaska :) Będę go dalej rozwijał, próbując to jakoś razem pogodzić, co najprostsze (biorąc pod uwagę spodziewaną za 2-3 tygodnie na tym świecie córę) na pewno nie będzie. Tak więc zaglądajcie tutaj i dodajcie koniecznie do zakładek ofilmie.pl. Jak tylko się dostosuję do nowej sytuacji, postaram się by moja pisanina była na tej stronie widoczna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7575269524696009992?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7575269524696009992/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7575269524696009992' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7575269524696009992'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7575269524696009992'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/07/ofilmiepl.html' title='ofilmie.pl'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SmF16UcrbcI/AAAAAAAAAT0/6Ppakdx-1as/s72-c/ofilmie_logo.gif' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-8294388884158887792</id><published>2009-07-08T07:12:00.008+02:00</published><updated>2009-07-15T10:36:22.029+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Watchmen / Strażnicy</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SlmY3ypCp3I/AAAAAAAAATc/EP7Gu53w-aY/s1600-h/watchmen-poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 206px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SlmY3ypCp3I/AAAAAAAAATc/EP7Gu53w-aY/s320/watchmen-poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357481315988055922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejna ekranizacja komiksu i znowu superbohaterowie. Tym razem do ekranizacji wzięto kultowy ponoć (czy są w ogóle komiksy niekultowe?) &lt;a href="http://www.kzet.pl/2003_08/watchmen.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Watchmen&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - obszerne, przegadane i oryginalne w swoim gatunku dzieło. Sam co prawda nigdy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strażników&lt;/span&gt; nie czytałem, ale relacja fanatyka komiksów (thx Iron:)) wyraźnie podkreślała ich walory pozaakcyjne. A to zawsze dawało jakąś nadzieję na coś wyróżniającego się pośród Hulków, Volverinów, czy innych gwiazd DC Comics i Marvela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy nawet temat jest jednak niczym przy dennym reżyserze (vide ostatni &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2009/06/terminator-ocalenie-terminator.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terminator&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;). &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f317089/Watchmen+Stra%C5%BCnicy,2009"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Watchmeni&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; mieli jednak to szczęście, że wziął się za nich &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o121387/Zack+Snyder"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zack Snyder &lt;/span&gt;&lt;/a&gt;- gość, którego można chyba obecnie bez przesady nazwać wschodzącym artystą kina popularnego. Już &lt;a href="http://swit.zywych.trupow.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świt żywych trupów&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; ukazał go jako niesamowicie sprawnego twórcę, potrafiącego nadać powiew oryginalności w nawet tak wymęczoną wielokrotnie i banalną opowieść o stadach zombie. Potem było&lt;a href="http://300.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; 300&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; z jego wysmakowaną formą i niesamowitą realizacją. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strażnicy&lt;/span&gt; pokazują, że zmysł reżyserski Snydera cały czas się rozwija. Ze zręcznością Tarantino potrafi się poruszać po kliszach i schematach charakterystycznych dla filmów klasy B dorzucając do tego repertuar komiksowy. Wykorzystuje je jednak w inny od Quentina sposób - zamiast inteligentnej zabawy konwencją, mamy próbę podniesienia ekranizacji komiksów o poziom wyżej, w miejsce gdzie filmowa popkultura styka się z filmową sztuką. Zdaje sobie sprawę, że komiksowy rodowód filmu narzuca pewną prostotę, taki awans uniemożliwiającą, dlatego pracuje nad formą i tu osiąga niezaprzeczalne mistrzostwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już pierwsza scena &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Watchmenów&lt;/span&gt; hipnotyzuje - rewelacyjna kameralna walka dwóch nadludzi przy akompaniamencie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Unforgattable"&lt;/span&gt; Nata Kinga Cole'a, kończąca się śmiercią Komedianta, byłego członka Strażników. Chwilę na ochłonięcie gwarantuje jedna z najlepszych czołówek filmowych jaką widziałem - świetnie skomponowane dzieje grupy Watchmenów z newralgicznymi momentami historii połowy XX wieku w tle, przy&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "The Times They Are A-Changin"&lt;/span&gt; Dylana. No rewelacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest 1985 rok, rozpoczęła się inwazja rosyjska w Afganistanie, w USA wszyscy odliczają minuty do wydawałoby się nieuniknionej wojny atomowej. Strażników już nie ma, grupa się rozwiązała, a dawni herosi w większości starają się wieść zwyczajne życie. Jedyni, którzy ujawnili swoją prawdziwą tożsamość - Dr Manhattan i Adrian Veidt (Ozymandiusz)- pracują nad nowym źródłem energii, która może okazać się ratunkiem dla świata. Tajemnicze i wyraźnie nieprzypadkowe morderstwo Komedianta od razu rodzi spekulacje, czy nie jest jedynie początkiem serii i zmusza Watchmenów do ponownego zacieśnienia współpracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła wyszukana nie jest, czuć jej komiksowy rodowód, jednak w przeciwieństwie do większości ekranizacji historii obrazkowych nie grzebie filmu. Skonstruowana według zasad rządzących kryminałami potrafi mocno wciągnąć widza powolnym odkrywaniem kolejnych elementów układanki prowadzącej bohaterów do odkrycia, któż chciałby się ich pozbyć. Co ważne, brak tu większych dziur logicznych, wszystko trzyma się kupy, no i w paru miejscach mamy całkiem ciekawe zwroty akcji. Dla mnie jednak największym zaskoczeniem było niespieszne tempo filmu, rzecz w podobnych superprodukcjach dziś nie do wyobrażenia. Pełno tu retrospekcji, budowania postaci poprzez ukazanie ich dawnych przeżyć - coś, co zwykle mnie mierzi (nie lubię łopatologicznego ukazania faktu, że ktoś jest np. socjopatą, bo w dzieciństwie tatuś go skrzywdził - i tu scena tego krzywdzenia. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o40896/Christopher+Nolan"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nolan&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; świetnie sparodiował to w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mrocznym Rycerzu&lt;/span&gt;, gdy Joker opowiada czemu jest, jaki jest), tutaj niemal w ogóle nie przeszkadza, a kilka wspominek jest po prostu świetnych. Na nie nakłada się bardzo duża jak na ten rodzaj kina liczba dialogów, całkiem sensownych i niegłupich. Tak po prawdzie, to na tym tle niektóre sceny akcji (bardzo efektownie zresztą zrealizowane) wyglądają na dodane na siłę, tylko po to, by oczekujący rozwałki widz nie wyszedł przypadkiem znudzony z kina. Osobiście, choć na kości łamane w bullet time'ie miło popatrzeć, chętnie bym wyrzucił ze scenariusza śmieszny gang w wąskiej uliczce, czy płonący wieżowiec, bo najzwyczajniej w świecie psują one klimat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak przechodzimy do narzekania, którego jednak wiele nie będzie. Większość problemów filmu bierze się w prostej linii z wad samego komiksu i słabości jego scenariusza. Przeciągnięte do absurdu niektóre sceny (pogrzeb), czy na siłę wrzucone te, które mają nieco widza ożywić, to zarzut akurat najmniejszy. Większy problem miałem z konstrukcją samej historii i jej przełomowych momentów. Bardzo ważną rolę nadaje się tu pytaniu, kto jest ojcem jednej ze strażniczek. Jak dla mnie pytanie banalne, nijak mające się do problemów dorosłych ludzi i stojącego na krawędzi katastrofy świata, tu ma nadaną rolę nadrzędną i właściwie zdecyduje o wszystkim. Strasznie to naiwne i razi poziomem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czarodziejek z Księżyca&lt;/span&gt;. Choć Snyder ponoć komiksowy był strasznie wierny, to nie miał oporów, by zmienić najważniejsze - końcówkę. Ta w filmie naprawdę jest spoko i nie rozczarowuje. Jak usłyszałem, w jaki sposób kończy się komiks, oniemiałem - naprawdę dzięki Ci Zack za taką decyzję. Ale skoro powiedziałeś A, to trzeba było powiedzieć i B, zmieniając resztę komiksowych banałów (motyw z ojcem, scena na Marsie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej grzechów nie pamiętam, pod każdym innym względem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strażnicy&lt;/span&gt; w swoim gatunku wymiatają. Zdjęcia to właściwie klasa sama dla siebie, żałuję, że nie widziałem filmu w kinie. Muzyka to potęga, choć bardziej chodzi tu o dobór znanych utworów do ilustrowania danych scen, niż pracę kompozytora na potrzeby filmu. W ogóle pod względem realizatorskim film jest doskonały. Nie tak dawno w recenzji &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2008/12/hulk.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hulka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; zastanawiałem się po co robić ekranizację komiksu z postacią, która nie może nie wyglądać komicznie na ekranie. A w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Watchmenach&lt;/span&gt; mamy niebieskiego, świecącego człowieka z dyndającym mu wiecznie niczym diodowa jarzeniówka fiutem, o mocach, których zazdrościłby mu sam Superman - i co? I wcale nie jest komiczny (no może poza pierwszą sceną), czyli jednak się da.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę ukrywał, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strażnicy&lt;/span&gt; mnie ujęli - formą, realizacją i dorosłym podejściem do tematu. Zmęczone, zwyczajne twarze ludzi, którzy kiedyś byli herosamii, przytłaczająca ciężka atmosfera, te zdjęcia, brak kompromisów, by filmowi obniżyć liczbę przy PEGI (jest naprawdę bardzo brutalny) i wiara w inteligencję dorosłego widza - wszystko to składa się w najlepszą dla mnie ekranizację komiksu o superbohaterach, jaką widziałem. Rok temu dałem 9/10 &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2008/08/mroczny-rycerz-dark-knight.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mrocznemu Rycerzowi&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i teraz mam kłopot, bo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Strażników&lt;/span&gt; cenię wyżej. W Batmanie 30% (jak nie więcej) wartości opierało się na postaci Jokera, tak niesamowicie wykreowanej przez &lt;a href="http://heath.ledger.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Heatha Ledgera&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. On przytłaczał wszelkie niedoróbki, których przecież nie brakowało. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Watchmeni&lt;/span&gt; są dużo równiejsi, żaden element nie wychodzi tak na plan pierwszy, wszystko jest niemal perfekcyjne. Przezornie jednak wyższej oceny im nie dam, bo co będzie, jak za rok z Hollywood wykluję się coś jeszcze lepszego? :) W każdym razie, kto nie widział, niech zanotuje ten tytuł i obejrzy przy pierwszej nadarzającej się okazji. Naprawdę warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena: &lt;br&gt;9/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-8294388884158887792?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/8294388884158887792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=8294388884158887792' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8294388884158887792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8294388884158887792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/07/watchmen-straznicy.html' title='Watchmen / Strażnicy'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SlmY3ypCp3I/AAAAAAAAATc/EP7Gu53w-aY/s72-c/watchmen-poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-6132990204232898559</id><published>2009-07-01T14:19:00.007+02:00</published><updated>2009-07-02T17:22:52.930+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Seven Pounds / Siedem dusz</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Skxq_JRZNdI/AAAAAAAAATU/K9kBnNy-ck8/s1600-h/7-pounds-poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Skxq_JRZNdI/AAAAAAAAATU/K9kBnNy-ck8/s320/7-pounds-poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5353771690089854418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i w krótkim okresie czasu &lt;a href="http://will.smith.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Will Smith&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; trafił mi się po raz drugi. &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2009/06/hancock.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hancock&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; okazał się pomyłką, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedem dusz&lt;/span&gt; musiało być lepsze. To jeden z tych specyficznych filmów, który mimo stosunkowo niewielkiej reklamy stał się szeroko rozpoznawany w Polsce. Ludzie o nim mówią, wielu się zachwyca, właściwie strach jakąś dezaprobatę wyrazić, ale ja tam oszczędzać sobie nie będę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ukrywam, że Willa Smitha lubię od momentu jak pierwszy raz przed kilkunastoma laty zobaczyłem &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f93748/Bajer+z+Bel-Air,1990"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bajer w Bel-Air&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Od tamtego czasu zawodził rzadko. Choć jego filmy nigdy wymagającymi dla widza nie były, to zapewniały w większości kawał porządnej rozrywki. 2008 rok zdecydowanie nie był jednak dla niego udany pod względem artystycznym. O &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hancocku&lt;/span&gt; ostatnio &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2009/06/hancock.html"&gt;pisałem&lt;/a&gt; - pomylona, nieprzemyślana i tandetnie poprowadzona komedio-parodia skręcająca w stronę emodramatu. Niestety &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedem dusz &lt;/span&gt;pod względem tandety również bije kilka rekordów :/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórcy chcieli zrobić wyciskacz łez, film mocno grający na uczuciach. Można to zrobić inteligentnie, niejako mimochodem, przedstawiając jednocześnie coś wartościowego. Można też zrobić to na chama, ładując do filmu wszelkie możliwe wzruszacze i uczuciowe manipulatory. W przypadku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedmiu dusz&lt;/span&gt; wybrano niestety drugie rozwiązanie. Fabuły tego filmu nie da się opowiedzieć bez spoilerów, więc ostrzegam: [Spoiler mode on]. Grany przez Smitha bohater to bardzo smutny człowiek. Nie chce żyć, obmyślił plan swojej śmierci, ale pragnie, by przysłużyła się ona jak największej liczbie osób. Selekcjonuje więc grupę chorych potrzebujących jego organów i poddaje ją obserwacjom oraz testom, by wyeliminować te jednostki, które jego wątróbki czy oczka godne nie są. W swoim planie jest bardzo zdeterminowany i nikomu nie daje sobie wybić go z głowy. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdy na wybrankę dla swojego serca (dosłownie) wybiera pewną atrakcyjną, samotną kobietkę (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o31616/Rosario+Dawson"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rosario Dawson&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) i chęć życia zaczyna dawać o sobie znać [Spoiler mode off].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historyjka dość wydumana, ale jeszcze do przyjęcia. Niestety reszta spłaszczona jest maksymalnie. Motywacje głównego bohatera pokazane są w taki sposób, że fałszem i filmowością zalatują na kilometr. O ile motyw odkupienia jeszcze do mnie trafia, tak jego sposób jest wybujały i nielogiczny (są lepsze drogi na pomoc większej liczbie osób). Zresztą, nie wiem, ale temat jest na tyle poważny, że sposób ukazania go w formie płaczliwego dramatu/romansidła totalnie do mnie nie przemawia i kojarzy mi się z jakąś profanacją. Tutaj potrzeba było dużego wyczucia i delikatności, a tych wyraźnie autorom brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dramat głównego bohatera, miotającego się między chęcią życia, a potrzebą ukarania się i zadośćuczynienia wiarygodnie wygląda tylko na początku i powraca w końcowych scenach. Pomiędzy tym widzimy do bólu bezinteresownego anioła, który pragnie pomóc innym. Szczęśliwcy, których wybrał poddają się inwigilacji i przyjmują jego łaskę bez zająknięcia. Strasznie to wszystko naiwne. By jednak dramat ten był jeszcze bardziej dramatyczny, zesłano wspomnianego anioła na piękną i równie dobrą, ale chorą anielicę. Miłość kwitnie, zbędne pytania nie padają, choć ptaszki ćwierkają, że wiecznie to trwać nie może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dużo tej ironii, może za dużo, ale nie lubię silnej emocjonalnej manipulacji za pomocą ciężkich narzędzi. Jak już ktoś chce się pobawić emocjami odbiorcy, niech robi to jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cormac McCarthy&lt;/span&gt; w &lt;a href="http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&amp;amp;idobiektu=3598"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Drodze&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, czy, zostając w tematyce filmowej, &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o7779/Nick+Cassavetes"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nick Cassavetes&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; w &lt;a style="font-style: italic;" href="http://pamietnik.filmweb.pl/"&gt;Pamiętniku&lt;/a&gt;. W przeciwnym wypadku zamiast łapiącej za serce i angażującej uczucia opowieści, w miarę wyrobiony widz momentalnie wyczuje fałsz i pozostanie obojętnym, tak jak dzieje się to właśnie w przypadku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedmiu dusz&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wszystko jednak w filmie leży. Z harlequinowskiego dołka dźwigają go przede wszystkim aktorzy. Rola Smitha jest bardzo porządna, naprawdę żal, że ten aktor jest mocno niedoceniany i poza roli w &lt;a href="http://ali.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Alim&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; wiele ciekawego do grania w życiu nie dostał (chyba, że dostał i odrzucił:)). Kroku dotrzymuje mu Rosario Dawson, choć stylizowana na osobę chorą, to trudno odmówić jej wdzięku i charyzmy. Wszystkich kasuje jednak zapomniany już &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o44/Woody+Harrelson"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Woody Harrelson&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - kilkanaście minut na ekranie wystarczyło, by mocno zaznaczył swoją obecność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedem dusz &lt;/span&gt;ogląda się gładko, podstawowe rzeczy mocno irytują, ale nietrudno jest dać się ponieść opowieści. Dlatego jestem w stanie zrozumieć zachwyty nad nim, szczególnie ze strony płci pięknej, wyposzczonej w ostatnim czasie filmów łapiących za serducho. Ciekawy montaż, sprawna realizacja - od strony rzemieślniczej trudno coś zarzucić. Problem tkwi gdzie indziej i jest na tyle poważny, że spycha film na granicę kiczu, momentami ją przekraczając. Odradzać seansu jednak nie będę, niech każdy wyrobi własną opinię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-6132990204232898559?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/6132990204232898559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=6132990204232898559' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6132990204232898559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6132990204232898559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/07/seven-pounds-siedem-dusz.html' title='Seven Pounds / Siedem dusz'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Skxq_JRZNdI/AAAAAAAAATU/K9kBnNy-ck8/s72-c/7-pounds-poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-5605918523885125035</id><published>2009-06-27T15:54:00.005+02:00</published><updated>2009-06-29T08:32:46.664+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Hancock</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SkhgAGOlWDI/AAAAAAAAATM/Ox1BfHcGb1w/s1600-h/hancock_poster.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SkhgAGOlWDI/AAAAAAAAATM/Ox1BfHcGb1w/s320/hancock_poster.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5352633711917881394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ponoć to miała być oryginalna opowieść o człowieku z super-umiejętnościami, który nie potrafi sobie poradzić z ciążącą na nim presją. Ponoć to miał być mroczny film, niepozbawiony elementów typowych dla filmowego dramatu. Ponoć to miało być odświeżające spojrzenie na nadprzyrodzone umiejętności, które mogą okazać się sporym brzemieniem. Te zamiary nawet czuć w jednej scenie czy dwóch, a cała reszta to bzdurna komedyjka dla 5-latków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://will.smith.filmweb.pl/"&gt;Will Smith&lt;/a&gt; gra herosa-degenerata - nie rozstaje się z flaszką, śpi na miejskich ławkach, a wezwany do pomocy w przypadkach, z którymi policja czy inne służby poradzić sobie nie mogą, zwykle pozostawia po sobie większe zgliszcza niż niejeden oddział talibów. W końcu natrafia jednak na speca od wizerunku (&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.filmweb.pl/o55034/Jason+Bateman"&gt;Jason Bateman&lt;/a&gt;), który za cel postawił sobie zrobienie z Hancocka wzorowego obrońcy miasta. Bohatera bardziej niż wizja latania po mieście w przepisowym stroju pseudoX-mana pociąga jednak żona PR-owca (&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://charlize.theron.filmweb.pl/"&gt;Charlize Theron&lt;/a&gt;)...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na podstawie takiej historii nakręcono film, którego właściwie nie da się jednoznacznie sklasyfikować. Zaczyna się jak komedia, czy też wręcz parodia filmów o superbohaterach, by zakończyć się niczym łzawy dramat. Na początku jest nawet nieźle, a kilka gagów potrafi rozbroić. Problem w tym, że jeżeli widziało się trailer filmu, to zna się już każdą śmieszną sytuację. Film nie oferuje dosłownie nic więcej. Mało tego - część scen na trailerze wygląda lepiej niż w filmie (choćby scena z kobietą, którą Hancock próbuje poprawnie politycznie uratować). W pewnym momencie pojawia się jednak zdecydowany zwrot akcji i film z sympatycznej komedyjki przemienia w pozbawiony najmniejszego sensu melodramat z nadprzyrodzonymi mocami w tle. Poziom głupoty niektórych scen jest przytłaczający, podobnie jak banialuki wypływające z ust bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłaby totalna masakra, gdyby nie Will Smith i Charlize Theron. Szczególnie Theron wygląda tu dobrze (wreszcie!) i interesująco. O grze aktorskiej pisać nie będę, bo wiele do grania tu nikt nie ma. Na tę dwójką aktorską patrzy się jednak z pewną przyjemnością. Cała reszta elementów filmu stoi jednak na dość przykrym poziomie i właściwie niezrozumiałym jest, co takie gwiazdy w tej produkcji robią. Osobie odpowiedzialnej za scenariusz wydałbym dożywotni zakaz pisania czegokolwiek, największe nawet klisze i schematy tego gatunku byłoby lepsze niż to, co rozgrywa się w końcówce &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hancocka&lt;/span&gt; na ekranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie nie spodziewałem się tu nic poza w miarę przyjemnego filmu na odmóżdżający wieczór. Ale &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hancock&lt;/span&gt; mnie zaskoczył i to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Jesteś ciekawy filmu, obejrzyj trailer, inaczej stracisz 90 minut, a i tak nic ciekawszego nie zobaczysz. Mam ochotę ocenić film na 2, ale za Theron dodaję punkcik. Omijać z daleka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena: &lt;br&gt;3/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-5605918523885125035?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/5605918523885125035/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=5605918523885125035' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5605918523885125035'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5605918523885125035'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/06/hancock.html' title='Hancock'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SkhgAGOlWDI/AAAAAAAAATM/Ox1BfHcGb1w/s72-c/hancock_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2093230170415249819</id><published>2009-06-05T23:08:00.011+02:00</published><updated>2009-06-06T21:36:15.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Terminator Salvation / Terminator: Ocalenie</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SipwCD_z6pI/AAAAAAAAATE/scz6iRZnF6U/s1600-h/terminator_salvation.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 208px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SipwCD_z6pI/AAAAAAAAATE/scz6iRZnF6U/s320/terminator_salvation.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5344207088563514002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dawno już nie byłem w kinie na premierze. Na nowego &lt;a href="http://terminator.ocalenie.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terminatora&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; poszedłem trochę z ciekawości, trochę z braku laku, bo obok &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f298581/Wojna+polsko-ruska,2009"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wojny polsko-ruskiej&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nic ciekawego w mulipleksach obecnie nie grają. Jak wrażenia? Kiepsko ze wskazaniem na stany średnie, ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.terminator.filmweb.pl/"&gt;Druga część &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terminatora&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; to dla mnie absolutna klasyka. Film doskonale łączący świetne sceny akcji, rewolucyjne wówczas efekty z niezłym scenariuszem i dramatem rozpisanym na 4 osoby. Film powstał w 91 roku, a dalej uchodzi za niedościgniony pod wieloma elementami wzór. Co najważniejsze - ludzie ciągle go wspominają. O najnowszej części za 18 lat nie będzie pamiętał nikt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miało być inaczej, seria miała zaliczyć nowy start - zerwanie z naszymi czasami, ukazanie konfliktu z maszynami od środka, Connor nie miał być już dzieckiem predestynowanym do roli zbawcy ludzkości, a zbawcą we własnej osobie. I w gruncie rzeczy tak jest. 2018 rok, nasza cywilizacja zniszczona, niedobitki formują ruch oporu w walce z pozornie niepokonanym wrogiem. Ta wizja przedstawiona w filmie spełnia oczekiwania, przywodząc nieco skojarzenia ze światem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouta&lt;/span&gt;. Jest szaro, apokaliptycznie i beznadziejnie. Szkoda, że inne elementy temu nie dorównują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawodzi to, z czym obecnie w Hollywood mają największy problem - scenariusz. Ogólny zarys nawet nie jest zły - pojawia się szansa na wykorzystanie słabości maszyn, a do obozu Connora trafia tajemniczy osobnik, o którym od pierwszych scen filmu wiadomo, że zwykłym człowiekiem być nie może. Problem tkwi w szczegółach. Zamiast napisać zgrabną historyjkę, podczas której napięcie będzie rosło aż do efektownego finału, harmonijnie łączącą sceny akcji z linią fabularną, popełniono ten sam grzech co w najnowszym &lt;a style="font-style: italic;" href="http://prostozekranu.blogspot.com/2009/02/quantum-of-solace.html"&gt;Bondzie&lt;/a&gt; - scenariusz to jedynie z góry olany i niedopracowany pretekst do kolejnych scen rozwałki. To sprawia, że właściwie nie istnieje w nowym&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Terminatorze&lt;/span&gt; coś takiego jak napięcie. Oszem jakieś pojedyncze potyczki potrafią spowodować lekkie zaniepokojenie, ale zaraz po ich zakończeniu powraca się do totalnie beznamiętnego seansu, podczas którego człowiek większą uwagę zwraca na techniczne dopracowanie robotów i niż los bohaterów. Dodatkowo liczbą dziur logicznych i różnych nieprawdopodobieństw można by było obdzielić kilka innych blockbusterów. Naprawdę momentami film wymaga od widza bardzo dużo samozaparcia, by przymknąć oko na kolejne idiotyzmy. Zdecydowanie nie sprzyja to budowaniu atmosfery.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyserię powierzono z totalnie niezrozumiałych dla mnie względów &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o13383/McG"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;McG-owi&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, autorowi dwóch potworków o &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aniołkach Charliego&lt;/span&gt; i... właściwie to on nic innego nie nakręcił. Niestety w filmie wyraźne jest to aż nadto. Doświadczenie z teledysków bierze górę nad filmowym (choć w sumie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aniołki&lt;/span&gt; to też były rozrośnięte teledyski) - akcja pędzi na łeb, na szyję, po niemal każdej scenie akcji natychmiast następuje kolejna. Nie ma przestojów, które choć trochę mogłyby nam przedstawić bohaterów, trochę udramatycznić całość - gdzie tam, tu dramatyzm ma dawać niema dziewczynka, postać niemal żywcem zerżnięta z bodaj drugiego &lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.filmweb.pl/f1496/Mad+Max+2+-+Wojownik+szos,1981"&gt;Mad Maxa&lt;/a&gt; (tyle, że tam był chłopiec) i masakrycznie przegięta końcówka, z poziomem patosu i poświęcenia, który by nie przeszedł pewnie nawet w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Klanie,&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;M jak Miłość&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą cały finał to dla mnie porażka. O ile do czasu finałowej akcji film mi się jako tako podobał i byłem pewny, że 7/10 to ocena sprawiedliwa, tak oglądając to czym McG uraczył nas na koniec, po głowie mi chodziło tylko: What the fuck???? Tam już nic nie ma sensu, od zachowań bohaterów, po ilość przeciwników. Nie wiem jakim cudem ludzie nie wygrali tej wojny kilka lat wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednego jestem pewien - nowy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terminator&lt;/span&gt; wykreuje nową gwiazdę, &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o53674/Sam+Worthington"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sama Worthingtona&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Gość naprawdę gra fajnie i ma cechę nieczęsto dziś spotykaną -  jest przystojny, a przy tym wyrazisty i charakterny. Z &lt;a href="http://christian.bale.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Christianem Balem&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; (gra na swoim standardowym, dobrym poziomie) stworzyli naprawdę udany duet, niestety ledwie troszkę wykorzystany. McG miał moim zdaniem w łapach prawdziwą bombę na elektryzującą parę aktorską, czuć to doskonale w scenie ich pierwszego spotkania. To na nich, a nie na głupkowatej akcji i efektach powinien się opierać fundament filmu. Tymczasem są jedynie wisienką na tortowym zakalcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze wypadło fajnie? Zdjęcia. Kilka ujęć jest naprawdę fajnych i pozbawionych cięć. Operator wykonał dobrą robotę. Podobała też mi się jedna, ale za to długa i efektowna scena akcji rozpoczynająca się na stacji benzynowej. To chyba jedyny moment w całym filmie, gdzie nieco przejąłem się losem bohaterów. Atrakcją mogłyby być też odwołania do wcześniejszych części, gdyby nie fakt, że McG wsadził ich całą masę, zazwyczaj na siłę i bez sensu ("I'll be back", skok motoru z mostu, Arnie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech, pewnie gdyby to nie był &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terminator&lt;/span&gt;, to filmowi by się tak nie dostało. Oglądać się to da, dwie centralne postaci są super, efekty dają radę, zdjęcia są ok... ale to jest Terminator do cholery, albo powinni nakręcić coś wyjątkowego, albo odpieprzyć się od serii i pozwolić jej przejść do historii. Ale nie, oni musieli..., nawet reżysera nie chciało im się znaleźć sensownego. Wymęczyli &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2008/11/indiana-jones-i-krlestwo-krysztaowej.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Indianę Jonesa&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, wymęczyli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Terminatora&lt;/span&gt;, a teraz czeka nas kolejne wskrzeszenie - reboot&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;a href="http://www.filmweb.pl/Ridley+Scott+producentem+remake%27u+%22Obcego,News,id=51833"&gt;Aliena&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Ridley+Scott+producentem+remake%27u+%22Obcego,News,id=51833"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Amerykańce potrafią zarżnąć każdą legendę.&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2093230170415249819?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2093230170415249819/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2093230170415249819' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2093230170415249819'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2093230170415249819'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/06/terminator-ocalenie-terminator.html' title='Terminator Salvation / Terminator: Ocalenie'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SipwCD_z6pI/AAAAAAAAATE/scz6iRZnF6U/s72-c/terminator_salvation.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-3555469152700025005</id><published>2009-05-22T08:20:00.005+02:00</published><updated>2009-05-22T08:39:38.966+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Różne'/><title type='text'>Trafiłem na Gamecornera :)</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/ShZHMCAgpBI/AAAAAAAAAS8/1aUG6nN3mEE/s1600-h/gamecorner.gif"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 248px; height: 35px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/ShZHMCAgpBI/AAAAAAAAAS8/1aUG6nN3mEE/s320/gamecorner.gif" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5338532680317314066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nagły skok ilości odwiedzin, krótkie śledztwo what's up i okazało się, że &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Prosto z ekranu&lt;/span&gt; zostało zauważone przez mój ulubiony blog (a właściwie już coraz bardziej profesjonalną stronę) o grach. Nie jest to może bardzo eksponowane miejsce, ale miło, że komuś moja radosna twórczość się podoba :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://gamecorner.pl/gamecorner/1,86013,6632186,Na_blogach__Good_Morningstar.html"&gt;Link znajdziecie tu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda wpisów o grach za dużo u mnie nie ma, ale co zrobić jak gra się ostatnio właściwie tylko w multi CoD4 i FM2009? ;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam wszystkich Gamecornerowiczów :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-3555469152700025005?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/3555469152700025005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=3555469152700025005' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3555469152700025005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3555469152700025005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/05/trafiem-na-gamecornera.html' title='Trafiłem na Gamecornera :)'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/ShZHMCAgpBI/AAAAAAAAAS8/1aUG6nN3mEE/s72-c/gamecorner.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-9019894882011260629</id><published>2009-05-16T17:31:00.006+02:00</published><updated>2009-05-16T19:38:47.635+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>What just happened / Co jest grane?</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sg72xy4oIFI/AAAAAAAAAS0/3c2-mVuZFuA/s1600-h/what_just_happened.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sg72xy4oIFI/AAAAAAAAAS0/3c2-mVuZFuA/s320/what_just_happened.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5336473943813922898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o193/Barry+Levinson"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Barry Levinson&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; lubi kręcić filmy, które w humorystyczny sposób pokazują absurdy pewnych procesów czy środowisk. Czasem wychodzi mu to genialnie (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/f1273/Good+Morning%2C+Vietnam,1987"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Good Morning, Vietnam&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), czasem "tylko" dobrze (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/f48/Fakty+i+akty,1997"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fakty i akty&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), zawsze są to jednak obrazy interesujące. Nie inaczej jest w przypadku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;What just happened&lt;/span&gt;, gdzie bierze się za bary ze środowiskiem producenckim Hollywood.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały film to esencja kilku dni kariery producenta filmowego Arta Linsona (&lt;a href="http://robert.deniro.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Robert de Niro&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;). Choć uznany jest za ścisłą czołówkę branży, to z pewnością jego życie trudno nazwać sielanką. Niemilknąca komórka, wieczne problemy z byłymi żonami, użeranie się na planie z &lt;a href="http://bruce.willis.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Brucem Willisem&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, który ubzdurał sobie, że nie zgoli pokaźnej brody, czy konieczność robienia dobrej miny do złej gry, gdy wytwórnia żąda zmiany kontrowersyjnego zakończenia w gotowym już filmie z &lt;a href="http://sean.penn.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Seanem Pennem&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; (świetny motyw) - ot codzienność hollywódzkiego producenta :) Aż dziw bierze, że w tym zawodzie da się wytrzymać więcej niż miesiąc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś mógłby powiedzieć, że film koloryzuje i wyolbrzymia ku uciesze widzów sposób funkcjonowania tamtejszego światka. Należy jednak pamiętać, że &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o68782/Art+Linson"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Linson&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; to postać autentyczna (wyprodukował m.in. &lt;a href="http://podziemny.krag.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fight Club&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://goraczka.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gorączkę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), będąca zresztą autorem scenariusza do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co jest grane?&lt;/span&gt;. Przedstawione w nim wydarzenia prawdziwe z pewnością nie są, jednak czuć, że Linsonowi zależało na jak najbliższym prawdy obrazie, choć ukazanym z dużym, pełnym humoru dystansem. I to mu się w pełni udaje. Obserwowanie, jak powodzenie wielkiego filmowego projektu może zależeć od kaprysu gwiazdy, podobnie zresztą jak kariera zdolnego reżysera od wymagań zachowawczych, uzależnionych od statystycznych wskaźników sponsorów, dostarcza masę frajdy i jest najzwyczajniej w świecie ciekawe. Nie ma tu jakiejś wielkiej analizy, ale też Levinson w żadnym filmie nigdy jej nie próbował. Robi to, co umie najlepiej - wskazuje absurdy śmiejąc się z nich, działało to rewelacyjnie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Good Morning, Vietnam&lt;/span&gt;, działa całkiem nieźle i tutaj. Film dzięki temu nabiera lekkości, ale też skłania ku refleksji, jacy to ludzie pasą nas kinową rozrywką i decydują co ma nam się podobać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;De Niro, który w ostatniej dekadzie upadł tak nisko, że po prostu żal było momentami patrzeć (&lt;a href="http://godsend.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Godsend&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://sila.strachu.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hide and seek&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), wreszcie pokazał, iż ciągle tkwi w nim kupa talentu. W rolę Linsona wciela się wręcz koncertowo. Oby to był początek okresu, w którym zacznie czytać scenariusze przed wyrażeniem zgody na rolę w filmie. Mnie jednak najbardziej zaskoczył Bruce Willis. Nie wiem na ile jego wizerunek z filmu to autoportret, ale jeżeli faktycznie jest tak impulsywnym, upartym i zdziecinniałym facetem, to do tych cech należałoby jeszcze dodać fenomenalny dystans do własnej osoby. Brawa za granie samego siebie, ma mój dożywotni szacun :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f277470/Co+jest+grane,2008"&gt;Filmwebie&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;What just happened&lt;/span&gt; ma delikatnie mówiąc niską średnią ocen, niewiele lepiej jest na &lt;a href="http://www.imdb.com/title/tt0486674/"&gt;imbd.com&lt;/a&gt;. Z ciekawości przebrnąłem przez kilkadziesiąt komentarzy niezadowolonych i poza wyczerpującymi uzasadnieniami w rodzaju "Kicha!", większość osób za największą wadę filmu wskazywała fakt, że to nie jest śmieszna komedia, że szli do kina się rozerwać, spodziewając się czegoś w rodzaju &lt;a href="http://poznaj.moich.rodzicow.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poznaj moich rodziców&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; (na co z pewnością miał wpływ polski &lt;a href="http://www.mmwarszawa.pl/rep/meeting/2798.3.jpg"&gt;plakat&lt;/a&gt;). No cóż, ja mogę tylko dziękować Levinsonowi, że jego dzieło do tego filmu podobne nie jest. Na pewno nie jest to "śmieszna" (inaczej) komedia. Jak ktoś lubi filmy ze Stillerem, lepiej niech obejrzy dość w ogólnym zamiarze (i tylko w nim) podobne &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2008/11/tropic-thunder-jaja-w-tropikach.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jaja w tropikach&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Ci, którzy na Stillera patrzeć nie mogą, niech nie zrażają się ocenami i śmiało oglądają &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co jest grane?&lt;/span&gt;. Żałować nie powinni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena &lt;br&gt;7,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-9019894882011260629?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/9019894882011260629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=9019894882011260629' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/9019894882011260629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/9019894882011260629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/05/co-jest-grane-what-just-happened.html' title='What just happened / Co jest grane?'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Sg72xy4oIFI/AAAAAAAAAS0/3c2-mVuZFuA/s72-c/what_just_happened.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-8092969057225893841</id><published>2009-05-14T16:57:00.003+02:00</published><updated>2009-05-14T18:11:05.050+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Appaloosa</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SgxChHRk75I/AAAAAAAAASs/pysNfVMk1zg/s1600-h/appaloosa_11.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SgxChHRk75I/AAAAAAAAASs/pysNfVMk1zg/s320/appaloosa_11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5335712795183083410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Choć western umarł, to trzyma się nieźle. Na wielkie megahity w tym gatunku nie ma chyba co liczyć, ale chociażby &lt;a href="http://3.10.do.yumy.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;3:10 do Yumy&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; bardzo pozytywnie zaskoczyła i pokazała, że da się jeszcze nakręcić w tych realiach film atrakcyjny, nienaznaczony brzemieniem &lt;a href="http://tajemnica.brokeback.mountain.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Brokeback Mountain&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i nie mulący jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://zabojstwo.jesseego.jamesa.przez.tchorzliwego.roberta.forda.filmweb.pl/"&gt;Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Appaloosa &lt;/span&gt;wpisuje się właśnie w ten nurt - niegłupich westernów z ciekawą akcją i dobrze zarysowanymi charakterami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klimat Dzikiego Zachodu ma w sobie coś przyciągającego, ale nie ten z &lt;a href="http://rio.bravo.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rio Bravo&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://siedmiu.wspanialych.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Siedmiu Wspaniałych&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, a ten prawdziwy, brudny, pełny pyłu i brutalny. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Appaloosa&lt;/span&gt; jest nim przesiąknięta. To nazwa małej, typowej dla tamtego okresu mieściny, zbudowanej przy linii kolejowej na wyjałowionej ziemi. Osadnicy próbują jakoś sobie radzić, lecz okolicę terroryzuje banda pod przywództwem Randalla Braga (&lt;a href="http://jeremy.irons.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jeremy Irons&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), który bez wahania potrafi zabić nawet szeryfa i jego zastępcę. Do miasteczka zostaje więc ściągnięty Virgin Cole (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o45/Ed+Harris"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ed Harris&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), który wraz ze swoim małomównym partnerem Everettem Hitchem (&lt;a href="http://viggo.mortensen.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Viggo Mortensen&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) od lat rozwiązuje podobne problemy. Standardowa robota szybko się komplikuje, gdy do miasteczka trafia damusia Allison French (&lt;a href="http://renee.zellweger.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Renee Zellweger&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), na punkcie której odbija Cole'owi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sami widzicie zalążek akcji jest wyjątkowo standardowy. Wszystko co potem już takie standardowe nie jest. Akcja ma kilka naprawdę fajnych zwrotów, a najlepszy jest w nich fakt, że nie są one jedynie prostym wymysłem scenarzysty, lecz wynikają z wyjątkowo oryginalnej charakterystyki bohaterów. Właściwie nikt nie jest tu taki, jak się może na pierwszy rzut oka wydawać. Oglądając całkowicie pokręcony związek Cole'a z Allison ręce wręcz same składają się do oklasków. Harris (który oprócz grania głównej roli ten film reżyseruje :)) zabawia się tu westernowymi archetypami i trzeba przyznać, że robi naprawdę z dużym wyczuciem i humorem. Swoim postaciom poświęca sporo czasu, nie pogania z akcją, ale cały czas kontroluje tempo, by nie pojawiły się dłużyzny, tak charakterystyczne dla ostatniego filmu o Jessie Jamesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak z tej prostej w sumie historyjki nie dałoby się wycisnąć tyle, gdyby nie bardzo dobre aktorstwo. Szczególnie Ed Harris zasługuje na uwagę. Ostatnio żaden reżyser nie prowadził go tak dobrze, jak on sam siebie :) Problem jest z Zellweger, która początkowo wzbudza ogólną wesołość niepasującym do konwencji wyglądem, z czasem jednak świetnie się wtapia w graną rolę. Tylko się cieszyć, że Harrisowi udało się zebrać (zapewne po znajomości) na planie niskobudżetoego filmu takich aktorów i że tym autentycznie zależało, by jak najlepiej wypaść. Ten niewielki budżet czasami jednak czuć. Appoloosa wygląda na miasteczko niemal wymarłe, a postawione w niej chatki nie ukrywają, że są tylko częścią zdjęciowego planu. Do tego czasami wymagane jest od widza zbyt mocne przymknięcie oka na różne nieprawdopodobieństwa, czego nie lubię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic to jednak wobec faktu, że mamy tu do czynienia z niewielkim, ale oryginalnym i bardzo klimatycznym westernem. Żadne to arcydzieło, ale miła niespodzianka w rzadko już eksploatowanym gatunku. Dla mnie jeden z przyjemniej spędzonych filmowych wieczorów tego roku. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-8092969057225893841?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/8092969057225893841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=8092969057225893841' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8092969057225893841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8092969057225893841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/05/appaloosa.html' title='Appaloosa'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SgxChHRk75I/AAAAAAAAASs/pysNfVMk1zg/s72-c/appaloosa_11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7792466216411729529</id><published>2009-04-20T13:56:00.006+02:00</published><updated>2009-04-27T14:11:46.658+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>The Curious Case of Benjamin Button / Ciekawy przypadek Benjamina Buttona</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SfWfTaN2O_I/AAAAAAAAASk/C3ESHlZ6uiE/s1600-h/benjamin_button.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 207px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SfWfTaN2O_I/AAAAAAAAASk/C3ESHlZ6uiE/s320/benjamin_button.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329340889866583026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczne rozdanie Oscarów nieco zaskoczyło mnie całkowitym, wymownym zignorowaniem &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f123383/Ciekawy+przypadek+Benjamina+Buttona,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciekawego przypadku Benjamina Buttona&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, który przed ceremonią wydawał się faworytem. Po obejrzeniu filmu wszystko jednak stało się jasne. &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o10459/David+Fincher"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;David Fincher&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nakręcił swój chyba najgorszy obok &lt;a href="http://azyl.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Azylu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; film, choć w iście bajecznej oprawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem co skusiło reżysera, znakomicie czującego się w brutalnym, dusznym i pozbawionym promyków nadziei klimacie, do przerzucenia się w świat posępnej, ni to baśni, ni to dramatu. Fabuła owszem, wygląda interesująco - mamy dziecko, które urodziło się z ciałem starego człowieka, zamiast starzeć się - młodnieje. Teoretycznie kopalnia możliwości zarówno na nieszablonowe obserwacje, ciekawą fabułę, jak i oryginalną formę, wystarczy tylko dać to zdolnemu twórcy. Tymczasem Fincher, reżyser jak na warunki Hollywood wręcz świetny, zabrał się za temat jak nowicjusz, który pozbawiony własnego warsztatu musi kopiować pomysły od innych, a jego jedyną wizją na wykorzystanie potencjału opowieści jest mdła i pełna banałów historyjka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starcze niemowlę zostaje podrzucone do domu na pierwszy rzut oka najbardziej odpowiedniego - spokojnej starości. Przygarnięty przez czarnoskórą opiekunkę Benjamin wraz z wiekiem coraz bardziej upodabnia się do pozostałych penitencjariuszy. Klimat tej części filmu jest żywcem zerżnięty z obrazów &lt;a href="http://tim.burton.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tima Burtona&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - podobne tempo, estetyka i muzyka. Tyle, że u Burtona mamy zwykle masę ciekawych charakterów, nieszablonowy dowcip i poczucie, że kręcenie filmu sprawiało twórcom i aktorom niezłą radochę. Żaden z tych elementów nie występuje w dziele Finchera. Temat dziecka, które czuje się starcem nie potrafił wykrzesać z twórców &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciekawego przypadku&lt;/span&gt; kompletnie nic, co by wyrastało ponad głębię obserwacji filmów typu &lt;a href="http://opowiesci.z.narnii.lew.czarownica.i.stara.szafa.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Opowieści z Narnii&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Z pokracznego poruszania się ciekawie ucharakteryzowanego i komputerowo zmniejszonego &lt;a href="http://brad.pitt.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Brada Pitta&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nic nie wynika, a całą przeszło godzinną sekwencję filmu można ograniczyć do dwóch wniosków - wychował się w domu starców, gdzie poznał młodą dziewczynkę, z którą los nie raz zapewne jeszcze go zetknie. Duży zawód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wraz z dorastaniem (czytaj: młodnięciem) Benjamina burtonowsko-dickensowski klimat zostaje porzucony na rzecz czegoś zgoła odmiennego. Najlepszym przychodzącym mi do głowy porównaniem są chyba &lt;a href="http://wichry.namietnosci.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wichry namiętności&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Film zmienia się więc z ciasnej i dusznej opowieści o pokurczonym dziecku w epopeję o piękniejącym z każdym rokiem mężczyźnie, którego los rzuca po różnych zakątkach świata. Poznajemy jego kompanów, przeżywamy romanse i oglądamy rozkręcającą się znajomość ze wspomnianą koleżanką z dzieciństwa (&lt;a href="http://cate.blanchett.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cate Blanchett&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;). Jaki tego wszystkiego cel? Nie wiem :/ Epizodyczne przygody Buttona są delikatnie mówiąc mało angażujące. Rozrastający się z kolei do roli głównego wątku związek z Daisy zbytnio razi momentami sztucznością i emocjonalnym zimnem, by utrzymać ciężar całego filmu. Zresztą to kolejny niewykorzystany potencjał - miłość starzejącej się kobiety i młodniejącego mężczyzny pokazana jest tak standardowo i nieciekawie, że doprawdy psychologia w&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f8243/Obcy+3,1992"&gt;Obcym 3&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; (inny film Finchera) była bardziej pogłębiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No jest biednie - filmowi brak jakiejś myśli przewodniej, czegokolwiek, co można by było uznać za motyw reżysera do podjęcia się żmudnej przecież pracy nakręcenia takiego dzieła. Chyba, że tym motywem była sama chęć męczenia Pitta wielogodzinną charakteryzacją i ogólny odpoczynek od tematu seryjnych morderców, fantazyjnych katów i rzeźników. Do tego cała narracja prowadzona przez umierającą ze starości na szpitalnym łóżku Daisy razi taką wtórną tandetą, że nawet &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f1255/Sma%C5%BCone+zielone+pomidory,1991"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Smażone zielone pomidory&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; wydają się przy tym odkrywcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby być jednak sprawiedliwym - na całkowite zrównanie z ziemią &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciekawy przypadek Benjamina Buttona&lt;/span&gt; nie zasłużył. Klimat, choć wtórny, jest naprawdę ciekawy, zdjęcia są malownicze, muzyka bez zarzutu, podobnie jak gra aktorska. Choć seans trwa 160 minut nie czuć znużenia,  a to już sztuka sama w sobie. 10 nominacji do Oscara to jednak gruba przesada i te trzy zdobyte - za charakteryzację, efekty oraz scenografię to obiektywne maksimum na jakie film zasłużył. Żal jednak, że Fincher, pojechał po najniższej linii oporu i zamiast wycisnąć opowieść jak cytrynę tworząc dzieło, które przeszłoby do historii, nakręcił ładniutki filmik, ale o głębi równie okazałej, co biust Cate Blanchett.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7792466216411729529?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7792466216411729529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7792466216411729529' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7792466216411729529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7792466216411729529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/04/benjamin-button.html' title='The Curious Case of Benjamin Button / Ciekawy przypadek Benjamina Buttona'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SfWfTaN2O_I/AAAAAAAAASk/C3ESHlZ6uiE/s72-c/benjamin_button.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-6748825712275219319</id><published>2009-03-31T14:59:00.008+02:00</published><updated>2009-04-06T08:39:26.414+02:00</updated><title type='text'>Frost / Nixon</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SdhhDZuH-II/AAAAAAAAASc/BLExKUD76zk/s1600-h/frost_nixon_ver2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SdhhDZuH-II/AAAAAAAAASc/BLExKUD76zk/s320/frost_nixon_ver2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321109670810089602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Odkąd Amerykanie męczą się w Iraku i Afganistanie (a może nawet dłużej) nie powstał chyba żaden porządny dramat polityczny, którego akcja rozgrywała by się wśród najwyższych szczebli władzy, a mi nieco już brakuje klimatu Białego Domu, Kongresu, wielkiej polityki i konfrontacji mocnych, dzierżących władzę charakterów (pomijam tu niedawne &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f471803/W,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W.&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Stone'a, którego nie mam ochoty oglądać). &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f381328/Frost+Nixon,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Frost/Nixon&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; wydawał się filmem doskonale nadającym się do tego, by tę pustkę wypełnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teoretycznie spełnia wszelkie ku temu przesłanki. Mamy historię opartą na faktach, która dosyć mocno odcisnęła się w annałach zarówno historii USA, jak i historii telewizji. Pojedynek cwanego, słynnego dziennikarza i starego, przebiegłego lisa, mocno jednak wykrwawionego aferą Watergate i koniecznością ustąpienia ze stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wszystko na oczach milionów telewidzów, oczekujących igrzysk zakończonych przyznaniem się Nixona do winy i przeproszenia za nadużywanie władzy. To wspaniały materiał na film trzymający w napięciu, nakreślający głębokie charaktery i analizujący fascynujące zjawiska. Fakt, że finał przedstawionych wydarzeń jest znany każdemu zainteresowanemu tematem nie powinien na to negatywnie wpływać. Niestety materiał został wykorzystany połowicznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o322/Ron+Howard"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rona Howarda&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; można podzielić na dwie wyraźnie oddzielone od siebie części. Pierwsza pokazuje wszystko od narodzenia się pomysłu, przez przygotowania do wywiadu, szukania sponsorów, stacji tv, która to puści itp. W tej części film ogląda się świetnie, zakulisowe rozgrywki wciągają, a częste i dobrze wplecione przebitki z autentycznych relacji z tego okresu dodają wrażenia autentyczności. Nieco szalone i wydawałoby się naiwne działania Frosta, gospodarza talk-showów, który nagle wymyśla sobie pojedynek z prezydentem USA, są fajnie pokazane i rozpalają apetyt na samą konfrontację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ta niestety zawodzi na całej linii. Na to składa się kilka czynników. Przede wszystkim tu nie można mówić o żadnym pojedynku. Frost przedstawiony jest jako średnio rozgarnięty i pozbawiony charyzmy amancik. O ile starania o wywiad jakoś mu wychodzą, to same nagrania wyraźnie traktuje jako zło konieczne, całą swoją uwagę koncentrując na spłacie pokaźnych długów, które musiał zaciągnąć, by w ogóle rozmowa z Nixonem się odbyła. Jest rozkojarzony, nieprzygotowany i sprawia wrażenie, jakby się zastanawiał, co on w ogóle tam robi. Grający go &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o40955/Michael+Sheen"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Michael Sheen&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; psuje tą nieciekawie nakreśloną postać jeszcze bardziej, dając momentami popis aktorskiej nieudolności. Cały jego acting opiera się na zniecierpliwionym wyrazie twarzy i uśmiechu dziwnie przypominającym Jacka Nicholsona. Nie wiem, jakim człowiekiem był prawdziwy Frost, ale ten filmowy nie dałby rady przeprowadzić porządnego wywiadu z Czarkiem Pazurą czy Dodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie mu tam do Nixona - pełnego inteligencji, sprytu i uroku człowieka doświadczonego przez życie. Nixon zjada Frosta na śniadanie pod każdym względem. Na grającego go &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o2984/Frank+Langella"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Franka Langellę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; patrzy się z przyjemnością. Czuć aurę prawdziwego mentora, który jednak jest wystarczająco żywotny, by dać sobie radę wśród młodych rekinów showbiznesu. Nominacja do Oscara za tę rolę w stu procentach zasłużona. Tyle, że i tu wychodzi problem przy porównaniu bohatera z autentycznym pierwowzorem. Nixon według Howarda to prawdziwy mąż stanu, na pierwszy rzut oka niemal pozbawiony wad polityk. Owszem, ma grzechy na koncie, ale ich żałuje, chciał dobrze. Jak to się ma do obrazu człowieka, który nie wahał się podjąć próby manipulacji podczas kampanii wyborczej, łamał prawo międzynarodowe w Kambodży i doprowadził do największego kryzysu zaufania do rządu i urzędu prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych? Czy mówimy o tych samych osobach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jaki więc w ogóle sposób udało się bezbarwnemu dziennikarzynce zmusić Nixona do przyznania się do nadużyć władzy i przeprosin? Howard daje odpowiedź prostą. Zasługą Frosta było samo doprowadzenie do serii wywiadów. To nie była konfrontacja, to była rzeź dokonana przez Nixona, który jednak gryziony wyrzutami sumienia cały czas czekał na furtkę do wyznania win. Frost taką furtkę mu otworzył. Dzięki temu prezydent mógł sobie ulżyć, dopełniając niemal nieskazitelny filmowy wizerunek. Nie było w tym dramaturgii, napięcia, czy zaskoczenia. Tylko uczucie ulgi człowieka zmęczonego już ciężarem noszonego brzemienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda. Świetny materiał wygładzony do granic możliwości. Zamiast politycznego rozrachunku, analizy, czy porywającego filmowego pojedynku mamy polityczną poprawność i wyszlifowane wszelkie kanty niczym w &lt;a href="http://piekny.umysl.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pięknym umyśle&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; (jedno z poprzednich dokonań Howarda). Stracona szansa, choć na pewno nie jest to film zły. Mamy świetną rolę Langelli, jest dobra pierwsza połowa filmu i całość ogląda się płynnie i bez dłużyzn. Ale jest też tragiczna rola Sheena, zawiedzione nadzieje i dość mocno rażące uproszczenia w konstrukcji postaci. Jako filmidło zapewniające wieczorną rozrywkę mówię filmowi "tak", ale jako dramat polityczny najzwyczajniej w świecie nie daje rady. To po prostu kolejny ugrzeczniony film Howarda - na pewno nie tak zły jak &lt;a href="http://kod.da.vinci.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kod da Vinci&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, ale gdzie mu tam do werwy z jaką kręcił kiedyś &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f8301/Ognisty+podmuch,1991"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ognisty podmuch&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, czy &lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.filmweb.pl/f139/Okup,1996"&gt;Okup&lt;/a&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-6748825712275219319?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/6748825712275219319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=6748825712275219319' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6748825712275219319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6748825712275219319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/03/frost-nixon.html' title='Frost / Nixon'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SdhhDZuH-II/AAAAAAAAASc/BLExKUD76zk/s72-c/frost_nixon_ver2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4502524240745344475</id><published>2009-03-31T13:17:00.012+02:00</published><updated>2009-03-31T14:55:08.491+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Rock'N'Rolla</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SdIPzOhLsYI/AAAAAAAAASU/mW3wO1BqpTI/s1600-h/roclnrolla.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SdIPzOhLsYI/AAAAAAAAASU/mW3wO1BqpTI/s320/roclnrolla.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5319331482622996866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Nieźle ponoć porypana w życiu prywatnym Madonna zostawiła wreszcie &lt;a href="http://guy.ritchie.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Guy'a Ritchie'go&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.  Po wyjątkowo miernym okresie swojej kariery, uwolniony od królowej popu reżyser wyraźnie wraca do wysokiej formy, czego efektem jest jego najnowszy film - &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f441997/Rock%27N%27Rolla,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rock'N'Rolla&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;". Tego typu opinie dominują w sieci i są powielane w kolejnych recenzjach dzieła Brytyjczyka, uważanego kiedyś za jednego z najzdolniejszych reżyserów kina rozrywkowego, inspirowanego tarantinowskimi klimatami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, talentu Ritchie'mu nie można odmówić, &lt;a href="http://porachunki.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Porachunki&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; to świetny prawie-debiut (coś tam wcześniej spłodził), a &lt;a href="http://przekret.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przekręt&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; jest jednym z moich ulubionych filmów - zakręcone, błyskotliwe, z niesamowicie dynamicznym montażem i masą świeżych pomysłów, choć oba w gruncie rzeczy bardzo do siebie podobne. Ale to było niemal dekadę temu. Teraz Ritchie umyślił sobie powrót na szczyt wykorzystując dokładnie tę samą formułę. Mamy więc tuza londyńskiego podziemia - Lenne'go Cole'a (niezły &lt;a href="http://tom.wilkinson.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tom Wilkinson&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), rosyjskiego "inwestora" Uriego potrzebującego jego kontaktów (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o113355/Karel+Roden"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Karel Roden&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), bandę drobnych złodziejaszków na czele z lekkoduchem One-Two (jak zawsze budzący sympatię &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://gerard.butler.filmweb.pl/"&gt;Gerard Butler&lt;/a&gt;), którzy nieźle namieszają w interesach, dzięki pomocy księgowej Rosjanina (najlepsza z całego towarzystwa &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o385/Thandie+Newton"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Thandie Newton&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) oraz szczęśliwy obraz Uriego, który przez cały film zmienia właściciela napędzając akcję. Na to nakłada się jeszcze cały szereg innych postaci, wszyscy w jakiś sposób połączeni w spirali wydarzeń, dzięki wspomnianemu obrazowi lub zbiegom okoliczności. Brzmi znajomo? Ogólnie kto widział &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Porachunki&lt;/span&gt;, ten wie dokładnie czego się spodziewać. Mało tego - dostanie właściwie to samo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to źle, czy dobrze? Z jednej strony tego zakręconego (ale z sensem, żeby nie wyszło jak &lt;a href="http://revolver.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Revolver&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) Richiego nam brakowało, z drugiej mam wrażenie, że kręci on trzeci film na podstawie tego samego scenariusza, zmieniając jedynie aktorów, miejscówki i rekwizyty. To, co kiedyś było świeże i bawiło jak cholera, dziś jest wtórne, wymuszone i najzwyczajniej w świecie nudne. W pojedynczych scenach widać talent reżysera i potrafią one naprawdę pozytywnie zaskoczyć (scena z coming outem przyjaciela One-Two chociażby), inne z kolei (jak osoba narratora, kreowanego na bohatera, a który niknie pośród innych postaci) trącą amatorszczyzną, a przynajmniej pójściem na łatwiznę. Jako całość niestety film kuleje. Ritchie wyraźnie nie ma pomysłu na siebie, jako reżysera, odcina kupony, licząc, że jakoś to się sprzeda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i pewnie się sprzeda, nazwisko twórcy głośne i cały czas mające spory kredyt zaufania, zatrudnione gwiazdy grają nieźle, jest dynamicznie i ogólnie do przeżycia. Ale do chociażby &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2008/09/in-bruges-najpierw-strzelaj-potem.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nie ma nawet co startować, o klasykach w postaci &lt;a href="http://swieci.z.bostonu.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świętych z Bostonu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, czy właśnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przekrętu&lt;/span&gt; nie wspominając. Jak dla mnie trauma po małżeństwie ze straszliwą despotką, jaką jest ponoć Madonna jeszcze nie minęła i musi upłynąć trochę więcej czasu zanim Ritchie ponownie zacznie się bawić i cieszyć kinem. Mam nadzieję, że nadchodzący, zapowiadający się smakowicie &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f426062/Sherlock+Holmes,2009"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sherlock Holmes&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; jego autorstwa będzie już prawdziwym wejściem w nowy etap kariery. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rock'N'Rolli&lt;/span&gt; z czystym sumieniem polecić bowiem nie mogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4502524240745344475?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4502524240745344475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4502524240745344475' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4502524240745344475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4502524240745344475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/03/rocknrolla.html' title='Rock&apos;N&apos;Rolla'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SdIPzOhLsYI/AAAAAAAAASU/mW3wO1BqpTI/s72-c/roclnrolla.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7903012989038183741</id><published>2009-03-23T15:08:00.021+01:00</published><updated>2009-03-26T13:36:14.941+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gry'/><title type='text'>GTA IV</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scqymq4_YSI/AAAAAAAAARk/08z01UgNGbg/s1600-h/gta-iv-cover.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 261px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scqymq4_YSI/AAAAAAAAARk/08z01UgNGbg/s320/gta-iv-cover.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317258687482388770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;GTA IV&lt;/span&gt; to już gra-legenda. Entuzjastyczne recenzje, niesamowite wyniki sprzedaży i to cholerne oczekiwanie, kiedy wreszcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rockstar&lt;/span&gt; uraczy nas konwersją na PC. Swój egzemplarz kupiłem już w dniu pecetowej premiery, nie zważając na dość wysoką cenę i pierwsze sygnały o problemach z optymalizacją. Od tamtej pory minęły 4 miesiące. O GTA napisano już wszystko, ale jeszcze jedna recka nie zaszkodzi, tym bardziej, że tych za wiele na blogu nie ma ;) Ale po kolei....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 płyty DVD, które mój zrypany napęd instalował chyba 40 minut. Do tego chiński instalator. WTF? Nic to, zaraz będę grał. Ale gdzie tam... trzeba zarejestrować się na WindowsLive i na Rockstar Game Social Club. Ok, to tylko kolejne pół godzinki. Włączam i dupa. Konieczne jeszcze zainstalowanie Service Packa 3 do XP-eka i najnowszego dotNeta. Bez nich ani rusz. No kurde, lekkie przegięcie, oby było warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po machinacjach z instalacją przyszedł czas na pierwsze uruchomienie. Fajne intro, fajna grafa, mam jechać autem, no ale co tak szarpie? Riva Tuner pokazuje jakieś 10-17 klatek w domyślnych ustawieniach i 1680x1050. Bez jaj. Crysis z ustawieniami niemal na maxa chodzi 2x lepiej, sprzęt jest ok - C2D 3GHz, 4GB RAMu, podkręcony Gf8800GT. No to teraz kombinowanie z ustawieniami grafy, przynajmniej nie trzeba gry restartować po każdej większej zmianie. Na nisko-średnich w 1440x900 jest ok, 25-35 klatek, da radę grać. Dynamiczne cienie najlepiej wyłączyć - mocno obciążają, a pozostaną i tak aktywne cienie od Słońca (niesamowicie paskudne swoją drogą). Grafika jest bardzo ładna, ale okropny liasing (ząbkowanie krawędzi) oraz wspomniane cienie mocno psują efekt. Nie ważne, to w końcu GTA. San Andreas w momencie wydania wręcz straszyło grafą, a czwórka cieszy przecież oko, to już znaczny postęp. Jedziemy z akcją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co pierwsze rzuca się w oczy, to poważne podejście do tematu. Koniec ziomalskich klimatów &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;San Andreas&lt;/span&gt;, czy miami-vice'owych &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vice City&lt;/span&gt;. Koniec z totalnie przegiętymi i odjazdowymi misjami. Tu jesteśmy Niko Beliciem - weteranem wojny w byłej Jugosławii, człowiekiem zdradzonym, odartym ze złudzeń, który odzywa się rzadko i zawsze dosadnie. Niko przybywa do Stanów częściowo zwiedziony wizją szybkiej realizacji american dream przez swojego kuzyna Romana, który ponoć nieźle się już w Ameryce ustawił. Jego główny cel to jednak zemsta - dopadnięcie zdrajcy, odpowiedzialnego za śmierć przyjaciół z oddziału Niko podczas wojny, który ponoć ukrywa się gdzieś na terenie Liberty City.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq0Mvv7yYI/AAAAAAAAARs/dxLP39-y9pY/s1600-h/gtaIV-dimitri.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq0Mvv7yYI/AAAAAAAAARs/dxLP39-y9pY/s320/gtaIV-dimitri.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317260441133238658" /&gt;&lt;/a&gt;Bardzo dorosły klimat wyszedł grze na dobre. Niko jest świetnie napisaną postacią, a wszelkie filmiki przerywnikowe to klasa sama dla siebie w świecie gier. Niektórych tekstów i akcji nie powstydziłby się sam Tarantino. Szkoda tylko, że filmowe zachowania Niko i jego dylematy nieraz nijak się mają do samych misji, gdzie bez skrupułów zabija, rabuje i tylko nie gwałci ;) Bardzo fajne są także przewijające się przez grę postaci poboczne, niestety - do czasu. O ile cała rosyjska imigracja, z którą musi zadawać się Niko po przybyciu do Liberty City, zrobiona jest wręcz mistrzowsko, tak wraz z postępem w grze kolejni zleceniodawcy są coraz bardziej pozbawieni wyrazu. Szczytem bezbarwności cieszą się zwłaszcza przedstawiciele włoskiej mafii, których zapomina się szybciej niż się ich zabija ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, na co można trochę ponarzekać, to lekko doskwierająca monotonia misji. Dojedź na miejsce i wykończ oddział przeciwników, czasem zmotoryzowany, czasem nie - do tego sprowadza się większość naszych zadań. Nastawienie się na realizm związało nieco ręce Rockstarowi, który nie mógł dać upustu swojej szalonej wyobraźni. Na szczęście nie brakuje też misji ciekawszych - napad na bank, czy odbicie więźnia z konwoju w podziemnym tunelu na długo zostają w pamięci - ale niestety to tylko rodzynki na dość jednolitej masie. Nie oznacza to jednak, że jest nudno. Przyjemność płynąca z gry jest tak olbrzymia, że niewielkiego zróżnicowania niemal nie czuć. Do tego raz na jakiś czas jesteśmy raczeni koniecznością dokonania wyboru naszego postępowania, co może budzić prawdziwe moralne dylematy. Świetny, choć nie do końca wykorzystany dodatek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq8paOlUWI/AAAAAAAAASE/q8ywvIIAVjY/s1600-h/gta-blow.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq8paOlUWI/AAAAAAAAASE/q8ywvIIAVjY/s320/gta-blow.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317269729665438050" /&gt;&lt;/a&gt;Większy problem miałem z prostotą tychże misji. Naprawdę trzeba się starać, by coś zawalić. Dzięki dobrze działającemu systemowi chowania się za osłonami, Niko bez żadnego problemu wystrzeliwuje całe hordy dość biernych przeciwników, z których niemal każdy pada od headshota. Wszelkie pościgi i uliczne rajdy są banalnie proste (nie licząc tych na motorach i w helikopterze), co jest tym dziwniejsze, że mocno utrudniono model jazdy, który nie jest już tak arcadowy jak we wcześniejszych grach serii (o tym za chwilę). Efekt jest obosieczny. Z jednej strony bye bye frustracjo związana z kilkunastokrotnym przechodzeniem tej samej misji, dojazdem na miejsce, oglądaniem tych samych filmików itd. Z drugiej strony gra nie jest niemal żadnym wyzwaniem dla wprawnego gracza. Ogólnie brak mi tu złotego środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle o postaciach i misjach, teraz trochę o mechanice, gdyż na tym polu GTA IV poczyniło znaczny postęp względem starszych braci. Niko nie jest już takim sztywniakiem jak Tommy Vercetti czy Carl Johnsson. Może nie tylko biegać, schylać się i pływać, ale także wspinać się na rozmaite dachy i ogrodzenia niczym Sam Fisher oraz kryć się za przeszkodami i ostrzeliwać wrogów na ślepo jak Marcus Fenix. Zestaw jego ruchów jest naprawdę imponujący i do końca gry nie przestaje zaskakiwać. Otwarta struktura większości misji daje znakomite pole do popisu. Można metodycznie wykańczać wrogów wykorzystując osłonę ze ścian czy samochodów, można też wspiąć się na jakiś budynek i użyć snajperki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq8ftTIKLI/AAAAAAAAAR8/fe1XrvcbaCg/s1600-h/gta-car.png"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq8ftTIKLI/AAAAAAAAAR8/fe1XrvcbaCg/s320/gta-car.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317269562986080434" /&gt;&lt;/a&gt;Trudno być jednak w pełni zadowolonym z nowego modelu jazdy. W dalszym ciągu jest on typowo zręcznościowy, choć już nie tak banalny jak wcześniej. Brak stopniowania pedała gazu i hamulca na klawiaturze potrafi doskwierać podczas jazdy przez zakorkowane ulice (to już nie wina samej gry). Prawdziwym problemem jest jednak nienaturalnie duży promień skrętu każdego auta. Właściwie nie sposób zmieścić się w zakręcie bez użycia ręcznego hamulca. Do tego kamera wyraźnie nie nadąża za tyłem auta podczas skręcania, przez co nie widzimy gdzie jedziemy. Wymusza to przyzwyczajenia się do ciągłego korygowania widoku myszką podczas jazdy. We wcześniejszych częściach nie było to konieczne i spokojnie można było jeździć za pomocą obsługiwanych prawą ręką kursorów. Samochody są też strasznie sprężyście zawieszone i na zakrętach wychylają się niczym Citroen XM z podniesionym nadwoziem. Do wszystkiego da się jednak przywyknąć i szybko przestaje przeszkadzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znacznie gorzej jednak wygląda sprawa z motorami. W Vice City i San Andreas był to mój podstawowy środek transportu - szybki i mieszczący się w każde miejsce. W GTA IV jazda motorem to prawdziwa udręka. Zapomnijcie o zgrabnym sunięciu między autami. Tu każdy niemal ostry zakręt równa się upadek, choć promień skrętu przekracza chyba 20 metrów. W efekcie na motory wsiada się tylko wtedy, gdy zmusza nas do tego charakter misji. Podobnie jest z helikopterami, co zresztą stało się już chyba tradycją GTA. Latać na klawiaturze się nimi da, ale przyjemność z tego niewielka (pomijając widoki). Po Liberty City nie polatamy za to samolotami, z czego ja akurat się ucieszyłem, bo misje z ich udziałem były źródłem największej frustracji w San Andreas (kto doszedł do misji przechwycenia samolotu na północ od Las Venturas, ten wie o co mi chodzi ;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src='http://videomedia.ign.com/ev/ev.swf' flashvars='isStandAlone=true&amp;highRes_ID=2377557&amp;lowRes_ID=2377544&amp;object_ID=827005&amp;downloadURL=http://xbox360movies.ign.com/xbox360/video/article/870/870188/libertycitytour_042808_flvlowwide.flv&amp;allownetworking="all%"' type='application/x-shockwave-flash' width='433' height='360'&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w poprzedniej części Grand Theft Auto twórcy wcisnęli masę minigierek i dodatkowych atrakcji. Nie inaczej jest w Czwórce - mamy kręgle, bilard, darta, występy kabaretowe, striptease etc. By rozrywki te nie pozostały niezauważone wprowadzono do gry kolejną nowość - przyjaciół. Po wykonaniu odpowiedniej ilości misji dla części co sympatyczniejszych zleceniodawców, stają się oni naszymi znajomymi. Ich celem jest doprowadzenie gracza do furii ciągłymi telefonami z żądaniem wyskoczenia na drinka, żarcie czy bilard. Przez pierwsze trzy razy to nawet bawi, potem jedynie irytuje. Odmowa skutkuje pogorszeniem się wskaźnika relacji. Konsekwencji nie ma z tego żadnych, za to dbanie o rozrywkę naszych przyjaciół zaowocuje w końcu bonusem wyjątkowym dla danego znajomego. Może to być dostarczenie auta-sklepu z bronią w dowolne miejsce, helikopter na zawołanie lub grupa homies, która pomoże nam w misji. Jak dla mnie bonusy nie warte wysiłku i straty czasu, nigdy żadnego nie próbowałem nawet osiągnąć, a wiecznie dzwoniący znajomi sprawiali, że żałowałem, iż gra nie pozwala na wyrzucenie komórki. Na szczęście jest możliwość jej uśpienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wszystkie wymienione wady i niedociągnięcia bledną jednak momentalnie w konfrontacji z największym atutem GTA IV - miastem.&lt;/span&gt; Po prostu nie sposób nie zachwycić się Liberty City. Iluzja prawdziwej, tętniącej życiem metropolii jest niesamowita. Tutaj żaden przechodzień nie sprawia wrażenia animowanej kukiełki idącej bez celu. Ludzie rozmawiają ze sobą (setki unikalnych dialogów), dzwonią do znajomych, wypłacają pieniądze z bankomatu, tankują auta, czekają na pociąg, wyrzucają przez szybę samochodu puszkę po skończonym napoju - po wielu godzinach gry ciągle zauważałem coś nowego. Już samo wrażenie, jakie zrobiła na mnie pierwsza podróż taksówką przez miasto na pozycji pasażera, zapewniłoby GTA miejsce na liście "&lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2009/01/niezapomniane-chwile-w-grach.html"&gt;Niezapomniane chwile w grach&lt;/a&gt;". Kompletność obrazu dopełniają zróżnicowane programy w TV, masa stron w internecie, możliwość zadzwonienia po służby porządkowe i medyczne, audycje radiowe nadające wiadomości uwzględniające nasze ostatnie poczynania - no po prostu co kilkanaście minut rósł mój podziw dla twórców tego wirtualnego świata. Godzinami można go zwiedzać i ciągle odnajdywać coś nowego i interesującego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq81OfMteI/AAAAAAAAASM/DosQQ1MKbhU/s1600-h/gta-most.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scq81OfMteI/AAAAAAAAASM/DosQQ1MKbhU/s320/gta-most.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317269932672333282" /&gt;&lt;/a&gt;Właśnie ten klimat wielkiej, doskonale zaprojektowanej metropolii, masy znanych z prawdziwego Nowego Yorku miejsc i budynków w połączeniu z typową dla GTA, choć nieco bardziej dorosłą niż zwykle grywalnością, tworzą grę niemal doskonałą, zdecydowanie wybijającą się z ogólnej szarzyzny produktów made in 2008. Można się co prawda bez końca czepiać szczegółów, choćby (obok wspomnianych wad) braku możliwości wydawania kasy, której setki tysięcy mamy na koncie. Tylko po co? Każda część GTA miała swoje słabości i każdej z nich to się wybaczało. Tutaj mamy przynajmniej autosave'a po każdej misji, a wraz z patchem 1.02. przyszły nawet Checkpointy w trakcie misji (baaaardzo rzadkie), co znacznie wyeliminowało największą bolączkę poprzedników - konieczność przebijania się przez całe miasto, by powtórzyć misję. Mało tego - taksówki wreszcie pełnią swoje funkcje i dzięki nim możemy błyskawicznie dostać się w dowolne miejsce mapy! Na dokładkę zafundowaną nam rewelacyjną fizykę. Wystarczy pchnąć kogoś ze schodów, czy pojeździć wielką ciężarówką, by docenić pracę programistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro jednak gra jest taka super, to czemu 4 miesiące zajęło mi jej przejście? I tu poruszę największą bolączkę nowego Grand Theft Auto - brak technicznej przewidywalności. Miałem ukończone ponad 2/3 głównego wątku fabularnego, gdy po kolejnej próbie uruchomienia gry aplikacja Rockstar Game Social Club (która musi być uruchomiona, by gtaIV.exe w ogóle raczyło włączyć grę) wywalił errora. Treść błędu sugerowała brak najnowszego dotNeta, który zainstalowany oczywiście był. Mimo kilkudniowych siłowań się z tym cholernym softem, wielokrotnego przeinstalowywania zarówno RGSC, jak i wszelkich aplikacji windowsowskich wymaganych przez GTA, nie udało mi się zmusić gry do działania. Poszła w kąt, czekając na planowaną reinstalkę systemu. Kiedy w końcu do niej doszło, samego GTA musiałem także przeinstalowywać (nie włączał się mimo przywrócenie starych wpisów w rejestrze i katalogów w Documents and Settings). Przyjemność ponownego obcowania z chińskim językiem została osłodzona późniejszym bezproblemowym działaniem gry. Do czasu... Po pierwsze - okazało się, że save'y z poprzedniej instalki nie działają :/ Gra je widziała, ale próba wczytania owocowała komunikatem błędu. Wszystko trzeba było zaczynać od początku. Po drugie ledwie kilkanaście uruchomień wystarczyło, by kolejne owocowały jedynie czarnym obrazem. Na szczęście zminimalizowanie (które trwa ze 3 min) i przywrócenie ekranu gry w jakiś sposób popycha menusy do pojawienia się. Cud, że w tych warunkach udało się zakończyć przynajmniej wątek główny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i jak ja mam tę grę ocenić? Z jednej strony niemalże arcydzieło, z drugiej walnięta optymalizacja (patch 1.02. dużo poprawia w tej kwestii), wkurzające szczegóły i przede wszystkim problemy techniczne, które mogą skutecznie zniechęcić do gry część graczy, a tym mniej ogarniętym z tematem kompów wręcz ją uniemożliwić. Męczyć się mimo wszystko warto, przeżycia niezapomniane gwarantowane, a jest szansa, że nikt na moje problemy się nie natknie i skończy grę bez żadnych nadprogramowych przygód. Ja się bawiłem wyśmienicie, stąd:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7903012989038183741?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7903012989038183741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7903012989038183741' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7903012989038183741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7903012989038183741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/03/gta-iv.html' title='GTA IV'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/Scqymq4_YSI/AAAAAAAAARk/08z01UgNGbg/s72-c/gta-iv-cover.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-1355650286206364520</id><published>2009-03-06T09:16:00.006+01:00</published><updated>2009-03-06T11:11:39.987+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Zack and Miri make a porno / Zack i Miri kręcą porno</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SbD1V_A-erI/AAAAAAAAARY/H50h-zyf_eA/s1600-h/zack-and-miri-make-a-porno-art-001-375.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 310px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SbD1V_A-erI/AAAAAAAAARY/H50h-zyf_eA/s320/zack-and-miri-make-a-porno-art-001-375.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5310013718711401138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://kevin.smith.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kevin Smith&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; atakuje ponownie. Po niezłym &lt;a href="http://2.clerks.sprzedawcy.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Clerks 2&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; na tapetę wziął temat mocno oryginalny i o niewątpliwie wielkim potencjale, który jednak z łatwością można zamienić na wulgarną i obrzydliwa komediową niestrawność. Smith ma jednak znakomite wyczucie do balansowania na cienkiej linii wyznaczającej granicę między komediami oglądalnymi dla dorosłych, a rajcującymi jedynie zapryszczonych nastolatków. W łączeniu humoru rynsztokowego z sympatycznymi bohaterami i prozwiązkowym przesłaniem osiągnął małe mistrzostwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek Zacka (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o123272/Seth+Rogen"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Seth Rogen&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) i Miri (&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.filmweb.pl/o75387/Elizabeth+Banks"&gt;Elizabeth Banks&lt;/a&gt;) jednak nie zachwyca. Mamy parę tytułowych przyjaciół (platonicznych) od lat mieszkających razem i od lat nie mogących sobie ułożyć życia. Zack to gruby, nieprzyzwoity oblech (czyli Rogen kolejny raz gra to samo), Miri natomiast to niebrzydka i sympatyczna dziewczyna, której aktywność związkowa jest ograniczona do puszczania się z przypadkowymi kolesiami wyrwanymi w barze. I żyliby tak sobie we własnym burdeliku pewnie jeszcze długo, gdyby nie poważne problem finansowe, które uniemożliwiają spłatę nawet tak podstawowych rzeczy, jak rachunek za prąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym etapie film prezentuje się kiepściutko i właściwie gdyby nie nazwisko reżysera/scenarzysty więcej czasu bym na niego nie marnował. Jedyna scena warta uwagi to wyznania geja na przyjęciu absolwentów. Całą reszta to objawianie prawd pokroju: "Zamykaj drzwi kiedy srasz", po niewiarygodne motywy z brakiem jakichkolwiek funduszy bohaterów i robieniem z Miri dziwki i szkolnego pośmiewiska chodzącego w babcinych reformach - that's not that kind of girl (bo, że z Zacka się śmiano to nie dziwota). Ale szybko robi się lepiej, dużo lepiej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zack namawia Miri na mały biznesik - let's make a porno! I tu zaczyna się właściwy film. Temat niełatwy, ale dzięki Smithowi ukazany w sposób śmieszny, ciepły i bez uciekania się do fekalnego poziomu..., no tu może przesadzam ;) Cała banda zebranych przypadkowo niedoszłych gwiazdek pornobiznesu to strasznie głupiutkie, ale zabawne i sympatyczne towarzystwo. Najbardziej rzuca się w nim w oczy nieodłączny kompan Smitha ze wszystkich chyba jego produkcji - &lt;a style="font-weight: bold;" href="http://www.filmweb.pl/o4518/Jason+Mewes"&gt;Jason Mewes&lt;/a&gt;, tym razem nie w roli spalonego żulika Jaya, a wiecznie napalonego Lestera. Ta część filmu zdecydowanie na plus - klimat nieskrępowanie jeżdżących z jakimś wyczuciem po tematach tabu komedii, które jeszcze próbują coś przekazać, to zbyt rzadkie zjawisko, by go nie docenić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę jednak szkoda, że Smith kolejny raz nakręcił to samo. Choćby w porównaniu do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Clerks 2&lt;/span&gt; - zmienił rekwizyty, aktorów i scenografię, klimat i przesłanie jest jednak identyczne. Z drugiej jednak strony po co zmieniać coś, co się podoba? Ta smithowska pochwała przyjaźni, miłości i wierności oraz umiejętność pokazania w ciepły sposób bandy dziwaków i wykolejeńców, połączona z dość niewybrednym humorem, mi po prostu pasuje. I choć nie jest to film, do którego będę powracał, to całkiem sympatycznie spędziłem 90 minut, czego i Wam życzę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-1355650286206364520?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/1355650286206364520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=1355650286206364520' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1355650286206364520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1355650286206364520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/03/zack-and-miri-make-porno-zack-i-miri.html' title='Zack and Miri make a porno / Zack i Miri kręcą porno'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SbD1V_A-erI/AAAAAAAAARY/H50h-zyf_eA/s72-c/zack-and-miri-make-a-porno-art-001-375.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7398984039872201521</id><published>2009-02-23T13:40:00.008+01:00</published><updated>2009-02-24T20:30:55.615+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Body of Lies / W sieci kłamstw</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SaK2xarB2pI/AAAAAAAAARA/LV915iwhTcw/s1600-h/body_of_lies_poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 208px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SaK2xarB2pI/AAAAAAAAARA/LV915iwhTcw/s320/body_of_lies_poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306004271085509266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Modne jest ostatnio w Hollywood nadawanie terroryzmowi ludzkiej twarzy - podjęcie próby zrozumienia motywacji kierujących zamachowcami, przedstawienie ich racji i punktu widzenia zza drugiej strony barykady. Cel w sumie godny pochwały, choć siłą rzeczy prowadzący do uproszczeń i pełnej oczywistości retoryki. Mimo takich pułapek filmowcom o dziwo udaje się zazwyczaj sklecić z tego całkiem niezłe filmy. Weźmy dla przykładu głośną &lt;a href="http://syriana.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Syrianę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, dobre &lt;a style="font-style: italic;" href="http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/transfer-rendition.html"&gt;Rendition&lt;/a&gt; i wbijającego momentami w fotel &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f453795/Zdrajca,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdrajcę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Chyba tylko &lt;a href="http://krolestwo.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Królestwo&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; raziło miernością i schematem. Jak w ten nurt wpisuje się &lt;a href="http://ridley.scott.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ridley Scott&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; ze swoim najnowszym hitem &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f298590/W+sieci+k%C5%82amstw,2008/recenzje?review.id=7171"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W sieci kłamstw&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scott daje spokój motywacjom terrorystów. Zabijają i mają być złapani. Ciekawsza wydaje mu się cała otoczka polowaniu towarzysząca: gra kłamstw, dawkowania informacji i wzajemnego zwodzenia się sojuszników w wojnie z terrorem. Mamy agenta operacyjnego CIA Ferrisa (&lt;a href="http://leonardo.dicaprio.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Leonardo DiCaprio&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) wykonującego całą brudną i niebezpieczną robotę dla spędzającego czas z rodziną, choć tak naprawdę nigdy nie rozstającego się z pracą Hoffmana (&lt;a href="http://russel.crowe.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Russel Crowe&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), jest i trzeci partner do gry - wyważony i zdecydowany szef jordańskiego wywiadu Hani (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o64511/Mark+Strong"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mark Strong&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, w pierwszej chwili myślałem, że to Andy Garcia). Cel mają wspólny - wytropić i zamknąć szefa terrorystycznej organizacji odpowiedzialnej za zamachy w Anglii i Holandii. Ferris i Hani próbują zjednoczyć siły, Hoffman, będący zapewne uosobieniem betonu amerykańskiej administracji, im to jednak uniemożliwia, zmuszając każdą ze stron do własnej, pełnej nieszczerości gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak tu wygrać z terrorystami, gdy każdy sojusznik postrzegany jest przez Amerykanów jako potencjalny zdrajca, a buta amerykańskich dowódców nie pozwala im skorzystać nawet z najprostszych wskazówek szefów sprzymierzonych wywiadów, podczas gdy nowoczesne techniki wywiadowcze w walce z posługującym się prymitywnymi metodami wrogiem są z góry skazane na porażkę? Jak można też tak przedmiotowo traktować ludzi faktycznie oddanych sprawie i decydujących się na życie w niekończącym się zagrożeniu, by tylko móc rozpracować kolejną komórkę niekończących się zastępów dżihadystów? Scott wyraźnie stawia te pytania, zbytnio się nad nimi jednak nie rozckliwiając. Nie ma tu głębszej analizy, czy szukania jaśniejszych odcieni szarości. To tak naprawdę dodatki do akcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ta przez niemal 3/4 filmu stoi na naprawdę niezłym rozrywkowym poziomie. Dobra dramaturgia, bardzo solidna gra aktorska i sprawnie poprowadzona intryga, której tłumaczenie wszelkich zawiłości powinno być stawiane za wzór autorom bełkotliwego &lt;a href="http://prostozekranu.blogspot.com/2009/02/quantum-of-solace.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Quantum of Solace&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. I kiedy tak sobie zadowolony oglądałem czekając na mocną końcówkę, wszystko zaczęło się sypać. Całkowicie nieracjonalny związek Ferrisa z miejscową pielęgniarką, rażący brakiem logiczności finał, w którym Scott nie mógł powstrzymać się przed włożeniem w usta bohatera tyrady na temat idei dżihadu i czar prysł. Z niezłego thrillera w arabsko-terrorystycznej otoczce zrobiło się coś niestrawnego, pozbawionego sensu i przewidywalnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ridley Scott znowu zawiódł. Od czasu &lt;a href="http://helikopter.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Helikoptera w ogniu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nie nakręcił nic wartego większej uwagi. Ale czy można się dziwić, że poziomu nie utrzymuje reżyser o płodności przewyższającej ostatnio samego Woody'ego Allena? Powinien brać przykład z brata - &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o12432/Tony+Scott"&gt;Tony Scott&lt;/a&gt; kręci rzadziej, ale niemal zawsze jest ciekawie (no może z wyjątkiem ostatniego, kiepściutkiego &lt;a href="http://deja.vu.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deja Vu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), a to przecież on jest uważany za to "gorsze" dziecko w rodzinie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Same &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W sieci kłamstw&lt;/span&gt; jest nie tyle filmem złym, co rozczarowującym. W miarę udanie wpisuje w poziom filmów o walce z bliskowschodnim terroryzmem. Szkoda końcówki, byłoby co najmniej o punkt więcej, a tak do poziomu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rendition&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdrajcy&lt;/span&gt; mimo wszystko troszkę brakuje. Wszystkie te produkcje wyraźnie jednak pokazują, że dopóki nie zostanie porzucona polityczna poprawność, nie ma co marzyć, iż temat ten doczeka się swojego &lt;a href="http://czas.apokalipsy.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czasu Apokalipsy&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://lowca.jeleni.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łowcy Jeleni&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6,5/10 &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7398984039872201521?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7398984039872201521/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7398984039872201521' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7398984039872201521'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7398984039872201521'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/02/body-of-lies-w-sieci-kamstw.html' title='Body of Lies / W sieci kłamstw'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SaK2xarB2pI/AAAAAAAAARA/LV915iwhTcw/s72-c/body_of_lies_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-1313177775789203536</id><published>2009-02-17T13:48:00.010+01:00</published><updated>2009-02-18T07:22:49.470+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Quantum of Solace</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SZsZ9wmj90I/AAAAAAAAAQ4/U2VfTaAmaHQ/s1600-h/quantum_of_solace_plakat.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SZsZ9wmj90I/AAAAAAAAAQ4/U2VfTaAmaHQ/s320/quantum_of_solace_plakat.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5303861534968248130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chyba pierwszy raz z zainteresowaniem wyczekiwałem nowego Bonda. Choć zachwytów nad głośnym &lt;a href="http://casino.royale.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casino Royale&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; do końca nie rozumiem, to na pewno wniósł on świeży powiew w serię, którą z przyzwyczajenia omijałem szerokim łukiem. Zmiana pozbawionego charakteru &lt;a href="http://pierce.brosnan.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pierce'a Brosnana&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; na może niezbyt pięknego, ale męskiego &lt;a href="http://daniel.craig.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Daniela Craiga&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; oraz czerpanie szerokimi garściami z kina akcji przedefiniowanego przez nową trylogię o Jasonie Bournie wyszła Bondowi na dobre, choć nie obyło się bez kontrowersji. Zarzut numer jeden brzmiał - czy Bond jest jeszcze Bondem? Otóż, o ile &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casino Royale&lt;/span&gt; Bondem był, pewnie jednym z lepszych w historii nawet, tak &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f349210/007+Quantum+of+Solace,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Quantum of Solace&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Bondem już nie jest - to jedynie dość mierna, chaotyczna i bezbarwna strzelanina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jakiegoś bliżej nieokreślonego względu uznano, że udane połączenie trzydziestoletniej tradycji z nowoczesnością, które tak pozytywnie zaskoczyło w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casino Royale&lt;/span&gt;,  należy pchnąć o jeden poziom dalej i wyciąć całą resztę wyznaczników, dzięki którym filmy z Bondem definiowano. Nie ma więc oderwanego nieco od reszty wstępu, nie ma charakterystycznej czołówki, nie ma gadżetów, nie ma nawet martini i '&lt;span style="font-style: italic;"&gt;my name is Bond&lt;/span&gt;'. Właściwie zostawiono tylko M. Nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało, ale problem w tym, że brakło pomysłu, czym te smaczki zastąpić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wygląda więc &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Quantum of Solace&lt;/span&gt;? Atrakcyjna lokacja, akcja, chwila odpoczynku, 3-4 zdania, które jakoś usprawiedliwiają zmianę atrakcyjnej lokacji, inna atrakcyjna lokacja, akcja i tak w kółko. Wciągu kilkudziesięciu minut przemierzamy cały świat, od Ameryki Południowej po Rosję. Fabuła, choć dość zamotana, ledwo jest tak naprawdę naznaczona i służy jedynie jako pretekst do kolejnych zmian klimatu - wszystko po to by się postrzelać/pościgać w nowej scenerii. Szybkość z jaką bohaterowie dedukują na podstawie nielicznych przesłanek kolejne meandry ogólnoświatowej intrygi jest wręcz irytująca i mocno dezorientuje. Wszystko to niebezpiecznie upodabnia nowego Bonda do podrzędnego kina akcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daniel Craig, &lt;a href="http://judi.dench.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Judi Dench&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o9749/Mathieu+Amalric"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mathieu Amalric&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, który stworzył dość interesującą postać "tego złego", to trzy filary, które jakoś utrzymują tego molocha na powierzchni. Bez nich &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Quantum of Solace&lt;/span&gt; straciłby kolejne 50% swojej i tak już niewielkiej wartości. Craig świetnie czuje się jako Bond - jest charyzmatyczny i potrafi skupić na sobie całą uwagę widza. Znacznie gorzej wypadają jego panienki, szczególnie&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o407088/Olga+Kurylenko"&gt;Olga Kurylenko&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, po której wyraźnie widać, że aktorka z niej co najwyżej IV-ligowa. Naprawdę nie wiem, jak po utalentowanej i ładniutkiej &lt;a href="http://eva.green.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Evie Green&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; można było zatrudnić to ukraińskie dziewczę i jeszcze kazać mu grać południowoamerykańską mścicielkę. Choć stara się jak może, to po prostu nie ma szans wypaść autentycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieźle wyglądają sceny akcji, kilka z nich jest naprawdę efektownych, choć niekoniecznie sensownych (walka na linach). Szkoda jednak, że są celem same w sobie, a na podstawie częstotliwości ich pojawiania się można nastawiać zegarek. Na dramaturgię, elementy zaskoczenia i zwroty akcji nie ma co liczyć. Ktoś wyraźnie olał tu scenariusz i lekko żenująco wygląda przy tym fakt, że maczał w nim palce między innymi &lt;a href="http://www.filmweb.pl/o127899/Paul+Haggis"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Paul Haggis&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; odpowiedzialny za wielkie (i świetne) hity ostatnich lat - &lt;a href="http://miasto.gniewu.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasto gniewu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i &lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.filmweb.pl/f374634/W+Dolinie+Elah,2007"&gt;W Dolinie Elah&lt;/a&gt;. Ta mierna i przewidywalna historia jest efektem pracy trzech doświadczonych osób. Podejrzewam, że podczas wspólnych sesji mieli sporo uciech nie związanych z pracą, nawet jednak zjarać się chyba porządnie nie potrafili, bo wówczas chociaż byłoby śmieszniej i oryginalniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy się cieszyłem z nowego Bonda i chyba po raz ostatni. Craigowi należy się szacunek, bo tworzy postać znacznie bardziej złożoną od poprzedników, cała reszta niestety jedzie jedynie na hype'ie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casino Royale&lt;/span&gt;, będąc przy tym o klasę gorszą. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Casino&lt;/span&gt; doskonale balansowało na linii efektownego i brutalnego kina akcji oraz bondowskiej tradycji, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Quantum&lt;/span&gt; tę linię przekroczyło i poleciało prosto w przepaść przeciętności. Jeśli kolejne filmy podążą tą ścieżką, to po co komuś w ogóle Bond?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-1313177775789203536?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/1313177775789203536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=1313177775789203536' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1313177775789203536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1313177775789203536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/02/quantum-of-solace.html' title='Quantum of Solace'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SZsZ9wmj90I/AAAAAAAAAQ4/U2VfTaAmaHQ/s72-c/quantum_of_solace_plakat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7505624406850414117</id><published>2009-02-08T20:19:00.009+01:00</published><updated>2009-02-09T19:13:43.516+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Revolutionary Road / Droga do szczęścia</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SY9o4xxhaRI/AAAAAAAAAQw/Qqo-4I06J8k/s1600-h/revolutionary_road.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 216px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SY9o4xxhaRI/AAAAAAAAAQw/Qqo-4I06J8k/s320/revolutionary_road.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5300570611081373970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o330/Sam+Mendes"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sam Mendes&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; to dla mnie wyjątkowy reżyser, chociażby ze względu na to, że stworzył &lt;a href="http://american.beauty.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Beauty&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - film zajmujący miejsce w pierwszej trójce moich ulubionych. Aż wstyd się przyznać, że oglądając &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f419862/Droga+do+szcz%C4%99%C5%9Bcia,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Drogę do szczęścia&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nie miałem aż do końcowych napisów zielonego pojęcia, że to także dzieło Mendesa. W trakcie seansu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;przyszło mi jednak kilka razy do głowy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Beauty&lt;/span&gt; - to filmy tak naprawdę o tym samym, choć różnią się bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męscy bohaterowie obu filmów nienawidzą swojej mało pasjonującej i rutynowej pracy, obaj swoją młodzieńczą spontaniczność zamienili na "dorosły" nudny schemat. Wszystko mające na celu zapewnienie materialnego bezpieczeństwa swojej rodzinie oraz spełnienie społecznego wizerunku odpowiedzialnego mężczyzny. Na tym jednak podobieństwa się kończą. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Beauty &lt;/span&gt;postać grana przez &lt;a href="http://kevin.spacey.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kevina Spacey&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; potrafiła zrzucić jarzmo roli, w jaką wbiło go społeczeństwo i pochłonięta poszukiwaniem swojego miejsca w konsumpcjonistycznym świecie żona (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o387/Annette+Bening"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Annette Bening&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;). W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Drodze do szczęścia&lt;/span&gt; role są odwrócone - to żona (&lt;a href="http://kate.winslet.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kate Winslet&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) jest tą, która uważa odrysowane od obowiązującego modelu życie na przedmieściach za pułapkę. Chce coś zmienić, chce się wydostać. Brak dojrzałości sprawia, że jedyne co przychodzi jej do głowy, to porzucenie wszystkiego i wyjazd do Paryża. Nawet udaje jej się namówić do wyjazdu męża &lt;a href="http://leonardo.dicaprio.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;(Leo DiCaprio&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;), który ma serdecznie dośc wykonywania tej samej pracy, której tak nienawidził u swojego ojca. Perspektywa nagłego awansu i bardziej realistyczne spojrzenie na życie znacznie komplikują jednak wykonanie decyzji o wyruszeniu w ciemno do malowniczej stolicy Francji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mendes uwielbia zderzenie marzeń, wolności i poniekąd naiwności z twardą rzeczywistością, która narzuca nam łańcuchy, odziera nas z mrzonek, zmienia nas i wmawia cele, których realizacji nigdy wcześniej nie pragnęliśmy. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Beauty&lt;/span&gt; Spacey potrafił z tym walczyć, znalazł harmonię i nawet tragiczny koniec zastał go z uśmiechem na ustach. On jednak wiedział dokładnie czego chce i czego nie chce. Bohaterowie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Drogi do szczęścia&lt;/span&gt; wiedzą jedynie czego nie chcą, a brak przeciwwagi dla uczucia pustki nie może przynieść nic pozytywnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co jest najfajniejsze w nowym filmie Mendesa, to brak jednoznaczności. Choć uniformizację modelu życia (świetna scena z setką identycznie ubranych pracowników wysiadających z pociągu) zdecydowanie krytykuje, to bynajmniej nie wskazuje jawnego oporu jako czegoś odpowiedniego. Odrzucenie wypracowanych społecznie norm kończy się szpitalem psychiatrycznym nawet dla doktora nauk ścisłych. Nie jest sztuką postawić wszystko na jedna kartę i skazać się na społeczną banicję. Sztuką jest znaleźć odpowiedni kompromis (jak bohater &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Beauty&lt;/span&gt;). Jeżeli jest on poza naszym zasięgiem, zaakceptowanie własnej roli i poddanie się jej i tak jest lepsze niż bezcelowa szamotanina. Pokazują to ostatnie sceny filmu, ciepło ukazujące wspierającą się młodą parę sąsiadów, którzy mimo iż zazdrościli bohaterom spontaniczności, wytrwali w ogólnie przyjętym kanonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jaki jest sam film? Jego pierwsza połowa nieco mnie rozczarowała (chyba słyszałem wcześniej zbyt dużo pozytywnych opinii) - miewa dłużyzny i momentami razi łopatologicznością. Potem jest dużo lepiej. Dwie rzeczy bardzo się wyróżniają. Klimat jest duszny, czuć wręcz namacalnie pułapkę w jakiej znaleźli się bohaterowie i brak perspektyw na happy ending. Świetna jest też muzyka, naprawdę kawał dobrej roboty. Mendes ma chyba szczęście do soundtracków. Nazwiska aktorów mówią same za siebie, to gwaranty klasy, nigdy praktycznie nie schodzące poniżej wysokiego poziomu. Winslet wiek nieco nie służy i wygląda na znacznie starszą od młodzieniaszkowatego DiCaprio. Oboje są jednak wiarygodni i co najważniejsze - ich gra nie dominuje filmu, a ładnie się z nim komponuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość sprawia świetne wrażenie i zachęca do dyskusji. Choć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Beauty&lt;/span&gt; uważam za dzieło znacznie doskonalsze, to&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Droga do szczęścia&lt;/span&gt; powinna byc obowiązkową pozycją dla każdego kinomana. Mendes niemal dziesięć lat po swoim genialnym debiucie powraca do znajomego tematu i ponownie tworzy coś  znakomitego. To naprawdę wielka sztuka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7505624406850414117?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7505624406850414117/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7505624406850414117' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7505624406850414117'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7505624406850414117'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/02/revolutionery-road-droga-do-szczescia.html' title='Revolutionary Road / Droga do szczęścia'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SY9o4xxhaRI/AAAAAAAAAQw/Qqo-4I06J8k/s72-c/revolutionary_road.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7571322097263199121</id><published>2009-02-03T13:55:00.005+01:00</published><updated>2009-02-03T17:14:29.765+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>The Wrestler / Zapaśnik</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SYhtOYPA1BI/AAAAAAAAAQo/O6pdQgoCyg0/s1600-h/wrestler.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 226px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SYhtOYPA1BI/AAAAAAAAAQo/O6pdQgoCyg0/s320/wrestler.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298605055392404498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://darren.aronofsky.filmweb.pl/"&gt;Darren Aronofsky&lt;/a&gt; robił filmy nieszablonowe, eksperymentował z formą i treścią, potrafił tworzyć niepowtarzalne sceny oszałamiające widza siłą swojego przekazu. W końcu jednak przekombinował tworząc niestrawne, pełne new age'owskiej, nachalnej retoryki &lt;a href="http://zrodlo.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Źródło&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Bardzo krytyczne przyjęcie tego filmu przez recenzentów i widzów było dla Aronofsky'ego niczym zimny prysznic. Chyba nawet zbyt zimny, bo całkowicie porzucił eksperymentowanie na rzecz sprawdzonych wzorców. Tak powstał &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f461946/Zapa%C5%9Bnik,2008"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wrestler&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Efekt - Złoty Lew w Wenecji i ogólne pochwały. Czy faktycznie jednak ten film jest aż tak dobry?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenariusz jest do bólu standardowy. Była gwiazda sportu, której blask dawno już przygasł, musi znaleźć sobie nowe miejsce w świecie. Starzejące się ciało, zrujnowane życie osobiste i poczucie własnej wartości budowane jedynie wokół ciągle reanimowanej kariery - wiele razy podczas seansu nasuwały mi się porównania chociażby do ostatniego &lt;a href="http://rocky.balboa.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rocky'ego&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Aronofsky z pewnością zdawał sobie z tego sprawę, dlatego, by nadać swojemu dziełu cech oryginalności, jego bohaterem uczynił wrestlera - zapaśnika, którego zadaniem jest nie tyle walczyć, co bawić gawiedź wyreżyserowanymi pojedynkami na ringu (i poza nim), pełnymi efektownych, ale markowanych ciosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Sport" ten jest jednym z symboli głupoty przeciętnego amerykańskiego obywatela (poza USA wielką popularnością się nie cieszy), co w zderzeniu z poważnym potraktowaniem tematu daje ciekawy efekt. Aronofsky nie szczędzi zakulisowych szczegółów, potęgując wrażenie absurdalności wrestlingu. Jednocześnie zawodnicy ukazani są jak najbardziej serio, dzięki czemu mamy niecodzienny kontrast. Patrzenie na tych umięśnionych tatuśków budziło we mnie współczucie. Hermetyczny, naładowany sterydami świat i ulotne chwile chwały totalnie nie przygotowują ich na zmierzenie się z czymś tak codziennym, jak zawał. Zabrać im wrestling, a zostają z niczym - rodziny dawno już rozbili, pieniądze przećpali, a nic poza udawaną walką robić nie potrafią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą nieubłagany wpływ czasu nie dotyka tylko bohatera, ale też jedyną bliską mu osobę - podstarzałą, choć ciągle jeszcze atrakcyjną striptizerkę, której częściej zdarza się już być obiektami drwin niż męskich uniesień. Niecodzienna to para - on wrestler o sypiącym się zdrowiu, ona striptizerka, która czuje, że czas zacząć się szanować. Oboje desperacko szukają fundamentu, na którym można by oprzeć nowy rozdział swojego życia. Strach i lata przyzwyczajeń nie są jednak przeszkodami łatwymi do obejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia i sposób jej ukazania są proste, a patrząc na dorobek Aronofsky'ego wręcz prostackie. Choć wyciska on ze scenariusza naprawdę dużo, to mocno doskwiera tu wtórność i brak jakichkolwiek odkrywczych wniosków. Mniej więcej w połowie seansu zacząłem odczuwać, że ten w gruncie rzeczy niezły film jedzie tak naprawdę na aktorstwie. &lt;a href="http://marisa.tomei.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Marisa Tomei&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; jako stripizerka jest świetna jak zawsze, ale prawdziwy show należy do &lt;a href="http://mickey.rourke.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mickey'a Rourke'a&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Kiedyś bożyszcze kobiet, dziś dziwaczne monstrum o twarzy rozjechanej przez czołg. Aronofsky umieścił go w roli jego życia - film wygląda wręcz, jakby był skrojony specjalnie pod niego. Od czasu &lt;a href="http://heath.ledger.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Heatha Ledgera&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i jego Jokera żadna rola nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wrestler&lt;/span&gt; pełny jest bólu i wiszącej w powietrzu tęsknoty - za sprawnością, urodą, seksapilem, nawet za latami 80 i rządzącą wówczas muzyką. Tempo jest niespieszne, klimat znakomicie budowany, dialogi dobre, a sceny przekonywujące (choć motyw z córką można bylo zrobić lepiej). Nawet wygibasy i prężenie się na ringu tych długowłosych, farbowanych i naświetlonych solarium mężczyzn pokazane są z pełnym szacunku i swoistej sympatii namaszczeniem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby jednak wyrzucić z planu Rourke'a, dzieło Aronofsky'ego byłoby filmem co najwyżej poprawnym i ciekawym głównie ze względu na nietypową dyscyplinę sportu. Z Rourkem historia zmagającego się ze światem i własnym ciałem zapaśnika wydaje się autentyczna i robi duże wrażenie. Złoty Lew dla tej produkcji to przegięcie, świadczące o wyjątkowo słabym filmowym roku - Mickey'owi należą się wszelkie laury, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wrestlerowi&lt;/span&gt; już nie. Film zdecydowanie warto jednak zobaczyć, żałować nikt nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena &lt;br&gt;8/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7571322097263199121?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7571322097263199121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7571322097263199121' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7571322097263199121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7571322097263199121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/02/wrestler-zapasnik.html' title='The Wrestler / Zapaśnik'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SYhtOYPA1BI/AAAAAAAAAQo/O6pdQgoCyg0/s72-c/wrestler.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2348541333783437730</id><published>2009-01-28T12:52:00.008+01:00</published><updated>2009-02-02T13:56:48.798+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Vicky Cristina Barcelona</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SYBonFB4UlI/AAAAAAAAAQg/pRJmQmuOCK4/s1600-h/vicky-cristina-barcelona-01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SYBonFB4UlI/AAAAAAAAAQg/pRJmQmuOCK4/s320/vicky-cristina-barcelona-01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5296348182361952850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Woody Allen&lt;/span&gt; nieśmiertelnym jest. Od 40 lat niemal co roku raczy nas nowym filmem i choć miewał w karierze spore spadki formy, to mam do niego wyraźną słabość. Ten neurotyczny, przegadany i skrajnie nieatrakcyjny mitoman jest prawdziwym geniuszem kina i chyba najbardziej wyrazistym amerykańskim reżyserem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety XXI wiek to pasmo rozczarowań Allenem. O ile &lt;a href="http://zycie.i.cala.reszta.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Anything Else&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://melinda.i.melinda.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Melinda i Melinda&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; były bardzo solidnymi filmami, tak potem było już tylko gorzej i gorzej. Woody nie dość, że kręcił gnioty (zeszłoroczny &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f321622/Sen+Kasandry,2007"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sen Kasandry&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i wcześniejszy &lt;a href="http://scoop.goracy.temat.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Scoop&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; to prawdziwe dramaty i bynajmniej nie chodzi mi o gatunek ;)), to jeszcze całkowicie zatracił swój styl.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vicky Cristina Barcelona&lt;/span&gt; kontynuuje w sumie ten trend, choć na szczęści efekt jest znacznie lepszy. Dwie młode Amerykanki, Vicky (&lt;a href="http://www.filmweb.pl/o188432/Rebecca+Hall"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rebecca Hall&lt;/span&gt;) i Cristina (&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://scarlett.johansson.filmweb.pl/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Scarlett Johansson&lt;/span&gt;), mają zamiar spędzić całe lato w słonecznej Barcelonie. Vicky ma wkrótce wyjść za mąż i, jak na odpowiedzialną realistkę przystało, jej myśli zaprzątnięte są bardziej kupnem domu niż faktyczną rozrywką. Cristina to jej przeciwieństwo - niepewna siebie, szukająca emocjonalnych doznań ślicznotka o duszy artystki. Gdy przystojny, bezpośredni Hiszpan (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Javier Bardem&lt;/span&gt;) zaprasza je na weekend do Oviedo, Cristina zgadza się niemal bez wahania, Vicky oponuje odwołując się do bogatych u niej złóż zdrowego rozsądku, ale w końcu daje się namówić. O efektach pisać nie będę, by uniknąć spoilerów ;) Ale jak to u Allena bywa pełno będzie świntuszenia i prób przewartościowania swoich postaw życiowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmowi można wystawić dwie różne oceny w zależności od tego, czy oceniamy go na tle największych produkcji Allena, czy też odnosimy do tego, co obecnie można obejrzeć w kinie. W pierwszym przypadku nota będzie co najwyżej średnia. W drugim może być już całkiem wysoka. Ponieważ niełatwo dziś o porządny film &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vicky Cristiny Barcelony&lt;/span&gt; nie będę szczuł poprzednikami ;) A bez ich brzemienia to naprawdę kawał solidnego komedio-dramatu. Klimat słonecznej Hiszpanii czuć na każdym kroku, aktorstwo jest solidne, dialogi bywają błyskotliwe, a całość ogląda się lekko i z niekłamaną przyjemnością. Ma ten film zdecydowanie swój urok i rozsiewa atmosferę słonecznych, szalonych wakacji, mocno pobudzającą, szczególnie gdy wyjrzy się na szary, zimny świat za oknem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak tu jednak Allena. Choć w dialogach czuć momentami jego rękę, to nie wiedząc kto wyreżyserował film przed seansem, w życiu w jego trakcie bym się tego nie domyślił. Gdzie jego werwa, celność i przenikliwość? Postaci bohaterów, choć na pierwszy rzut oka atrakcyjne, są bardzo kliszowe i nudne. O ile postać grana przez Bardema potrafi zaciekawić (głównie dzięki wybitnie nieszablonowemu związkowi z byłą żoną graną przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Penelope Cruz&lt;/span&gt;), tak tytułowe dziewczyny można by opisać dwoma zdaniami. Szczególnie Johansson-Cristina wypada bezbarwnie i można o niej powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że, jak nam próbuje wmówić narrator, jest niezależną myślicielką. Fakt, przyciąga wzrok swoją urodą, wystarczy jednak, że pojawia się Cruz (obiektywnie od Johansson dużo brzydsza) i w momencie Scarlett niemal całkowicie znika z ekranu (choćby i zajmowała pół kadru ;)). Mam dziwne wrażenie, że za kilkanaście lat okaże się, że przez całą karierę Johansson zagrała tylko jedną świetną rolę (&lt;a href="http://miedzy.slowami.filmweb.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Między słowami&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) i setki co najwyżej poprawnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postaci skomplikowane nie są, podobnie jak i wnioski wypływające z seansu. Ot, standard porządnej komedii. Widać, że Woody ma coraz mniej do powiedzenia i chyba poziom &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f34688/Wn%C4%99trza,1978"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wnętrz&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f6031/Hannah+i+jej+siostry,1986"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hannah i jej sióstr&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; jest raczej poza jego zasięgiem (a miałem nie porównywać). Niech Was nie zniechęci jednak moje marudzenie, bo film naprawdę jest bardzo przyjemny i sprawia dużo radochy, a że z głowy umyka po 15 minutach... cóż przynajmniej widać, że Woody potrafi jeszcze widza porządnie zabawić, czego po wspomnianych &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Scoop&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Śnie Kasandry&lt;/span&gt; pewny nie byłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując Allen co prawda zamienił Londyn na piękną Barcelonę oraz porzucił wreszcie motyw zbrodni i kary, ale Ci, którzy liczyli na powrót starego dobrego Woody'ego mogą się zawieść. Choć tematyka bliższa klasykom tego reżysera, to ja tęsknię za klimatem Manhattanu i dusznych dyskusji w pełnych papierosowego dymu pokojach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2348541333783437730?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2348541333783437730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2348541333783437730' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2348541333783437730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2348541333783437730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/01/vicky-cristina-barcelona.html' title='Vicky Cristina Barcelona'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SYBonFB4UlI/AAAAAAAAAQg/pRJmQmuOCK4/s72-c/vicky-cristina-barcelona-01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-5595743482235614449</id><published>2009-01-17T14:46:00.004+01:00</published><updated>2009-01-17T14:55:01.061+01:00</updated><title type='text'>Lifting bloga</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;Właśnie spędziłem ponad 3h na dostosowaniu szablonu bloggera, na którym hulał mój blog do dzisiejszych standardów. Poszerzyłem bloga o 1/3, co wymagało załadowania nowych grafik, podzieliłem wpisy na kategorie (trochę się już ich zebrało i lista była mało przejrzysta) i dodałem listę blogów, która mam nadzieję będzie się poszerzać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ nowe tła siedzą sobie na imageshacku, dajcie znać czy stronka nie ładuje się za długo - najwyżej przeniosę je na jakiś szybszy serwer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stylu graficznego nie zmieniałem, choć w pełni zadowolony z niej nie jestem - wszelkie komentarze mile widziany. Myślę też o dodaniu ramki wokół bloga. Jak macie linki do, gdzie są jakieś fajne (ale same ramki, a nie pliki graficzne całego tła z ramkami), to czekam na info:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłego czytania!&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-5595743482235614449?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/5595743482235614449/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=5595743482235614449' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5595743482235614449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5595743482235614449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/01/lifting-bloga.html' title='Lifting bloga'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-8182893823899657322</id><published>2009-01-13T17:47:00.055+01:00</published><updated>2009-05-21T21:03:17.983+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gry'/><title type='text'>Niezapomniane chwile w grach</title><content type='html'>W sumie dość przypadkowo trafiłem na całkiem stary już tekst na GameCornerze - &lt;a href="http://gamecorner.pl/gamecorner/1,86013,5250955.html"&gt;Dlaczego kocham gry - 7 niezapomnianych chwil&lt;/a&gt;. No i tak mnie wzięło na wspominajki. W sumie czemu by nie zrobić własnej listy niezapomnianych chwil?:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę już lat na karku mam, przez co nazbierało się wiele wspomnień. Listę ograniczałem jak mogłem - wyszło naprawdę sporo pozycji, ale o poniższych po prostu wspomnieć musiałem. Kolejność w sumie dowolna, choć w zamyśle chronologiczna (nie tyle czasem powstania gry, co mojego z nią kontaktu). Pomijam pozycje na 8-bitowce, bo tu moja pamięć już zawodzi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rsCdzrrI/AAAAAAAAAM0/6qkmS1xXUnY/s1600-h/AnotherWorld.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rsCdzrrI/AAAAAAAAAM0/6qkmS1xXUnY/s200/AnotherWorld.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291566491503931058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;1. Another World&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenia, jakie robiło intro tej gry w 1991 nie zapomnę nigdy. 10-letni Leszczu siedział na wagarach u kumpla, któremu mamusia sprawiła piękną Amisię CD/TV i rozdziawiał z wrażenia usta za każdym razem, gdy widział ten piękny wektorowy świat. Początek gry - pijawki i czarna bestia - pamiętam, jakbym grał w to wczoraj. Nieśmiertelna klasyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rGY-j9AI/AAAAAAAAAMk/D65-ejV_u_Y/s1600-h/street_fighter_II_snes_hadoken.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rGY-j9AI/AAAAAAAAAMk/D65-ejV_u_Y/s200/street_fighter_II_snes_hadoken.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291565844711863298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;2. Street Fighter 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra, która rozpalała emocje dzieciaków, jak mało która w historii. Wydawała się niesamowita. To pierwsza uruchomiona przeze mnie pozycja na upragnionej Amidze 600. Ależ to była frajda walczyć Ryu i kręcić te wszystkie hadoukeny :D Żadna bijatyka później nie wzbudzała we mnie tyle emocji, nawet &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mortal Kombat&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9qzV_bMuI/AAAAAAAAAMc/J5tpqWBKWyg/s1600-h/sensible_world_of_soccer_96-97_07.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 160px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9qzV_bMuI/AAAAAAAAAMc/J5tpqWBKWyg/s200/sensible_world_of_soccer_96-97_07.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291565517492663010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;3. Sensible Soccer&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewelacyjna piłka nożna z najlepszym chyba arkadowym stylem grania w historii. Na jej późniejszej wersji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sensible World of Soccer 95/96&lt;/span&gt; spędziłem kilka ładnych lat gry, dochodząc do takiej wprawy, że angielskim 5-ligowcem po kilku sezonach wygrywałem Ligę Mistrzów i mistrzostwo Anglii, po drodze osłabiając jeszcze skład (względem początkowego), by było trudniej:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rdMH5GEI/AAAAAAAAAMs/ziz3lIJJbqA/s1600-h/Cannon_Fodder_1.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 160px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rdMH5GEI/AAAAAAAAAMs/ziz3lIJJbqA/s200/Cannon_Fodder_1.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291566236398327874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;4. Cannon Fodder&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z najbardziej miodnych i najzabawniejszych strzelanek w historii. Widok wylatujących w górę ludzików bezcenny, podobnie jak nerwy przy przechodzeniu drugiej części tej gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9sXeSHXqI/AAAAAAAAANM/YvZYh-TTDkM/s1600-h/pinball_dreams_ecs_steelwheel.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 125px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9sXeSHXqI/AAAAAAAAANM/YvZYh-TTDkM/s200/pinball_dreams_ecs_steelwheel.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291567237705457314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5. Pinball Dreams&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetny pinball, który zapadł mi jednak w pamięć głównie poprzez chwile spędzone przy tej grze (stół "westernowy") z moim ojcem. Nie pamiętam byśmy się wcześniej czy później bawili równie dobrze ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9s7zYlU2I/AAAAAAAAANc/KHy0CrU8BE4/s1600-h/Wing-Commander.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 125px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9s7zYlU2I/AAAAAAAAANc/KHy0CrU8BE4/s200/Wing-Commander.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291567861845021538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6. Wing Comander&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja pierwsza oryginalna gra. Klasyczny symulator kosmicznego myśliwca. Ta muzyka, ten rozmach... Przeszedłem z zapartym tchem prawie łamiąc przy tym kilkukrotnie joystick, ciągnięty z całej siły, żeby statek kosmiczny skręcił szybciej :D Muzykę z sali z łóżkami dla załogi, gdzie zapisywało się stan gry, słyszę do dzisiaj:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9tkxO0QDI/AAAAAAAAANs/lLQz6_OsoUg/s1600-h/turrican_3_01.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 160px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9tkxO0QDI/AAAAAAAAANs/lLQz6_OsoUg/s200/turrican_3_01.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291568565641822258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7. Turrican 3&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzykę (zwłaszcza z podwodnego etapu) z tej banalnej w sumie strzelanki pamiętam do dziś. Wówczas absolutna rewelacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9r4C8U_kI/AAAAAAAAAM8/oZrcVs0XD6Q/s1600-h/Flashback.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 175px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9r4C8U_kI/AAAAAAAAAM8/oZrcVs0XD6Q/s200/Flashback.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291566697790373442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8. Flashback &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech to była gra, spadkobierca &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Another World&lt;/span&gt;. Prezent pod choinkę od babci, prosto z giełdy (gra, nie babcia):D Przepiękna animacja i grafika. Napięcie w etapach na obcej planecie przebił potem chyba dopiero &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Alien vs Predator&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9stAaFG7I/AAAAAAAAANU/5d3Rf7jo0Us/s1600-h/Dune+2_2.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 125px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9stAaFG7I/AAAAAAAAANU/5d3Rf7jo0Us/s200/Dune+2_2.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291567607642921906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9. Dune 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prekursor RTS-ów, gra z niesamowitym klimatem oparta na chyba najlepszej powieści s-f ever.  Tę muzykę, widok Devastatorów pożeranych przez sandworma i dźwięk płyt stawianych jako fundamenty pod budowle pamiętam do dziś. Od tamtych czasów nie ruszyłem na dłużej żadnego RTS-a.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9uvdBkRhI/AAAAAAAAAOM/pBR4GUFipGw/s1600-h/settlers.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 155px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9uvdBkRhI/AAAAAAAAAOM/pBR4GUFipGw/s200/settlers.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291569848707728914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;10. Settlers&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza gra, w której wszystko żyło. Godzinami mogłem patrzeć na rosnące łany zboża, koszącego je rolnika, proces pieczenia z nich chleba itd. Gra do podziwiania. Uspokajało to niczym patrzenie na rybki w akwarium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9uU8eZiOI/AAAAAAAAAN8/kSrY2ABxlNM/s1600-h/luretemp.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 125px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9uU8eZiOI/AAAAAAAAAN8/kSrY2ABxlNM/s200/luretemp.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291569393293691106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;11. Lure of the Temptress&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba pierwsza porządna przygodówka, którą przeszedłem w całości. Reklamowana jako objawienie ze względu na prawdziwe AI bohaterów postronnych (sic!), które w praktyce ograniczało się do tego, że potrafili poruszać się między lokacjami. Gra totalnie liniowa, wymagająca wykonania wszystkich niemal czynności w określonej kolejności. Mocno przez to utknąłem i musiałem posiłkować się solucją. Mimo wszystko z jej przejścia byłem bardzo dumny :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9ubJvdzrI/AAAAAAAAAOE/A_Kk64XVxrM/s1600-h/superfrog%5B.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 160px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9ubJvdzrI/AAAAAAAAAOE/A_Kk64XVxrM/s200/superfrog%5B.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291569499934150322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;12. SuperFrog&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kultowa platformówka z zapierdalającą niczym odrzutowiec żabą. Produkcja Team 17 u szczytu formy. Rozkład niektórych etapów znam na pamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9u_77aLUI/AAAAAAAAAOU/x8ZvvQmBBaY/s1600-h/syndicate.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9u_77aLUI/AAAAAAAAAOU/x8ZvvQmBBaY/s200/syndicate.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291570131881307458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;13. Syndicate&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absolutny klasyk - rewelacyjny misz-masz wielu gatunków osadzony w świecie wyciągniętym niemal prosto z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blade Runnera&lt;/span&gt;. Nie wiem czemu, ale nie przypominam sobie bym próbował dłużej w nią grać bez cheatu na kasę... Pamiętam jakiś wywiad z Peterem Molyneux, który twierdził, że specjalnie usztuczniano dźwięk palących się ludzi, bo ten pierwotnie nagrany na potrzeby gry był zbyt realistyczny. Tak, wtedy ta gra porażała realizmem - przechodnie, samochody, żywe niemal miasta. Każdą z 50 bodaj misji przechodziłem po kilkanaście razy. Najbardziej zapadła mi w pamięć ta z Colorado, gdzie mieliśmy do dyspozycji ze 150 gapiów oglądających konwój aut z ważnymi osobistościami. Fajna jatka była :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9wC16rEzI/AAAAAAAAAOs/f-XzGbUp2BA/s1600-h/alien+breed.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 157px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9wC16rEzI/AAAAAAAAAOs/f-XzGbUp2BA/s200/alien+breed.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291571281318843186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;14. Alien Breed: Tower Assault&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra na którą wydałem chyba wszystkie pieniądze zabrane na jedną ze szkolnych wycieczek. Kosztowała naprawdę sporo, więc moja rozpacz, gdy okazało się, że jedna z dyskietek jest uszkodzona, była olbrzymia. Nigdy nie odważyłem się jej wysłać do dystrybutora, a pudełko po niej leży gdzieś jeszcze w domu rodziców. Potem do tej kultowej strzelanki powróciłem już na pececie, ale było już na nią zdecydowanie za późno - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Doom&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Duke Nukem&lt;/span&gt; czekali ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9sGNivwnI/AAAAAAAAANE/Jf-A-6W4vg4/s1600-h/manager.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9sGNivwnI/AAAAAAAAANE/Jf-A-6W4vg4/s200/manager.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291566941154034290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;15. The Manager&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marny i niesamowicie wolny w działaniu manager piłkarski, który pochłonął mnie na całe tygodnie. Wizualizacja meczów polegała na powtarzaniu kilku sytuacji, z których każda miała dwa warianty - strzeli/nie strzeli. Ileż ja na tym paznokci zjadłem próbując wykombinować co zrobić, by statsy zawodnikom nie spadały. Ale dzięki takiej zaprawie późniejsze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Champinship Managery &lt;/span&gt;i&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Football Managery&lt;/span&gt; były dla mnie bułką z masłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9vnKHrWLI/AAAAAAAAAOk/o-a-N853hWw/s1600-h/lotus3_1.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 126px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9vnKHrWLI/AAAAAAAAAOk/o-a-N853hWw/s200/lotus3_1.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291570805705758898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;16. Lotus III&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z bardziej popularnych ścigałek na amigę (zawsze wolałem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jaguara XJ220&lt;/span&gt; - to taka gra też) o bardzo dziwnym modelu jazdy. Takiej frustracji jaką wywoływały u mnie kolejne, totalnie beznadziejne próby ukończenia wyścigu w górach często w grach nie czułem - już za to tylko należy jej się uznanie. Wszystkie inne trasy przechodziłem z zamkniętymi oczami, tej jednej cholery nie mogłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9wUuQQgKI/AAAAAAAAAO0/J85YU_sQwD8/s1600-h/Eye+of+the+Beholder+%28DOS%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 124px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9wUuQQgKI/AAAAAAAAAO0/J85YU_sQwD8/s200/Eye+of+the+Beholder+%28DOS%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291571588499538082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;17. Eye of the Beholder&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mój pierwszy prawdziwy RPG. Nigdy go nie ukończyłem, ale wrażenie jakie zrobiły na 12-latku te puste labirynty lochów pozostały do dzisiaj. Podobnie jak uwielbienie do role-play'i, choć niekoniecznie tych dungeonowatowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9wbJNznGI/AAAAAAAAAO8/acjlwJ0sWlg/s1600-h/Hired+Guns+%28Amiga%29.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 158px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9wbJNznGI/AAAAAAAAAO8/acjlwJ0sWlg/s200/Hired+Guns+%28Amiga%29.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291571698816228450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;18. Hired Guns&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niesamowita gra, o bardzo ciężkim klimacie. Grając po zmroku naprawdę można było się ostro zestresować. Także nigdy nie ukończona, bo pirackie wersje posiadały nieprzyjemne zabezpieczenie, które wyskakiwało w pewnym momencie rozgrywki - trzeba było wpisać masę jakiejś gwiazdy, info na ten temat oczywiście w instrukcji, a instrukcji niet. Mimo tego, że wiedziałem, że jej nie ukończę, to grałem w to cholerstwo namiętnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9vQui8dOI/AAAAAAAAAOc/w2xxb8h5jlo/s1600-h/fallout2_2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9vQui8dOI/AAAAAAAAAOc/w2xxb8h5jlo/s200/fallout2_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291570420346811618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;19. Fallout 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zaczynamy okres pecetowy, jedną z najlepszych (jak nie najlepszą) gier w historii. Sugestywny postnuklearny świat, w którym każdy walczy o przetrwanie, niesamowicie dorosła wymowa, inteligentne dialogi i daleko posunięta nieliniowość - czego chcieć więcej? Do tego świetny model rozwoju postaci i ta otoczka retrofuturyzmu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugą część przeszedłem nie widząc na oczy rok młodszego protoplasty. Przeżycie daleko bardziej intensywne niż najlepszy nawet film. Brak doświadczenia sprawił, iż stworzyłem postać o bardzo niskiej zręczności, a oparta na niej walka byłą dla mnie prawdziwą udręką. Do dziś pamiętam finałową potyczkę, z którą męczyłem się okropnie. Za te męczarnie odwdzięczyłem się Frankowi Horriganowi wielokrotnie, w tym raz zabijając go nawet w 1. turze (co jest nie lada wyczynem). Tak - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouta 2&lt;/span&gt; ukończyłem kilka razy i ostatnio ponownie wrócił na ekrany mojego kompa, tym razem poszerzony o masę nowości dzięki modowi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Restoration Project&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie gra mojego życia :P Kocham wszystko co z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Falloutem&lt;/span&gt; związane (soundtracku słucham do dziś), oprócz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouta 3&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouta Tactics&lt;/span&gt;, które są wynaturzeniem serii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9tvgcul8I/AAAAAAAAAN0/3_KP2QNiPnQ/s1600-h/fallout1coverjr3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 142px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9tvgcul8I/AAAAAAAAAN0/3_KP2QNiPnQ/s200/fallout1coverjr3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291568750115329986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;20. Fallout&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą część &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouta&lt;/span&gt; łyknąłem w ciągu jednego dnia, po tym jak ukończyłem F2. Głosu Mastera zapomnieć się nie da ("Join. Die"). Czy dziś może jakaś gra zapewnić takie przeżycia? Na rozpisce znalazł się ponownie jakieś 2 lata temu - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouty&lt;/span&gt; się nie starzeją i za każdym razem bawią równie dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9xjOlUndI/AAAAAAAAAPM/X_HvDkm2oak/s1600-h/baldurs2_screen005.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9xjOlUndI/AAAAAAAAAPM/X_HvDkm2oak/s200/baldurs2_screen005.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291572937207619026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;21. Baldur's Gate 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam jak kiedyś włączyłem to, żeby sprawdzić jak wygląda - potem przez 2 tygodnie nie wychodziłem z domu :) Wszystko w tej grze lubię. Prawdziwy RPG, którego do dziś w klimatach fantasy nic nie pobiło. Ostatni, w którym walki miały prawdziwy taktyczny wymiar. Pokonanie smoka Firkraaga na wczesnym levelu, czy finałowa walka w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tronie Bhaala&lt;/span&gt; to jedna z najlepiej pamiętanych przeze mnie potyczek. Prawdziwa poezja, aż mnie znowu chcica na zainstalowanie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baldurka&lt;/span&gt; wzięła:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yD_CYE3I/AAAAAAAAAPc/svmwiuogAqA/s1600-h/jagged_alliance2_03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yD_CYE3I/AAAAAAAAAPc/svmwiuogAqA/s200/jagged_alliance2_03.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291573499970196338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;22. Jagged Alliance 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy przeze mnie nieukończony taktyczny shooter, choć spędziłem przy nim wiele wieczorów. Do dziś chyba nie powstało w tym gatunku nic lepszego (może ruski spadkobierca JA o zerżniętym z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hired Guns&lt;/span&gt; tytule wart jest uwagi? Grał ktoś?). Jedna z niewielu gier, w której można było poruszać się Polakiem o wiele mówiącej ksywce Steroid ;) Ależ on fragów mi natrzepał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9xsdVbg4I/AAAAAAAAAPU/aQNB6p3J3zI/s1600-h/quake2-15.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9xsdVbg4I/AAAAAAAAAPU/aQNB6p3J3zI/s200/quake2-15.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291573095786316674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;23. Quake 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Quake 2&lt;/span&gt; to dla mnie całe dziesiątki godzin spędzonych w kafejce internetowej (pozdro dla Szopy, Heńka i ówczesnej kafejkowej ekipy ;)), wydany majątek i dojście do całkiem niezłej wprawy. Pierwszy multi w jaki grałem na poważnie i przez wiele lat ostatni - aż do czasu pojawienia się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Call of Duty 4.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9y9e-ImyI/AAAAAAAAAP8/I1Ciosd_dLY/s1600-h/vice+city.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9y9e-ImyI/AAAAAAAAAP8/I1Ciosd_dLY/s200/vice+city.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291574487794883362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;24. GTA: Vice City&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;GTA III&lt;/span&gt; mnie gdzieś ominęło (grałem trochę u znajomych). &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vice City&lt;/span&gt; to już była wkrętka na całego. Koszmarnego celowania, luzu i rewelacyjnego, tandetnego klimatu rodem z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Policjantów z Miami&lt;/span&gt; się nie zapomina. Najfajniejsza chwila: przejście wyścigu, za który nagrodą był bodaj niezły klub nocny (nazwa misji - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;The Driver&lt;/span&gt;). Misja przez wielu uważana za nie do przejścia. Satysfakcja była wielka :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yzpEeIhI/AAAAAAAAAP0/2k6jP22WhQc/s1600-h/mafia_screen018.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yzpEeIhI/AAAAAAAAAP0/2k6jP22WhQc/s200/mafia_screen018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291574318707122706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;25. Mafia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra cudo. Czeskim twórcom udało się przenieść na monitory komputerów świat jakiego tam jeszcze nie było - czasy prohibicji, z całą ich otoczką: cudowne samochody, stroje, muzyka. Fabuły nie powstydziłby się niejeden naśladowca Puzo. Jedna z najlepszych gier jakie powstały. Mam nadzieję, że wychodząca w tym roku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mafia 2&lt;/span&gt; spełni lata oczekiwań na przynajmniej coś równie dobrego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yL3JWauI/AAAAAAAAAPk/3IwYZBVP4oM/s1600-h/arcanum_hir0510_01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yL3JWauI/AAAAAAAAAPk/3IwYZBVP4oM/s200/arcanum_hir0510_01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291573635290917602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;26. Arcanum&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedoceniany i nieco momentami niedorobiony Role-Play twórców&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Fallouta&lt;/span&gt; z jednymi z najlepszych questów i masą odważnych pomysłów (udźwiękowienie gry za pomocą muzyki poważnej). To naprawdę oryginalny przedstawiciel tego gatunku, osadzona w steampunkowym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9xJP4OlhI/AAAAAAAAAPE/xsebi3eqS-s/s1600-h/thief-3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9xJP4OlhI/AAAAAAAAAPE/xsebi3eqS-s/s200/thief-3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291572490878752274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;27. Thief 3&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rewelacyjna skradanka, gdzie bycie niewidocznym to często naprawdę jedyna droga do sukcesu. Etap w szpitalu dla umysłowo chorych wspominam do dziś, mocne przeżycie. Zresztą cała gra jest świetna i żadne Splinter Celle nie mają z nią w skradankowej kategorii szans.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yrnMra1I/AAAAAAAAAPs/K4dzg_YpZBM/s1600-h/Aliens_vs_Predator_2_Primal_Hunt_Cover_gross.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 160px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9yrnMra1I/AAAAAAAAAPs/K4dzg_YpZBM/s200/Aliens_vs_Predator_2_Primal_Hunt_Cover_gross.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291574180765723474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;28. Alien versus Predator 2&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z najstraszniejszych gier w jakie grałem (misje człowieka). Słuchawki na uszy, dźwięk detektora ruchu (kto oglądał &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aliens&lt;/span&gt; wie o co chodzi), ciemne korytarze i niemal palpitacja serca za każdym razem, gdy coś się pojawiało w pobliżu. Brr, świetna gra. Aż szkoda , że się tak zestarzała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9qSyeP9FI/AAAAAAAAAMU/5XscLUUgUAs/s1600-h/planescape-torment.376918.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 160px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9qSyeP9FI/AAAAAAAAAMU/5XscLUUgUAs/s200/planescape-torment.376918.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291564958202459218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;29. Planescape: Torment&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To właściwie nie gra, to przeżycie. Jedyna w swoim rodzaju, fabułą zmiatająca wszystko co w kategorii gier powstało. Tu się więcej czyta niż porusza czy walczy, a to co się czyta, warte jest każdej nagrody. Cudowny erpeg, będący właściwie esencją tego, co przez nazwę Role Play Game należy rozumieć. Aż szkoda, że walki, inwentarz i kilka innych rzeczy nie dorównało poziomem sferze scenariuszowej. Ale wówczas  mówilibyśmy o grze ideale. Niemniej Bezimienny zawsze będzie moim ulubionym bohaterem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9pzMWjVUI/AAAAAAAAAMM/yKuMsamZohE/s1600-h/PoP.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 144px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9pzMWjVUI/AAAAAAAAAMM/yKuMsamZohE/s200/PoP.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291564415393682754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;30. Prince of Persia: Warrior Within&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dla mnie najlepsza część &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Księcia&lt;/span&gt;, gdzie skakanie i użynanie głów w akompaniamencie metalowej muzyki to czysta poezja. Ładunek miodności jest tu niesamowity. Nie rozumiem czemu z najnowszego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prince of Persia&lt;/span&gt; zrobiono jakiegoś metroseksualnego dupka, który nawet zginąć nie może:( Przepadnijcie casuale!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9pao8e7BI/AAAAAAAAAME/vyp4hDk7Zs8/s1600-h/Call_of_Duty_Box_Art.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9pao8e7BI/AAAAAAAAAME/vyp4hDk7Zs8/s200/Call_of_Duty_Box_Art.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291563993572240402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;31. Call of Duty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie skumałem zachwytów nad &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Medal of Honor: Allied Assault&lt;/span&gt;. Dla mnie pierwszą grą, która faktycznie dała mi namiastkę tego jak może się poczuć żołnierz na wojnie był &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Call of Duty&lt;/span&gt;. Początek gry, idziemy samotnie, tradycyjnie łupiąc Niemców. Nagle nad naszymi głowami pojawiają się samoloty, z których skaczą dziesiątki naszych towarzyszy i zaczyna się szturm. Szturm, w którym jesteśmy tylko jednym pośród wielu, nie żadnym superhero, a prawdziwym żołnierzem. Ależ to robiło wówczas wrażenie. Dziś to tylko marnie wyglądająca, zaskryptowana w banalny sposób sieczka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9or2-OD8I/AAAAAAAAAL8/uoq2x0VkuWY/s1600-h/farcry.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9or2-OD8I/AAAAAAAAAL8/uoq2x0VkuWY/s200/farcry.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291563189883768770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;32. Far Cry&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To trzeba było zobaczyć, ta plaża, te drzewa, ta woda i jeszcze te ogromne mapy! Jezu, najpiękniejsza gra jaka powstała, nie wiem, czy kiedykolwiek inna gra swoim wyglądem zrobi na mnie równie wielkie wrażenie (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crysis&lt;/span&gt; nie zrobił). Wyprzedzała swoje czasy o jakieś 3 lata i wyglądała olśniewająco nawet w niskich dość detalach. Do tego była super miodna - oprócz rewolucji w grafice, przyniosła jeszcze rewolucję w AI przeciwników wnosząc ją na poziom, któremu nawet przereklamowany &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crysis&lt;/span&gt; nie dorównał. Dziesiątki doskonałych fanowskich etapów a nawet całych kampanii sprawiły, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Far Cry&lt;/span&gt; nie znikał z mojego twardziela przez dobre 4 lata. Jak dla mnie najlepszy FPS w historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9oRwBWBFI/AAAAAAAAAL0/UxAyXX_noqQ/s1600-h/Football_Manager_2008.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 142px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9oRwBWBFI/AAAAAAAAAL0/UxAyXX_noqQ/s200/Football_Manager_2008.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291562741341226066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;33. Football Manager (wszystkie części)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gra opium. Zasysa jak odkurzacz. Jak bym miał wybrać jedną grę ma bezludną wyspę, to byłby właśnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;FM&lt;/span&gt;. Nic nie smakuje w świecie gier tak, jak robienie z kopciuszka potęgi światowej, nic nie daje większej satysfakcji niż wygranie z Wisłą na wyjeździe z MU. Gra dla maniaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9nvJIYlmI/AAAAAAAAALs/QdSDLy6D_Y0/s1600-h/stalker.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 168px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9nvJIYlmI/AAAAAAAAALs/QdSDLy6D_Y0/s200/stalker.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291562146786219618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;34. S.T.A.L.K.E.R.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cholernie niedorobiona rosyjska produkcje przenosząca nas w rejony Czarnobyla. Ale za ten klimat i liczbę zjeżonych na głowie włosów, gdy przedzierałem się nocą w burzy przez dzikie tereny lub z wyjątkową łatwością generujące poczucie lęku podziemia, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stalkerowi&lt;/span&gt; miejsce na tej liście się należy. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9nhheV05I/AAAAAAAAALk/NvFHeZ5QYKw/s1600-h/wiedzmin_box_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 143px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9nhheV05I/AAAAAAAAALk/NvFHeZ5QYKw/s200/wiedzmin_box_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291561912802595730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;35. Wiedźmin&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polska produkcja. Ale nie przemawia przeze mnie wcale patriotyzm, gdy piszę, że to zdecydowanie jedna z najlepszych gier w jakie grałem. Choć niepozbawiona wad, to wybory jakich musimy tam dokonać, wykreowanie świata gdzie wszystko różni się co najwyżej odcieniem szarości, a biel i czerń nie istnieją, to prawdziwy majstersztyk. Do tego ta fabuła, coś niesamowitego - nie mogłem dojść do siebie przez wiele minut po zakończeniu gry. Kto nie grał, niech nie grzeszy już więcej i leci do Empika;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9nTmZTZSI/AAAAAAAAALc/oElUBEYkGJI/s1600-h/hl2ep2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 160px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9nTmZTZSI/AAAAAAAAALc/oElUBEYkGJI/s200/hl2ep2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291561673605473570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;36. Half Life: Episode Two&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcale wielkim miłośnikiem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Half_life'a&lt;/span&gt; nie jestem. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;HL2&lt;/span&gt; jest owszem niezły, ale w starciu ze swoim ówczesnym przeciwnikiem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Far Cry'em&lt;/span&gt; nie ma szans. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;HL2: Episode One&lt;/span&gt; to już w ogóle odcinanie kuponów, bez pomysłu na poprowadzenie akcji. Z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Episode Two&lt;/span&gt; miało być podobnie, a wyszedł chyba najbardziej wzruszający FPS w historii. Końcówki i sceny z ojcem Alyx nie zapomnę jeszcze długo. Choć graficznie gra się mocno już posunęła, to w 2007 roku pokonała dla mnie wszystkich konkurentów w gatunku, nawet &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bioshock&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crysis&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9m2JHvlbI/AAAAAAAAALU/1VV7AfYKXu4/s1600-h/Call-of-Duty-4-Modern-Warfare-414050.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 141px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9m2JHvlbI/AAAAAAAAALU/1VV7AfYKXu4/s200/Call-of-Duty-4-Modern-Warfare-414050.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291561167530988978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;37. Call of Duty 4&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo mnie odrzuciła. Po przejściu 5-6 etapów machnąłem ręką na tego zaskryptowanego gniota. Potem do niego wróciłem przeżywając jedne z najbardziej intensywnych chwil przed kompem. Zwroty akcji, bomba atomowa i niesamowita końcówka - wszystko to właściwie nie pozwalało uwierzyć, że to tylko gra, a nie wysokobudżetowe kino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem przyszedł czas na multi. No i mnie zassało. Najpierw się dziwiłem, jak to możliwe, że ja, taki wyjadacz, tak słabo sobie radzę (zerowy stosunek fragów do własnych zejść był osiągnięciem). Z czasem było coraz lepiej, aż przyszedł czas, że nieraz jestem dwukrotnie lepszy od drugiego w kolejności gracza i zostałem zaproszony do klanu z własnym serwerem (pozdro dla ekipy |AO|). No i odkąd gram w CoDa na multi, to nie ma czasu na żadne inne gry. Nawet &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GTA IV&lt;/span&gt; przechodzę już miesiąc (polecam).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Podsumowanie:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieźle się całość rozrosła. Ale 20 lat grania to kawał życia i trochę się tego nazbierało. Jak ktoś ma ochotę pokomentować - zapraszam, pewnie każdy ma swój zestaw niezapomnianych chwil spędzonych z grami :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-8182893823899657322?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/8182893823899657322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=8182893823899657322' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8182893823899657322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8182893823899657322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/01/niezapomniane-chwile-w-grach.html' title='Niezapomniane chwile w grach'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SW9rsCdzrrI/AAAAAAAAAM0/6qkmS1xXUnY/s72-c/AnotherWorld.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-6024371236257417780</id><published>2009-01-06T14:39:00.008+01:00</published><updated>2009-01-08T10:29:58.147+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Burn After Reading / Tajne przez poufne</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SWO-m-RHZEI/AAAAAAAAALM/BHe_6hJyEwE/s1600-h/burn-after-reading.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 217px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SWO-m-RHZEI/AAAAAAAAALM/BHe_6hJyEwE/s320/burn-after-reading.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5288279964222186562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bracia &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Coen&lt;/span&gt; potrafią być bez wątpienia genialni. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fargo&lt;/span&gt; to ścisła dziesiątka moich najbardziej ulubionych filmów, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Big Lebowski&lt;/span&gt; wymiata, a &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Barton Fink&lt;/span&gt; (za którym osobiście nie przepadam) przyniósł im Złotą Palę w Cannes. Niestety XXI w. przyniósł dość dramatyczny spadek ich formy. O ile&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Człowieka, którego nie było&lt;/span&gt; dało się z przyjemnością oglądać, to poziom &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Okrucieństwa nie do przyjęcia&lt;/span&gt;, czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ladykillers&lt;/span&gt; był po prostu... nie do przyjęcia ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy spisałem ich już raczej na straty, to w 2007 roku wyskoczyli z doskonałym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;To nie jest kraj dla starych ludzi&lt;/span&gt;. Film zasługiwał na wszelkie nagrody, choć robota Coenów wydała mi się znacznie mniej warta docenienia w momencie przeczytania książki &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cormaca McCarthego&lt;/span&gt;, której to film jest adaptacją. Książka ta jest niemal gotowym scenariuszem, zaadaptowanym przez braci w skali praktycznie 1:1 (nieco zmieniona końcówka). Niemniej, choć zadanie nie było takie trudne, jak się mi pierwotnie oglądając film wydawało, to obraz ten jest naprawdę świetny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok później Coenowie, wykorzystując ponownie nakręcony hype na ich nazwisko, zaatakowali przewrotną komedią w doskonałej obsadzie -&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Tajne przez poufne&lt;/span&gt;. Oczekiwania były z pewnością mocno podkręcone i nie da się ukryć, że film ich nie spełnia. Klimatem nawiązuje raczej do wymienionych przeze mnie shitów made by Coen brothers plus tempo rodem z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bracie, gdzie jesteś?&lt;/span&gt;; na szczęście poziomem znacznie wszystkie je przewyższa. Co prawda do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Big Lebowskiego&lt;/span&gt; to jeszcze lata świetlne, ale i tak ogląda się toto przyjemnie, wciąga, wkręca i bawi. A że ulatuje z główki godzinę po zakończeniu, to już całkiem inna sprawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pitt&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Malkovich&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Clooney&lt;/span&gt; - każdy z nich ma tu swoje 5 minut i wykorzystuje je na maxa. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Frances McDormand&lt;/span&gt; (prywatnie żona Joela Coena) po raz kolejny udowodniła swój talent, ale żeby zaraz nominować ją do Złotych Globów to lekka przesada. Gdyby nie oni, film straciłby znaczny procent swojej wartości i pewnie krytycy by go zjedli. A tak dzięki nim jest fajnie, bo wygłupiający się przed kamerą Pitt najzwyczajniej w świecie przyciąga uwagę bardziej, niż gdyby na jego miejscu posadzić anonimowego aktora. Podobny efekt można było zauważyć w&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Tropic Thunder&lt;/span&gt;, gdzie wygibasy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Toma Cruisa&lt;/span&gt; wzbudzały wesołość głównie dzięki temu, że to był właśnie Tom Cruise.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądać, czy nie oglądać? Oglądać - kupa fajnej zabawy. Choć nadzieje zawiedzione, to w całościowo branym dorobku braci Coen &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tajne przez poufne&lt;/span&gt; wcale źle nie wypada. A w porównaniu do panujących w kinach komedii to już niemalże arcydzieło ;) Tak więc liczyliśmy na więcej, ale źle nie jest. Można polecić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena: &lt;br&gt;7,5/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BTW. Powieśc Cormaca McCarthego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;To nie jest kraj dla starych ludzi&lt;/span&gt; zdecydowonie polecam. Jeszcze bardziej jednak namawiam do przeczytania jego najnowszej powieści - &lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Droga&lt;/span&gt;. Jej lektura to zdecydowanie jedno z najintensywniejszych emocjonalnie przeżyć jakich może dostarczyć literatura. Zresztą nagroda Pulitzera mówi tu sama za siebie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-6024371236257417780?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/6024371236257417780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=6024371236257417780' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6024371236257417780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6024371236257417780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2009/01/burn-after-reading-tajne-przez-poufne.html' title='Burn After Reading / Tajne przez poufne'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SWO-m-RHZEI/AAAAAAAAALM/BHe_6hJyEwE/s72-c/burn-after-reading.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-715920025212938236</id><published>2008-12-31T11:38:00.005+01:00</published><updated>2008-12-31T13:34:30.971+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Flashbacks of a Fool</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVtewZ0JLTI/AAAAAAAAALE/DVUpXGtUFLo/s1600-h/flashbacks.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 302px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVtewZ0JLTI/AAAAAAAAALE/DVUpXGtUFLo/s320/flashbacks.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5285922773305732402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dziwny film. Niby nic oryginalnego, niby nie mówi o niczym odkrywczym (a nawet, tak po prawdzie, to w dużej mierze mówi o niczym), a jednak ma w sobie taki klimat, że z zainteresowaniem ogląda się go do końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bohaterem jest grany przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Daniela Craiga&lt;/span&gt; gwiazdor filmowy Joe Scott, mocno już zniszczony przez alkohol i narkotyki, do tego z karierą stojącą na skraju przepaści. Całkowicie odciął się od swojej przeszłości. Młodość spędził gdzieś w domku na skraju surowego angielskiego morskiego wybrzeża (?) - totalnie inny świat, do którego jednak zmuszony jest powrócić z powodu śmierci najlepszego, choć dawno niewidzianego przyjaciela. Jego śmierć to dla Joe zaproszenie do zatrzymania pełnego libacji pędu i przypomnienia sobie czasów sprzed uderzenia sodówy do głowy, kiedy wszystko, choć było prostsze, wcale się proste nie wydawało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponad połowa filmu to tytułowe wspomnienia głupca, flashbacki z okresu dorastania. To one są właśnie największą siła filmu. Emanują specyficzną atmosferą, lekką mgiełką nostalgii z jaką zwykle myślimy o naszej młodości. Na to nakładają świetne, specjalnie przedłużane i ilustrowane znakomitą muzyką sceny ("randka" w domu sympatii Joe) - niby nic, a jaki klimat! Nieco gorzej jest z częścią "nieflashbackową", czyli tą, w której mamy okazję oglądać grymasy nowego Bonda. Strasznie mało skomplikowana, wręcz płaska jest postać dorosłego Joe. Brakuje tu ciągłości, jakiegoś wyraźnego uczucia, że ten egocentryczny gwiazdor to ta sama osoba, którą widzieliśmy scenę wcześniej jako dwudziestolatka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą pod względem psychologicznym cały film nie robi jakiegoś szczególnego wrażenia - postaci są raczej kliszowe, a te które wydają się najbardziej interesujące (właśnie sympatia Joe oraz jego przyjaciel), są ledwie naznaczone pełną niedopowiedzeń i mało wyraźną kreską. Uznałbym to za celowy, nawet genialny zabieg, bo przecież tak właśnie, w oparciu o kilka wydarzeń i związane z nimi uczucia, często pamiętamy osoby po latach. Mizeria portretów psychologicznych postaci "w czasie teraźniejszym" filmu świadczy jednak raczej, że reżyserowi/scenarzyście brakło po prostu umiejętności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film jest dokładnie tym, co sugeruje tytuł - mamy bogatego i sławnego głupca, mamy jego czarujące klimatem wspomnienia. Nie ma tu nic wartego dyskusji, czy rozpamiętywania, poza tym właśnie klimatem. To on wynosi tę w sumie przeciętną produkcję na poziom co najmniej dobrej. To on sprawia, że o filmie pamięta się długo, choć poszczególne sceny ulatują z głowy błyskawicznie. Na leniwy wieczór znakomita propozycja, ja kiedyś do niej powrócę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-715920025212938236?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/715920025212938236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=715920025212938236' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/715920025212938236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/715920025212938236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/12/flashbacks-of-fool.html' title='Flashbacks of a Fool'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVtewZ0JLTI/AAAAAAAAALE/DVUpXGtUFLo/s72-c/flashbacks.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4325990670131662837</id><published>2008-12-29T14:30:00.006+01:00</published><updated>2008-12-29T15:40:25.779+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Dexter i Californication - end of season</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;No i się nam część seriali pokończyła. Szkoda, szkoda, szczególnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dextera&lt;/span&gt;. Czas jednak na małe podsumowanko. Będą spoilery - żeby nie było, że nie ostrzegałem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVjepPUxqrI/AAAAAAAAAK8/5FMfaVZT9OU/s1600-h/dexter_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 160px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVjepPUxqrI/AAAAAAAAAK8/5FMfaVZT9OU/s200/dexter_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5285218962788952754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Dexter&lt;/span&gt; miał bardzo solidny sezon trzeci. Było równo, interesująco i wciągająco. Kolejny raz podkreślę, że to dla mnie bezkonkurencyjny obecnie serial, na którego każdy odcinek czeka się z wytęsknieniem. Niestety troszkę się w najnowszym sezonie przeliczono z czasem. Twórcy zawiązywali akcję tak długo (ale, trzeba to podkreślić, ciekawie), że chyba nagle obudzili się z ręką w nocniku, mając 4 odcinki do końca, w czasie których trzeba całą intrygę jakoś rozwiązać. Stąd wyraźny pośpiech w końcówce i naruszenie tempa całego sezonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie byłoby może w tym nic złego, gdyby scenarzyści nieco się postarali i wysili na jakieś inteligentne/zaskakujące zwroty akcji. A tu dupa - konfrontacja Dextera z Miguelem Prado, zamiast pojedynku dwóch przebiegłych (i morderczych) lisów, to kolejna, wypruta z emocji egzekucja wykonana przez Dexa. W przypadku Skinnera tymczasem przegięto w drugą stronę, robiąc z Dextera łamiącego sobie łapy Rambo i całą finałową sekwencją ostro nadwyrężając tolerancję widza na głupoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, choć to pokazuje, że 12 odcinków to może być nieco za mało na sprawne poprowadzenie intrygi. Ogólnie sezon trzeci przez cały czas ostrzy apetyty na wyśmienitą końcówkę, po czym rzuca na pożarcie padlinę. Nieco się boję, że prawdziwy kryzys przyjdzie wraz z sezonem czwartym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVjeojiaNmI/AAAAAAAAAK0/W_thxAn4IvQ/s1600-h/californication.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVjeojiaNmI/AAAAAAAAAK0/W_thxAn4IvQ/s200/californication.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5285218951034975842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Californication&lt;/span&gt; z kolei począwszy od pierwszego odcinka drugiego sezonu staczał się w błyskawicznym tempie po równi pochyłej, prosto w otchłań bezsensownych seksualnych ekscesów i łamania kolejnych tabu. Za krzty fabuła nie ma już tu sensu, ni żadnej celnej obserwacji nawet. Ot, jazda od jednej głupiej sceny do drugiej. Końcówka nie wniosła tu żadnej zmiany, poza lekkim wrażeniem, że autorzy chyba zdali sobie nieco sprawę, że przeholowali i serial im się wyrwał spod kontroli. Wiele jednak z tego nie wynikło (nieco mnie seksu, więcej fabuły), do tego na sam koniec jesteśmy w dość nietrzymający się kupy sposób informowani, że Karen w następnym sezonie nie będzie. Tak więc Hank sam, z córą i Kalifornią pełną myszek nie zbrukanych jeszcze jego, zapewne niejedno świństwo już przenoszącym ptaszkiem - ja chyba sobie odpuszczę.&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4325990670131662837?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4325990670131662837/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4325990670131662837' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4325990670131662837'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4325990670131662837'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/12/dexter-i-californication-end-of-season.html' title='Dexter i Californication - end of season'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SVjepPUxqrI/AAAAAAAAAK8/5FMfaVZT9OU/s72-c/dexter_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4693995995439109067</id><published>2008-12-16T20:26:00.006+01:00</published><updated>2008-12-17T10:18:06.381+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Incredible Hulk</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SUgo9-CfFwI/AAAAAAAAAKs/axTNobaipfM/s1600-h/incredible-hulk-poster-big.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SUgo9-CfFwI/AAAAAAAAAKs/axTNobaipfM/s320/incredible-hulk-poster-big.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5280515608182462210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie zakumam czemu filmowcy spośród tylu superbohaterów upodobali sobie Hulka. Wielki, zielony, wnerwiony ogr jest czymś tak pociesznym, że naprawdę nie wyobrażam sobie obrazu, w którym przemiana w Hulka nie będzie wyglądać żenująco dziecinnie. Tutaj po prostu nic pomóc nie może.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórcy najnowszej ekranizacji tego komiksu zdawali sobie chyba z tego sprawę, postarali się więc wykorzystać wszelkie środki, by ich dzieło jednak jakąś estymę miało. Do roli biednego zmutowanego doktorka zatrudniono więc&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Edwarda Nortona&lt;/span&gt; (oj zaczyna się on na drobne rozmieniać ostatnio), a jego największego antagonistę gra niewiele mniej utalentowany &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tim Roth&lt;/span&gt;. Długo też zwlekano z momentem pojawienia się bestii w pełnej krasie na ekranie. Najpierw mamy ciekawą scenę z oczu Hulka, a potem dużo czasu na przyjrzenie się Nortonowi. I trzeba przyznać, że film da się bez bólu w tych fragmentach oglądać. Od momentu jednak, kiedy widzimy przepoczwarzenie w zielonego olbrzyma po raz pierwszy, jest już z każdą minutą gorzej i gorzej, aż do dość groteskowej finałowej walki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile w nowym Batmanie czy Iron Manie komiksowa otoczka nadaje filmowi atrakcyjności, tak tu odziera ona film z resztek wartości, zostawiając nas tylko z plastikowymi, zaskakująco sztucznymi efektami specjalnymi. Dzieje się dużo, ale nawet helikopter lecący na tle miasta rzuca się w oczy swoją nienaturalnością, a każde spojrzenie na twarz Hulka przypomina nam wyraźnie, że to tylko daleki krewny Shreka z pomarszczoną wyrazem złości mimiką. Pod względem efektów film tkwi momentami jeszcze w XX wieku. A ponieważ poza nimi niewiele ma do zaoferowania, całość wypada bardzo biednie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo wysiłków, by &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Incredible Hulk&lt;/span&gt; podążył trendem rosnącego poziomu komiksowych ekranizacji, tak naprawdę nie wyrasta on wiele poza poziom wcześniejszych &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Spidermanów&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;X-Manów&lt;/span&gt;, gdzie akcja i efekty miały pierwszeństwo przed całą resztą. Szkoda talentu Nortona na takie filmy (Roth dla odmiany mógł sobie troszkę poszaleć) i w sumie szkoda też czasu, by je oglądać. Nie wątpię jednak, że miłośnicy komiksów będą bardziej przychylni względem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hulka&lt;/span&gt;. W końcu wystarczy sprytne końcowe zawiązanie wątku z Iron Manem, by wykupić u nich duży kredyt zaufania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;4/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4693995995439109067?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4693995995439109067/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4693995995439109067' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4693995995439109067'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4693995995439109067'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/12/hulk.html' title='Incredible Hulk'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SUgo9-CfFwI/AAAAAAAAAKs/axTNobaipfM/s72-c/incredible-hulk-poster-big.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-1462272605050355503</id><published>2008-12-13T11:35:00.006+01:00</published><updated>2008-12-16T16:39:40.204+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Lars and the Real Girl</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SUfLl6L02JI/AAAAAAAAAKk/IA2f3tryqCg/s1600-h/lars_and_the_real_girl_movie_poster_onesheet.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 216px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SUfLl6L02JI/AAAAAAAAAKk/IA2f3tryqCg/s320/lars_and_the_real_girl_movie_poster_onesheet.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5280412940249651346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lars to dwudziestoparoletni chłopak mający dość poważne problemy psychiczne. Unika ludzi, nie lubi towarzystwa i wręcz cierpi fizyczny ból, gdy ktoś go dotyka. Ale ma też instynkt, który podpowiada mu, że jak nie możesz się zbliżyć do człowieka, to zbliż się do... lalki. Tytułowa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;real girl&lt;/span&gt; to piękny produkt przemysłu erotycznego. Blanka, bo tak nazywa ją Lars, zostaje przedstawiona światu całkowicie serio, jako upośledzona fizycznie misjonarka z Brazylii. Syntetyczno-ludzka tytułowa para zakochuje się w sobie bezgranicznie...;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brzmi idiotycznie? I poniekąd takie jest, ale o dziwo ten film to nie typowa komedia sytuacyjna (choć naprawdę zabawnych sytuacji tu nie brakuje) - to raczej komedio-dramat w klimacie skandynawskim. Właściwie, gdyby nie język angielski i częściowo znana obsada, to powiedziałbym, że to kolejna norweska czy duńska produkcja. Wszystko przypomina tu kino Północy Europy: śnieżna pogoda, mała zasypana wioska, mało atrakcyjni fizycznie ludzie, humor i pewien spokój oraz harmonia wyczuwane w powietrzu. Jedyne co każe pamiętać nam, że mamy do czynienia z kinem amerykańskim, to naiwna (choć ładnie wpisująca się w ten obraz) wiara w siłę zorganizowanej społeczności, gotowej się zjednoczyć bez mrugnięcia okiem, bez względu na to jak kretyńskie zadanie przed nią stoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć zdecydowanie nie takiego filmu się spodziewałem, to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lars and Real Girl&lt;/span&gt; bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Kilka razy można solidnie się pośmiać, kilka razy wzruszyć, całość jest naprawdę niegłupia i bardzo sympatyczna. Do tego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ryan Gosling&lt;/span&gt; w roli Larsa potwierdza swoją wszechstronność i nietuzinkowość. Brawo. Jedyne co może przeszkadzać, to ta naiwność i stosowanie uproszczeń, ale przecież to film o gumowej lalce, więc takie rzeczy są nie do uniknięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam ten film szczególnie lubiącym specyfikę kina skandynawskiego, ale i inni nie będą narzekać. Jak dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Przewrotne użycie atrybutu kultury niskich lotów w filmie dość szeroko czerpiącym ze zdobyczy psychologii wyszło nad wyraz dobrze, tworząc oryginalną, a przy tym łatwostrawną produkcję. Zdecydowanie coś , co warto mieć na płytce ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-1462272605050355503?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/1462272605050355503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=1462272605050355503' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1462272605050355503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1462272605050355503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/12/lars-and-real-girl.html' title='Lars and the Real Girl'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SUfLl6L02JI/AAAAAAAAAKk/IA2f3tryqCg/s72-c/lars_and_the_real_girl_movie_poster_onesheet.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-3432355123557053173</id><published>2008-11-24T20:55:00.004+01:00</published><updated>2008-11-25T11:25:57.063+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Tropic thunder / Jaja w Tropikach</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SSvSkKu8ZzI/AAAAAAAAAKc/ID7qvrgu3Bc/s1600-h/Tropic_Thunder_Poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 228px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SSvSkKu8ZzI/AAAAAAAAAKc/ID7qvrgu3Bc/s320/Tropic_Thunder_Poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5272539307565672242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po raz pierwszy od baaardzo długiego czasu dałem się skusić na bzdurną z definicji amerykańską komedię. Na zasadzie: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Robert Downey Jr.&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tom Cruise&lt;/span&gt; i niezłe recenzje? - no dobra, dam mu szansę. Lepiej byłoby jednak, gdybym zaufał intuicji zapalającej wielkie czerwone światło na sam dźwięk tytułu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jaja w Tropikach&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyserem jest największa chyba obecnie gwiazda amerykańskiej komedii (obok Adama Sandlera) - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ben Stiller&lt;/span&gt;, który obsadził się zresztą też w głównej roli. Gościa nie lubię, nie kumam o co w ogóle z nim chodzi, tak samo zresztą jak nie kumałem fenomenu wczesnego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jima Carrey'a&lt;/span&gt; (którego zresztą po &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Truman Show&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zakochanym bez pamięci&lt;/span&gt; bardzo lubię). W każdym razie Stiller najwyraźniej jest lubiany nie tylko przez widzów, bo w swoim filmie zgromadził całą plejadę głośnych nazwisk. Ich liczby pozazdrościłby niejeden reżyser z "nazwiskiem". Obok wspomnianej dwójki mamy tu też &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nicka Nolte&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jacka Blacka&lt;/span&gt;, czy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Matthew McConaughey&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obsada robi wrażenie. Podobnie wrażenie robi rewelacyjny początek filmu. Pomysł z przedseansowymi trailerami jest super i zwiastuje naprawdę świeży humor. Potem jest już równia pochyła - od śmiesznej parodii &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Plutonu&lt;/span&gt; po totalnie kretyńską końcówkę próbującą łączyć motywy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czasu Apokalipsy&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rambo&lt;/span&gt;. Tak, Wietnamu jest tu dużo, masa nawiązań do klasyki zarówno tej z górnej półki, jak i kina typowo rozrywkowego. Ludzie na forach rozpływają się w zachwytach nad wplecionymi w akcję cytatami, poszczególnymi scenami itd., itp. O amerykańskich filmach o wojnie wietnamskiej pisałem magisterkę, więc podejrzewam, że takich smaczków wychwyciłem więcej niż przeciętny, czy nawet dość obeznany widz. Do tego film ten jest generalnie o kręceniu filmów, więc nie brakuje tu często celnych i ciętych uwag na temat Hollywood, tamtejszego stylu życia, gwiazd ekranu i całego przemysłu filmowego. I wiecie co? A nic, bo co mi po parodii, jak jest ona nieudolna i zamiast śmieszyć wywołuje uśmiech politowania? Co mi po kilku niezłych tekstach, sprytnych nawiązaniach i naprawdę dowcipnych momentach, jak poprzedzielane są długimi fragmentami w czasie których zastanawiałem się po co ja jeszcze oglądam tę głupotę? I wreszcie, co mi po świetnej obsadzie, jak w dużej mierze jest wrzucona na siłę, dla nazwiska i nie ma nic do zagrania, a wręcz wkurza niemożliwie (Black!!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Honor trzeba oddać Downey'owi i Cruise'owi - są świetni. Robert potwierdza po raz kolejny swoją klasę i jest znakomity w roli wielkiej nagradzanej Oscarami gwiazdy, aktorskiego maniaka, który jest nawet w stanie zmienić kolor swojej skóry (operacyjnie), by tylko lepiej wczuć się w graną postać. Tom z kolei spróbował zawalczyć ze swoim obecnym emploi zadufanego scjentologicznego dupka. W jego wykonaniu nadpobudliwy, mający wszystko i wszystkich gdzieś producent potrafi naprawdę rozbroić :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu zrecenzowałem sensację pod tytułem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Street Kings&lt;/span&gt;. Film ten wielu się podobał, choć tak naprawdę był wyjątkowo przeciętny. Jego jedyną zaletą był chyba tylko brak sensownej konkurencji. Mam wrażenie, że podobnie jest z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jajami w Tropikach&lt;/span&gt;. Na bezrybiu i rak ryba ;) Ludzie podniecają się kilkoma faktycznie dobrymi scenami, sprytnie wplecionymi nawiązaniami do klasyki o wojnie wietnamskiej, tracąc z oczu ogólny obraz, że film ten to tak naprawdę 2 godzinny wieczór z kabaretem, na którym na 15 wykonawców śmiesznych był jeden, a i ten umiarkowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-3432355123557053173?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/3432355123557053173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=3432355123557053173' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3432355123557053173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3432355123557053173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/11/tropic-thunder-jaja-w-tropikach.html' title='Tropic thunder / Jaja w Tropikach'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SSvSkKu8ZzI/AAAAAAAAAKc/ID7qvrgu3Bc/s72-c/Tropic_Thunder_Poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-8279200847245554343</id><published>2008-11-18T07:03:00.007+01:00</published><updated>2008-11-18T08:23:43.320+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>WALL-E</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SSJtbvLBz5I/AAAAAAAAAKU/JxSDu6ZMhvg/s1600-h/walle.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SSJtbvLBz5I/AAAAAAAAAKU/JxSDu6ZMhvg/s320/walle.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5269894837263519634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z pozoru &lt;font style="font-style: italic;"&gt;WALL-E&lt;/font&gt; to taka utrzymana w lekkim retrofuturyzmie bajeczka o dwóch zakochanych w sobie robocikach. Faktycznie ta bajka to jedna z przyjemniejszych opowiastek o miłości powstałych ostatnimi czasy, połączona z rewelacyjną wręcz satyrą nad skutkami naszej postępującej technologizacji. To chyba najlepszy mix rozrywki dla dzieci i przesłania dla dorosłych współczesnej animacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest bardzo prosta i pewnie każdy zainteresowany już o niej słyszał. Mamy uroczego robocika WALL-E (bez dwóch zdań wzorowanego na bohaterze &lt;font style="font-style: italic;"&gt;Krótkiego spięcia&lt;/font&gt;), który powstał, by oczyszczać nasz świat z odpadków. No i sobie ten nasz świat sprząta, nie bacząc na to, że ludzi od 700 lat już na nim nie ma - część opuściła Ziemię, reszta została pośrednio zabita przez góry śmieci, którymi zasyfili całą planetę. Spokojne i monotonne życie WALL-E zmieni się jednak diametralnie, gdy jego terytorium nawiedzi nadpobudliwa sonda płci żeńskiej, o wdzięcznym imieniu EVE - wysłana w celu sprawdzenia, czy są na Ziemi jakieś oznaki życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo ten filmik, choć zadziwia technicznym kunsztem, wydaje się raczej dość infantylną opowiastką dla dzieciaków mających &lt;10 lat. Szybko jednak nabiera tempa, raz po raz zaskakując celną obserwacją. Ilość odniesień do naszej rzeczywistości i niezliczone nawiązania do klasyki sci-fi wywołują nieustające jarzenie się michy. Śmiejąc się jednak z tych bezwolnych grubasów podświadomie gdzieś czujemy, że wcale wiele nam do nich nie brakuje... Oj, naprawdę odważny to film i autorom należą się brawa za umieszczenie podobnych wątków w, co by nie mówić, bajce dla dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podziwiając tło historii nie można zapomnieć, że jej główną osią jest rodzące się uczucie między WALL-E a EVE. Choć te robociki nie potrafią wymówić nic poza swoimi imionami, a twórcy filmu wykorzystali tu zgrane raczej motywy, to i na tym polu jest świetnie. Naprawdę parę momentów jest rozbrajających i wstyd się przyznać, ale ja, stary już chłop, na tej opowiastce o dwóch blaszakach co najmniej trzykrotnie ostro walczyłem, by sobie nie połkać ze wzruszenia. Zresztą taki rozczulający nastrój utrzymuje się jeszcze długo po napisach końcowych (skądinąd też świetnych).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponoć każde dziecko wybiera sobie 2-3 filmy, których wspólnym oglądaniem katuje potem rodziców kilkadziesiąt razy. Jak już się dorobię dzieciaka, będę robił wszystko, by dla niego takim filmem stał się WALL-E :) Historię automatu sprzątającego i jego śnieżnobiałej wybranki pewnie mógłbym oglądać z przyjemnością jeszcze niejeden raz. Jak dla mnie bomba. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Moja ocena:&lt;br /&gt;9/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-8279200847245554343?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/8279200847245554343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=8279200847245554343' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8279200847245554343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8279200847245554343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/11/wall-e.html' title='WALL-E'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SSJtbvLBz5I/AAAAAAAAAKU/JxSDu6ZMhvg/s72-c/walle.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2697557745285392307</id><published>2008-11-10T11:56:00.009+01:00</published><updated>2009-05-22T09:58:25.783+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRgfJdLfdHI/AAAAAAAAAJ8/4Km_2Tj74y0/s1600-h/indiana-jones-kingdom-crystal-skull.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 270px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRgfJdLfdHI/AAAAAAAAAJ8/4Km_2Tj74y0/s400/indiana-jones-kingdom-crystal-skull.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266994011521905778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Biedny Indy. Tyle lat mówiono, że będzie wskrzeszany i w końcu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lucas&lt;/span&gt; ze &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Spielbergiem&lt;/span&gt; dopięli swego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic to, że &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Harrison Ford&lt;/span&gt; zbliża się do 70-tki i wygląda nawet jak dziadek swej własnej żony (Ally McBeal) - Indiana być musi i tyle. Że stary? Trudno, zrobimy z niego dziarskiego staruszka i dodamy młodą męską gwiazdkę dla równowagi (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Shia LaBeouf&lt;/span&gt;). Mało tego, nawet damy mu doświadczoną przez życie weterankę serii (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Karen Allen&lt;/span&gt;), co by sobie przed śmiercią jeszcze pobzykał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenariusz? A po co Ci scenariusz? Weźmy kilka zgranych motywów z poprzednich części i wiesz co..., pofolgujmy swoim perwersjom. Ty Spielberg wsadź tych swoich ulubionych obcych. Że nie pasują do Indiany? No co ty, wymyślimy jakąś bzdurną historyjką, bez ładu i składu, ale alieny będą. Ty Lucas wsadź swoje ulubione maskotki. W końcu od królowania na ekranie Ewoków i Jar-Jara tyle czasu upłynęło, że nie masz czym się już rajcować. Taki bidniutki jesteś, że damy ci aż dwa typy zwierzątek na raz: świstaki i małpki. Fajniutkie i słodkie. Szczęśliwi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wiecie co, może ubzdurnijmy to jeszcze bardziej. Jaka najbardziej absurdalna sytuacja przychodzi wam do głowy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spielberg: Wybucha bomba atomowa, Jones wchodzi do lodówki.&lt;br /&gt;Lucas: Jones idzie do ruin, a tam nagle pojawia się stado walczących za pomocą kung-fu mikro-indian, którzy nie chcą go przepuścić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wow chłopaki, wy to macie wyobraźnię, załatwione. Jak coś wam się jeszcze przypomni to dajcie znać, wsadzimy to do scenariusza już na planie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak mniej więcej nowy Indiana wygląda. Jakieś zalety? No momentami czuć przyjemny klimacik poprzedników, mamy tą samą muzę, no i Indy to Indy, wiek tego nie zmieni. Cała reszta niestety wygląda dość zatrważająco i wybaczyłbym to, gdyby to była jakaś &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mumia&lt;/span&gt;, ale nie przygody archeologa, który był jedną z filmowych postaci mających największy wpływ na moje zainteresowanie kinem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panom Spielbergowi i (szczególnie) Lucasowi już dziękujemy. Szczerze im życzę spełnienia marzeń, czyli porwania przez UFO i bolesnych eksperymentów przeprowadzanych przez szarych obcych z wielkimi oczami (Spielberg) oraz obudzenia się w świecie przepełnionym przeróżnymi pluszowymi i nie tylko zwierzątkami, które chciałyby się tylko tulić, będąc przy tym rozbrajająco dziecinnymi (Lucas) - najlepiej niech ten przytulankowy świat będzie otoczony drzwiami pozbawionymi klamek i wymalowany na urocze, cieplutkie kolorki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;4/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BTW. na temat nowego Indiany powstał niezły epizod &lt;span style="font-style: italic;"&gt;South Parku&lt;/span&gt;, który dość dobitnie pokazuje co panowie L&amp;amp;S zrobili naszemu archeologowi. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.southparkstudios.com/episodes/187260/&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2697557745285392307?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2697557745285392307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2697557745285392307' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2697557745285392307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2697557745285392307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/11/indiana-jones-i-krlestwo-krysztaowej.html' title='Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRgfJdLfdHI/AAAAAAAAAJ8/4Km_2Tj74y0/s72-c/indiana-jones-kingdom-crystal-skull.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2759237529868943202</id><published>2008-11-03T20:30:00.008+01:00</published><updated>2008-11-07T21:50:44.545+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Serialowy pół(ćwierć)metek</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Regularnie oglądam kilka seriali, co jakiś czas próbuję czegoś nowego, o czym jest aktualnie głośno. Serialowy sezon trwa w najlepsze. Odcinków nowej serii była już chyba wystarczająca ilość, by pokusić się o wstępną ocenę trwającego sezonu. Na koniec kilka słów o tytułach, którym dawałem w ostatnim czasie szansę – jednemu się udało, innym nie, uzasadnię dlaczego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciągający, stojący na dobrym poziomie i posiadających wyrazistych bohaterów serial to prawdziwy skarb, który daje wielokrotnie więcej radochy (do tego rozłożonej w czasie) niż nawet porządny rozrywkowy film. Problem z oceną seriali jest jednak taki, że odbieramy nowy sezon przez pryzmat poprzednich. A że utrzymanie formy przez 3-4 sezony to wielka sztuka, widzimy na przykładzie niemal każdego tytułu. Dlatego kolejną serię niezłego tytułu, choć na tle innych seriali jest obiektywnie dobry, możemy oceniać źle właśnie dlatego, że nie dorasta do pięt poprzednikom. Zachęcam więc do komentowania – z pewnością nie wszyscy się ze mną zgodzą.  A jeżeli znacie tytuł warty poświęcenia tej godziny tygodniowo – czekam na propozycję &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Californication&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpYadbI2I/AAAAAAAAAJ0/lU4iAZY4UZY/s1600-h/californication-to-abc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpYadbI2I/AAAAAAAAAJ0/lU4iAZY4UZY/s200/californication-to-abc.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266020101187642210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Recenzję pierwszego sezonu zamieściłem swego czasu na tym blogu. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt; wywarło na mnie ogromne wrażenie lekkością, dystansem, humorem i świetnym przedstawieniem relacji między parą bohaterów. Więź łącząca Hanka (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;David Duchovny&lt;/span&gt;) z jego byłą partnerką Karen (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Natascha McElhoe&lt;/span&gt;) była wręcz namacalna – coś rzadko oglądanego nawet w wielkich filmach, tu udawało się mimochodem. Tyle, że dwunastoodcinkowy serial stanowił pewną zamkniętą całość. Ewentualny ciąg dalszy, by mieć rację bytu musiałby opierać się na nieco innej formule. Tymczasem autorzy wyszli z założenia typowego dla wielu twórców sequeli – dajmy widzom to, co podobało się w części pierwszej, ale pomnożone wielokrotnie i podane w jeszcze bardziej efektownej formie. Oczywiście dzieje się to zazwyczaj kosztem innych części składowych pierwowzoru, które w równym, jak nie większym stopniu decydowały o jego sukcesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak drugi sezon &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt; jest jeszcze bardziej zboczony, szokujący i przepełniony seksem niż sezon premierowy. Pełno tu golizny, obscenicznych scen i momentów, których zadaniem jest tylko bycie kontrowersyjnymi. To co było ciekawym i świeżym uzupełnieniem głównego wątku poprzedniej serii, tu wyszło zdecydowanie na plan pierwszy. Ofiarą tego padło najważniejsze – sens serialu. Ponieważ próba ułożenia sobie wspólnego życia przez Hanka i Karen raczej kontrowersjom nie sprzyjała, twórcy więcej miejsca zaczęli poświęcać znajomym bohaterów przekształcając ich postaci w wiecznie zaćpane i myślące tylko o seksie kukły. Kiedy i ta formuła się wyczerpała (wystarczyły na to cztery odcinki), zrobiono zwrot w akcji właściwie sprowadzając ją do punkty wyjścia całego serialu. Wszystko po to, by dalsze ekscesy Hanka miały uzasadnienie. O ile siłą napędową pierwszego sezonu była próba poradzenia sobie Hanka ze stratą Karen i walka o jej odzyskanie, tak tu właściwie nie ma nic, co mogłoby taki ciężar pociągnąć. Ot przechodzenie od jednej głupiej sceny do kolejnej, od czasu do czasu z przerwą na naprawdę fajny moment. Jeżeli tak ma wyglądać cała seria, na następny sezon najzwyczajniej w świecie nie widzę już miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Dexter&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSo-0OoJyI/AAAAAAAAAJc/d7gxi9NHjCM/s1600-h/Dexter_main.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 160px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSo-0OoJyI/AAAAAAAAAJc/d7gxi9NHjCM/s200/Dexter_main.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266019661428303650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W przypadku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dextera&lt;/span&gt; już do drugiego sezonu podchodziłem z rezerwą. O dziwo okazał się jeszcze lepszy niż sezon startowy. W takim razie trzeci sezon z pewnością dobry okazać się już nie mógł. A jednak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorzy serialu ponownie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Od razu rzuca się w oczy, że mieli pomysł, co dalej z losami Dextera począć. By uniknąć wtórności umiejętnie ograniczyli jedne wątki na rzecz innych, wprowadzili nowych, ciekawych bohaterów (świetny &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jimmy Smits&lt;/span&gt;). Co jednak najważniejsze, nie popełnili też grzechu typowego dla innych wielosezonowych produkcji – chodzi mi o eksponowanie akcji kosztem psychologii postaci. W dalszym ciągu to świetnie wyreżyserowana i zagrana opowieść o seryjnym mordercy, który coraz lepiej radzi sobie z udawaniem życia szarego człowieka, co jednak przysparza mu nowych kłopotów. Podobnie jak dość niespodziewany sojusznik w jego poczynaniach, posiadający zresztą nie mniejsze niż Dexter problemy z samym sobą. Nie chcę spoilować akcji, dlatego ograniczę się do stwierdzenia, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dexter&lt;/span&gt; to zdecydowanie najlepsze, co ma obecnie do zaoferowania amerykańska telewizja (przynajmniej z tego co widziałem) i chyba nie ma drugiego serialu, który trzymałby tak równą formę przez sezony. Zdecydowanie polecam, w serialowej klasyfikacji to mój number one.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:130%;" &gt;Heroes&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpRk3Z7tI/AAAAAAAAAJs/Q_X2y1zcvJs/s1600-h/heroes_title_card.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 174px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpRk3Z7tI/AAAAAAAAAJs/Q_X2y1zcvJs/s200/heroes_title_card.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266019983721885394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Serial o superbohaterach wydawał mi się głupi z zasady i musiałem usłyszeć/przeczytać dużo pozytywnych opinii zanim się za niego zabrałem. A jak już się zabrałem to nie mogłem się oderwać :) Pierwszy sezon był super – totalnie świeże i niekomiksowe spojrzenie na ludzi posiadających nadprzyrodzone moce. Drugi sezon niestety został mocno naznaczony strajkiem scenarzystów i kretyńskim wątkiem o przygodach Hiro w średniowiecznej Japonii. Mimo wszystko do sezonu trzeciego podchodziłem z optymizmem – mając gotowych i ciekawych bohaterów wystarczyło osadzić ich w ciekawej opowieści. A o taką w świecie supermocy przecież nietrudno, należało tylko zatrudnić sprawnego scenarzystę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki jednak najwidoczniej się nie znalazł. Przekombinowano i to znacznie. Zamiast ciekawej rozwojowej fabuły mamy kompilację kilkunastu wątków połatanych grubymi nićmi, przez co słabo trzymających się kupy i do tego zmieniających się jak w kalejdoskopie. Pojawia się nowa tajemnica, ledwo zaczniemy myśleć, o co tu chodzi, a już dostajemy jej rozwiązanie połączone z kolejną nowością. I tak w kółko, bez ładu i składu, w formie przypominającej dziwaczny serialowy teledysk. Za dużo tu atrakcji, za mało sensu. Wszystko to powoduje, że właściwie nie można się zaangażować w opowiadaną opowieść, a kolejne zwroty akcji wita się najwyżej obojętnym ziewnięciem. Szkoda, szkoda, bo naprawdę ten serial to materiał na rozrywkowy hicior. A tak z każdym kolejnym odcinkiem noszę się z zamiarem rzucenia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Heroesów&lt;/span&gt;, tak jak swego czasu przerwałem oglądanie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prison Breaka&lt;/span&gt;. Pewnie do końca sezonu dotrwam, ale bardziej z przyzwyczajenia i sympatii do postaci niż faktycznej wartości serialu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą chyba nie tylko ja mam takie zdanie o nowych Hirołsach, bo dopiero co wywalono głównych producentów serialu - trzymającym kasę nie podobał się kierunek w jakim zmierzał. I dobrze, niech spadają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gotowe na wszystko&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpH_DTB_I/AAAAAAAAAJk/WNeh0o9twNA/s1600-h/desperate_housewives.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpH_DTB_I/AAAAAAAAAJk/WNeh0o9twNA/s200/desperate_housewives.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266019818952394738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Sezon czwarty&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Gotowych&lt;/span&gt; kończył się krótką sceną przedstawiającą nasze bohaterki po pięciu latach od oglądanych wydarzeń. Średnio mi się ta wizja podobała, miałem więc nadzieję, że to tylko taka ciekawostka, a nie zaczyn do sezonu piątego. Myliłem się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc oglądamy wydarzenia po pięciu latach. W życiu desperatek sporo się zmieniło, ot chociażby Gabrielle urodziła dwa pulchne potworki, Susan nie jest już z Mike’m, a Bree z kury domowej stała się kobietą sukcesu. Nie byłem przekonany do tego pomysłu, ale już pilot nowego sezonu pokazywał, że to zmiana w dobrym kierunku, działająca ożywczo na cały serial. W gruncie rzeczy to stare dobre &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gotowe na wszystko&lt;/span&gt;, wcale nie gorsze od wcześniejszych odcinków, co w przypadku piątego sezonu wydaje mi się dużą sztuką. Mało tego, w pewnych elementach nawet poprzednie sezony przewyższa. Sezon premierowy wybił się na łączeniu wątku sensacyjnego (będącego jednocześnie przewodnim) z typową satyrą obyczajową. Ten wątek sensacyjny był potem powielany w każdym sezonie, zazwyczaj z miernym skutkiem. A tu proszę - ma on wreszcie sens i nawet wciąga. Brawa, polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Scrubs&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSocm0cweI/AAAAAAAAAJM/5pyNWhLrIs4/s1600-h/scrubs.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSocm0cweI/AAAAAAAAAJM/5pyNWhLrIs4/s200/scrubs.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266019073713291746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Scrubs&lt;/span&gt; (czy jak chcą polscy spece od tytułów - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hoży doktoży&lt;/span&gt;) ma już całą masę sezonów. Ja zabrałem się do serialu niedawno, przetrawiłem sezon pierwszy i jest fajnie :) Bezkompromisowa, zakręcona jak rondo w Będzinie komedia, pełna surrealistycznych gagów. Nie każdemu ten typ humoru będzie odpowiadał, sam musiałem się przyzwyczaić, ale jak już się przywyknie to jest git :) Taki 20-minutowy odstresowywacz. Warto poznać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fringe&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSostihRDI/AAAAAAAAAJU/JjvV4TWCRkU/s1600-h/fringe_poster_figure.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 135px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSostihRDI/AAAAAAAAAJU/JjvV4TWCRkU/s200/fringe_poster_figure.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5266019350395044914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zapowiadany szeroko nowy serial &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;JJ Abramsa&lt;/span&gt; miał wszystkich zmieść z powierzchni ziemi. Widziałem pilot i zmiotłem go szybko do twardzielowego kosza. Jest tajemnica, są nadprzyrodzone moce, spiski i inne atrybuty poX-filesowe. Nie ma jednak za krzty sensu i napięcia. Tak złego pilota chyba jeszcze nie widziałem. Trzeba naprawdę mieć duże zaparcie, żeby włączyć po nim drugi odcinek. Ale jak twierdzi kolega m010ch na swoim blogu (&lt;a href="http://m010ch.blogspot.com/2008/10/szau-nie-ma.html"&gt;http://m010ch.blogspot.com/2008/10/szau-nie-ma.html&lt;/a&gt;), ponoć potem się rozkręca i ogólnie zacisnąć zęby warto. Chyba jednak dam sobie spokój, ewentualnie powrócę do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fringe&lt;/span&gt;, jak inne seriale się pokończą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Podsumowując:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest średnio na jeża. Świetny &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dexter&lt;/span&gt;, niezłe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gotowe&lt;/span&gt;, dołujący coraz bardziej z każdym odcinkiem&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Californication&lt;/span&gt; (no scena przy kręceniu Vaginatown to już dla mnie przegięcie), totalnie wyrwani spod kontroli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Heroesi&lt;/span&gt; i na deser niezłe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Scrubs&lt;/span&gt; - szału nie ma. Ciekawe czy&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Lost&lt;/span&gt;, który przecież niebawem nadejdzie, będzie dalej pikował w  dół, czy jednak nieco się podniesie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2759237529868943202?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2759237529868943202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2759237529868943202' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2759237529868943202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2759237529868943202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/11/serialowy-pwiermetek.html' title='Serialowy pół(ćwierć)metek'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SRSpYadbI2I/AAAAAAAAAJ0/lU4iAZY4UZY/s72-c/californication-to-abc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2925238588699503821</id><published>2008-10-05T09:06:00.018+02:00</published><updated>2008-10-10T08:42:26.163+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gry'/><title type='text'>Mass Effect</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4BWGwyTgI/AAAAAAAAAIk/NU9taE4NRx0/s1600-h/ME.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4BWGwyTgI/AAAAAAAAAIk/NU9taE4NRx0/s320/ME.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255139294471933442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z góry uprzedzam, że uwielbiam RPG-i. Dwie pierwsze części &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallouta&lt;/span&gt; uważam za najlepsze gry jakie powstały,&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Baldur's Gate'y&lt;/span&gt; znam na pamięć, a &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Planescape Torment&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Arcanum&lt;/span&gt; to dla mnie klasyka nie do pobicia. Takie obeznanie w dużej mierze warunkuje moją ocenę współczesnych gier z tego gatunku. Z wydanych w ostatnim czasie jedynie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiedźmin&lt;/span&gt; całkowicie spełnił (a nawet przekroczył) moje nadzieje na porywającą i nieliniową rozgrywkę. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;KOTOR&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oblivion&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gothic 3&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Neverwinter Nights 2&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jade Empire&lt;/span&gt; - wszystkie zrażały mnie porządnie w takim czy innym aspekcie i choć część z nich ukończyłem, to odbyło się  to w bólach i tylko po to, by nie uważać spędzonego wcześniej z grą czasu za całkowicie stracony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mass Effect&lt;/span&gt; porażał od momentu pojawienia się w sieci pierwszych filmików z tej produkcji. Wreszcie szykował się prawdziwy role-play bez orków, krasnoludów czy innych posttolkienowskich gatunków. Kosmiczny rozmach, w oprawie godnej XXI wieku i z niesamowitym, "dorosłym" klimatem. Niby coś podobnego oferowały wcześniej dwie części &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Knights of the Old Republic&lt;/span&gt; - tam jednak powtarzalność lokacji i kilka innych upierdliwych elementów skutecznie zniechęciły mnie do dalszej gry. Tych wad &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mass Effect&lt;/span&gt; miał być pozbawiony i faktycznie - pierwsze recenzje wersji na konsole (na pecety ME wyszedł z rocznym opóźnieniem) były entuzjastyczne (choć trzeba przyznać, że i błędy pewne wytykały). Wiadomo jednak, że to co robi wrażenie na konsolach, na komputerach stacjonarnych często powoduje raczej uśmiech politowania (vide &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Halo&lt;/span&gt; na przykład), na konwersję czekałem więc z niepewnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mass Effect&lt;/span&gt; w wersji na PC już jest i... oczekiwania spełnia. Wart jest rozbudowanej recenzji, więc postaram się rozbić go na czynniki pierwsze :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;1. Fabuła&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest boska :) Przyszłość (choć nie bardzo odległa), ludzie agresywnie i konsekwentnie wbijają się na panteon międzygatunkowej społeczności. Mamy możliwość kompleksowego poznania wykreowanego przez twórców gry świata - jego historię, opis tworzących go gatunków, planet i technologii. Całość jest kompletna, wiarygodna i w bardzo udany sposób tworzy wrażenie realności i epickości. Nie będę zdradzał głównego wątku, gdyż nie dałoby się raczej uniknąć spoilerów. Znakomicie wpisuje się on jednak w rozmach przedstawionego świata i jest chyba najsilniejszym punktem gry. Historia porywa i nie pozwala się oderwać od gry do samego końca. Szkoda tylko, że ten koniec następuje tak szybko. Ledwo się faktycznie wkręcimy, ledwo poznamy o co w tym tak naprawdę chodzi i... już - final battle i the end.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta krótkość jest tym bardziej rażąca, że gra nie ma wiele więcej do zaoferowania. W wielu RPG-ach o sile gry decyduje zróżnicowanie i rozbudowanie questów pobocznych. Te oczywiście w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mass Effect&lt;/span&gt; występują, ale są tak żałosne i schematyczne, że po wykonaniu trzech wiadomo już, że nie ma sensu tracić czasu na kolejne. Leć na daną planetę, dojedź pojazdem Mako do kompleksu budynków, zabij tam wszelkie przeszkadzajki i zabierz/uruchom/zniszcz coś - schemat, schemat i jeszcze raz schemat. Wystarczy wykonać misję na Księżycu, by zobaczyć, że cała energia twórców poszła w fabułę, a questy poboczne zlano na całego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;2. NPC&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W grze mamy sześcioro towarzyszy, choć aktualnie poruszamy się jedynie z wybraną dwójką. Towarzystwo jest wielorasowe i bardzo mocno wpływające na ogólny odbiór gry. Tak silnego zżycia się z poszczególnymi członkami ekipy nie czułem od czasów &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baldur's Gate 2&lt;/span&gt;. Świetnie nakreślone charaktery, bardzo dobra interakcja, znakomite dialogi i przede wszystkim zmuszenie nas do prawdziwych wyborów (nie wszyscy dotrwają do końca) - tego dawno nie było. Olbrzymi plus, aż szkoda, że mechanika gry nie pozwala na podróżowanie z całą gromadką a'la &lt;span style="font-style: italic;"&gt;BG&lt;/span&gt; właśnie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;3. Interakcja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Systemowi prowadzenia dialogów warto poświęcić osobny punkt, gdyż rozmawia się tu sporo. Autorzy, chcąc uchronić współczesnego gracza od czytania ton tekstów (czemu dziś wszystko trzeba upraszczać?:(), zmodyfikowali tradycyjny sposób prowadzenia rozmów, zastępując wybór z pomiędzy pełnych odpowiedzi kontekstowym kółkiem. Innymi słowy - nie wybieramy co odpowiedzieć, a w jakim tonie. Nadaje to dialogom tempa i pewnej filmowości. Niestety problem w tym, że często wypowiadane kwestie mają się nijak do tego co wybraliśmy. Nie jesteśmy więc wielokrotnie w stanie przewidzieć (przynajmniej w wersji PL), co tak naprawdę odpowiemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedzi zazwyczaj są podzielone na agresywne, neutralne i powiedzmy uprzejme. Podział ten jest wyraźnie zaznaczony na wspomnianym kontekstowym kółku. Od naszego wyboru zależy, czy dostaniemy punkty Renegata, czy Idealisty (a więc system podobny do wyboru między jasną a ciemną stroną mocy w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;KOTORze&lt;/span&gt;). Większego wpływu na grę to nie ma, jednak naprawdę czasem ciężko mi było zrozumieć, czemu za rzeczową reakcję, która nie wiązała sie z niczym "złym", dostawałem potem +6 punktów do Renegata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4mBvYAcpI/AAAAAAAAAI0/wo4RqSCa_eU/s1600-h/MassEffect+2008-10-09+17-15-30-23.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4mBvYAcpI/AAAAAAAAAI0/wo4RqSCa_eU/s400/MassEffect+2008-10-09+17-15-30-23.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255179626526831250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:85%;" &gt;Tak wygląda kontekstowe koło dialogowe :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Systemowi dialogów daleko do ideału i z czasem ma się rosnące wrażenie, że tak naprawdę niewiele nasze wybory znaczą (poza paroma zero-jedynkowymi przypadkami). Wynagradza to nieco fakt, że same wypowiadane treści są zazwyczaj świetnie napisane i jeszcze lepiej przeczytane (piszę o dubbingu w wersji ENG). Czyta i słucha się ich z przyjemnością. Osobiście jednak wolałbym mniej fajerwerków i rozmowy rodem z&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Planescape Torment&lt;/span&gt;. Można sobie pomarzyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;4. Walka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak w każdym niemal RPG, tak i w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mass Effect&lt;/span&gt; walka pełni bardzo ważną rolę. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ME&lt;/span&gt; została ona w dużej mierze odarta z elementów strategii charakterystycznych dla serii &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baldur's Gate&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Icewind Dale&lt;/span&gt;. W zamian za to mamy dość zręcznościowy system oparty na widoku TPP i systemie krycia się za przeszkodami. Sprawdza się to nieźle, tym bardziej, że pozostawiono aktywną pauzę. Wersja PC ma tutaj dodatkową przewagę nad konsolową - w przeciwieństwie do konsoli, na PC można wydawać rozkazy każdemu kompanowi oddzielnie. Znacznie zwiększa to pole manewru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4mcR-KmOI/AAAAAAAAAJE/f-z57JKadqA/s1600-h/MassEffect+2008-10-09+17-17-57-89.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://4.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4mcR-KmOI/AAAAAAAAAJE/f-z57JKadqA/s400/MassEffect+2008-10-09+17-17-57-89.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255180082490284258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:85%;" &gt;Menu walki jest przejrzyste, choć perspektywa utrudnia wydawanie rozkazów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie walka nie jest specjalnie skomplikowana czy trudna. Po nauczeniu się odpowiedniego korzystania z mocy biotycznych (taki przyszłościowy odpowiednik magii) większość przeciwników nie sprawia problemu. Jedynie duża ich grupa była w stanie mi zagrozić. Warto podkreślić jednak, że mimo wielu uproszczeń walczy się w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ME&lt;/span&gt; z przyjemnością do samego końca gry, czego o wielu RPG-ach (vide &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oblivion&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;G3&lt;/span&gt;) powiedzieć nie można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5. Mapy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok bezsensownych side-questów największa chyba bolączka gry. Bioware pokazało, że ma problem z dobrymi projektami lokacji już przy okazji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;KOTOR-a&lt;/span&gt;. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ME&lt;/span&gt; niestety nie jest inaczej. Olbrzymie, całkowicie liniowe przestrzenie, które musimy pokonywać za pomocą "łunochodu" MAKO, pod koniec gry jedynie wkurzają. Wejście do konkretnych lokacji też szczególnie sytuacji nie poprawia - nuda i brak inwencji. Szkoda, pole do popisu dla twórców było duże. Nawet ruiny wymarłej megacywilizacji wyglądają tu jak tworzone przez ograniczony umysł, zakotwiczony w rzeczywistości tanich sci-fi. Wąskie przejścia nie pozwalające na jakiekolwiek zboczenie z jedynej słusznej drogi, czy powtarzające się co kilka metrów te same elementy graficzne - to zdecydowanie nie to, co pobudzałoby wyobraźnię graczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6. Interfejs&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny poważny problem - tak niefajnego interfejsu dawno w RPG-u nie widziałem. Z jednej strony w miarę przyjazny system zarządzenia drużyną podczas walki, z drugiej początkowo nieprzejrzysty i do końca gry odpychający ekran ekwipunku. Brak jakiegokolwiek graficznego przedstawienia przedmiotów, nieciekawe opisy i konieczność długiego klikania zanim dokona się chociażby zmiany rodzaju usprawnienia danej broni - zdecydowanie twórcy nie podeszli do sprawy w sposób player-friendly. Nawet ekwipunek w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiedźminie&lt;/span&gt; wydaje się bardziej przejrzysty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4mNuuvGXI/AAAAAAAAAI8/d_JUdqDwn-4/s1600-h/MassEffect+2008-10-09+17-17-13-01.png"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://2.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4mNuuvGXI/AAAAAAAAAI8/d_JUdqDwn-4/s400/MassEffect+2008-10-09+17-17-13-01.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5255179832512158066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: trebuchet ms;font-size:85%;" &gt;Ekwipunek wygląda bardzo biednie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7. Grafika i muzyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grafika była super w momencie wydawania gry, dziś w czasach pocrysisowych większego wrażenia nie robi. Jak wspomniałem, doskwiera szczególnie małe zróżnicowanie plenerów, brak charakterystycznych miejsc, w których byśmy przystawali tylko po to, by popodziwiać okolicę. Dużo lepiej jest z postaciami - dobry design obcych ras oraz świetna i bardzo realistyczna animacja twarzy pozytywnie wpływają na odbiór wyimaginowanego świata. Warto także wspomnieć o doskonałych cutscenkach, których nie powstydziłoby się wysokobudżetowe kino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie grafika prezentuje się ładnie, choć bez rewelacji. Silnik gry jest za to dobrze zoptymalizowany i na C2D 3GHz, GF 8800GT oraz 2GB RAM liczba FPS-ów właściwie non stop oscylowała wokół 60, mimo najwyższych detali z maksymalnym bodaj antyliasingiem i wysokiej dość rozdzielczości (1650x1080).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka też dobra, ale niczym się nie wyróżnia, ot taki RPG-owy standard. Kilka świetnych motywów, kilka przeciętnych, nic co by mi chodziło po głowie do dzisiaj. Wyróżnić za to trzeba absolutnie genialny (powtórzę - w wersji oryginalnej) dubbing.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8. Werdykt&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mass Effect&lt;/span&gt; a pewno nie jest grą doskonałą. Świetny scenariusz, porywająca fabuła i nieprzebrane bogactwo otaczającego nas świata nie pozwalają jednak na oderwanie się od gry. Naprawdę nie brakuje tu momentów wbijających wręcz w fotel i prawdziwych moralnych wyborów. Szkoda, że w parze nie idzie dopracowanie szczegółów i przede wszystkim wykorzystanie wspomnianej złożoności świata za pomocą dobrych i ciekawych misji pobocznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo kilku niedoróbek to zdecydowany must have dla każdego miłośnika erpegów. Nie sądzę, żeby ktoś żałował zakupu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2925238588699503821?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2925238588699503821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2925238588699503821' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2925238588699503821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2925238588699503821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/10/mass-effect.html' title='Mass Effect'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SO4BWGwyTgI/AAAAAAAAAIk/NU9taE4NRx0/s72-c/ME.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2388736475553052729</id><published>2008-10-03T14:27:00.006+02:00</published><updated>2008-10-03T15:29:30.278+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Iron Man</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SOYb9gSoc3I/AAAAAAAAAG8/sAa8RX-HA4A/s1600-h/hr_Iron_Man_final_poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SOYb9gSoc3I/AAAAAAAAAG8/sAa8RX-HA4A/s320/hr_Iron_Man_final_poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252916758828315506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejny komiksowy twór. Tym razem na tapetę wzięty raczej średnio popularny (w Polsce przynajmniej) superhero - Iron Man. Recenzje filmu po premierze były pozytywne i... trudno się z nimi nie zgodzić :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkiej filozofii tu nie ma. Tony Stark (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Robert Downey Jr.&lt;/span&gt;) jest lekkoduchem spędzającym czas na szalonej zabawie. Zachowuje się właściwie niczym Bruce Wayne pozujący na bogatego lekkoducha, tyle, że Stark nie udaje. Naprawdę ma niemal wszystko gdzieś, liczy się dobra rozrywka, wystawne życie i piękne kobiety. A że przy tym jest inżynierskim geniuszem, właścicielem olbrzymiej firmy specjalizującej się w wyposażaniu armii USA w środki skutecznej negocjacji z terrorystami, to i na zachcianki mu nie brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I pewnie dalej by to się tak kręciło, gdyby nie pechowe wydarzenia podczas prezentacji nowych śmiercionośnych pocisków wojskom stacjonującym na Bliskim Wschodzie. Stark nie dość, że widzi dzielnych amerykańskich chłopców, którzy giną od produkowanej przez niego broni, to jeszcze dostaje się do niewoli, gdzie ma wspomóc terrorystów swoim konstruktorskim talentem. Tak traumatyczne przeżycia oczywiście zmieniają jego spojrzenie i nadają życiu nowy sens - od teraz będzie tępił zło w groteskowym (ale nie tak jak rajtuzy innych herosów) pancerzu, przeładowanym najnowocześniejszą elektroniką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając powyższy opis można spodziewać się tylko kolejnego kolorowego gniota made in  Hollywood. A jednak nie - Iron Man podoba się właściwie od początku do samego końca. Jak twórcy to osiągnęli? W bardzo prosty i trudny do osiągnięcia jednocześnie sposób - humorem. Cała historia pokazana jest z lekkim przymrużeniem oka, dialogi kipią od inteligentnego dowcipu i nie ma tu charakterystycznego dla tego rodzaju kina przeładowania efektami. Do tego fajna atmosfera najwyraźniej udzieliła się aktorom, widać, że bawili się na planie znakomicie. Downey Jr. nie pokazuje niczego do czego nas już nie przyzwyczaił, ale w roli Starka jest świetny - wyluzowany, pewny siebie, z charakterystyczną dla tego aktora nutą straceńczego szaleństwa. Nawet Gwyneth Paltrow nie ma tu typowej dla niej miny cierpiętnicy i wreszcie przypomina kobietę z jakimś seksapilem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakieś wady? Tak - komediowa atmosfera w troszkę za mały sposób jest tutaj wspierana przez wątek mający wywołać emocje. Konfrontacja Starka z jego głównym przeciwnikiem (niezły &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jeff Bridges&lt;/span&gt;) jest mdła, pozbawiona dramaturgii i zakończona totalnie bezpłciową walką, niegodną po prostu filmu o superbohaterze. Wszystkie inne aspekty filmu wynagradzają to jednak widzowi z nawiązką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Werdykt - Iron Man to zdecydowanie jedna z najlepszych adaptacji komiksu. Prezentuje całkiem inny styl niż chociażby ostatni Batman i bardzo dobrze na tym wychodzi. O ile historia Batmana i otaczających go postaci jest wystarczająco głęboka, by udźwignąć nawet pozbawiony scen akcji dramat, tak banalną postać Iron Mana mógł uratować tylko przebojowy luz i humor. Brawa dla reżysera za wybór prawidłowej ścieżki. Warto jego wysiłek zobaczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2388736475553052729?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2388736475553052729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2388736475553052729' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2388736475553052729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2388736475553052729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/10/iron-man.html' title='Iron Man'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SOYb9gSoc3I/AAAAAAAAAG8/sAa8RX-HA4A/s72-c/hr_Iron_Man_final_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4283698449083680866</id><published>2008-09-30T15:19:00.006+02:00</published><updated>2009-04-06T08:10:06.196+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Elephant / Słoń</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SOOL5QdQuAI/AAAAAAAAAG0/LVEFP9OvDgc/s1600-h/elephant_movie_poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SOOL5QdQuAI/AAAAAAAAAG0/LVEFP9OvDgc/s320/elephant_movie_poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5252195406230632450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Masakra w Columbine High School, gdzie w 1999 roku dwóch nastoletnich debili zabiło 13 osób (12 uczniów i nauczyciela), raniąc kolejne 24, odbiła się bardzo głośnym echem na całym świecie. Takie wydarzenie musiało stać się inspiracją dla filmowców, początkując proces twórczy owocujący dwiema produkcjami, które szybko zdobyły dużą popularność - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Michael Moore&lt;/span&gt; nakręcił swoje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zabawy z bronią&lt;/span&gt;, a &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gus van Sant&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Słonia&lt;/span&gt;. O ile Moore wykorzystał tragedię dla swojej (być może słusznej) krucjaty przeciwko powszechnej sprzedaży broni w USA, to van Sant podszedł do tematu w znacznie bardziej subtelny sposób - możliwe, iż jedyny, który sprawia, że przedstawiane wydarzenia da się w ogóle oglądać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfred Hitchcock powiedział kiedyś: "Film to życie, z którego wymazało się plamy nudy". Coś w tym z pewnością jest. Van Sant te plamy nudy w swoim filmie przywraca. Obserwujemy zwyczajny dzień z życia kilku uczniów - ten właśnie dzień. Słońce świeci, chodzą po korytarzach, zamieniają kilka słów z przechodzącymi znajomymi, jędzą obiad w szkolnej stołówce, rozmawiając przy tym o nic nie znaczących rzeczach. Kamera towarzyszy im non stop, prowadzi przez całą drogę z punktu do punktu, żadnych niemal cięć czy przejść na skróty. Początkowo robi to bardzo duże wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem jednak w tym, że van Sant te plamy nudy wybrał wyjątkowo mało zróżnicowane. W efekcie oglądamy głównie bohaterów gdzieś idących, nic więcej przy tym nie robiących. Właściwie ma się wrażenie, że w Stanach uczniowie muszą przede wszystkim chodzić i zajmuje im to 90% szkolnego czasu. Rozumiem zamiar reżysera, ale naprawdę, urywki z lekcji, szkolnego boiska, czy przerwy na korytarzu nie zmieniłyby koncepcji, jednocześnie nie sprawiając, że to co zauracza i hipnotyzuje na początku, szybko przemienia się w nudę i wywołuje krążące po głowie myśli: "No niech on wreszcie dojdzie" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyser nie szczędzi też czasu dwójce zabójców. Widzimy ich przygotowania do akcji, totalnie beznamiętne podejście do sprawy, pewnie zrobienie obiadu wywołuje w przeciętnym człowieku więcej emocji. Nie sprzyja to psychologicznemu prawdopodobieństwu (emocjonalność nastolatków decydujących się na taki krok musiała być duża, co zresztą potwierdzają pozostawione pamiętniki itd.), ale dobrze wpisuje się w przyjęte w filmie ramy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście van Sant unika wskazywania winnych. Świat z lubością zrzucił winę na brutalne gry komputerowe - jak zwykle niepoparte niczym medialne wrzaski ważniejsze były niż faktyczne szukanie przyczyn. Twórca się do tego odnosi - jeden z zabójców spędza czas nad jakąś bezsensowną grą, ale drugi w tym czasie gra na pianinie. Postawienie znaku równości między czymś społecznie uważanym za rozrywkę dla debili a sztuką uznaną za wyższą świadczy o obiektywnym podejściu do sprawy i chwała za to reżyserowi (nic mnie bardziej nie wkurza jak popularne obecnie zrzucanie odpowiedzialności za wyskoki dzieci z rodziców na filmy, gry, muzykę, whatever).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obserwatorski styl filmu nie sprzyja emocjom i sprawia, że sama masakra oglądana jest raczej beznamiętnie. Kolejny zabieg specjalny, ale czy to na pewno dobrze, że patrząc jak "Słoń" depcze te młode życia nie czuje się nic i bardziej zwraca w tym czasie uwagę na reżyserskie i aktorskie niedoróbki? Obojętność w takiej chwili, obojętność po seansie - nie lubię wyciskaczy łez, ale zdecydowanie styl prezentujący te krwawe wydarzenia mi nie pasuje. Z drugiej strony bardzo łatwo było tu stworzyć coś, co porażałoby jak widok dzieci z Biesłanu, a tego już bym nie wytrzymał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu dochodzimy do punktu, gdzie należałoby zapytać - po co w ogóle powstał ten film? Nie wynosi się z niego wiele, nie przeżywamy niemal nic, nie mamy analizy zabójców, nie czujemy emocji ofiar. Ot zwykły dzień z niezwykłym zakończeniem, słoń przeszedł, podeptał, życie toczy się dalej. Czy godne to Złotej Palmy Festiwalu w Cannes? Moim zdaniem nie, ale zobaczyć w sumie warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4283698449083680866?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4283698449083680866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4283698449083680866' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4283698449083680866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4283698449083680866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/09/elephant-so.html' title='Elephant / Słoń'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SOOL5QdQuAI/AAAAAAAAAG0/LVEFP9OvDgc/s72-c/elephant_movie_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-6163436924370285762</id><published>2008-09-21T11:40:00.009+02:00</published><updated>2008-09-22T14:01:44.852+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Straw dogs / Nędzne psy</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SNYxH3ozmpI/AAAAAAAAAGk/-rTCJ8ulCVI/s1600-h/strawdogs182.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SNYxH3ozmpI/AAAAAAAAAGk/-rTCJ8ulCVI/s320/strawdogs182.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5248436427010841234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ramach przypominania sobie i nadrabiania zaległości związanych z filmami z lat 70-tych, przerabiam powoli (i nie po kolei) filmografię &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sama Peckinpaha&lt;/span&gt;. Ostatnio obejrzałem między innymi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Konwój&lt;/span&gt;, jeden z ulubionych filmów mojego wczesnego dzieciństwa. Niestety, zestarzał się on niemiłosiernie. Z tym większą obawą zabierałem sie do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nędznych psów&lt;/span&gt;, filmu 7 lat od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Konwoju&lt;/span&gt; starszego (1971), którego nigdy wcześniej mi dane oglądać nie było. Swego czasu narobił on sporo szumu, głównie ze względu na niecodzienny wówczas poziom brutalności. Dziś nie robi ona już takiego wrażenia, co pozwala się skupić na innych aspektach i podziwiać, jak wiele scen z tego filmu jest współcześnie wręcz żywcem powielanych przez mniej utalentowanych od Peckinpaha twórców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mała angielska wieś gdzieś w Kornwalii. Wiecznie zachmurzone niebo, kilka domów, obowiązkowo pub i stado facetów, którzy przegapili już swoją szansę na znalezienie żony. Ich terytorium zostaje naruszone, gdy do wsi wprowadza się mizernie wyglądający młody amerykański matematyk David Summer (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dustin Hoffman&lt;/span&gt;), szukający zacisznego miejsca do swoich badań. Czemu akurat tutaj? Wieś jest znana jego żonie Amy (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Susan George&lt;/span&gt;), która ma za sobą nawet krótki związek z miejscowym chłopakiem. Amy, choć pięknością z pewnością nie jest, wzbudza spore zainteresowanie. To odbija się na skrytym i zakompleksionym matematyku, który staje się obiektem niewyrażanych wprost drwin i coraz bardziej zuchwałych żartów. David ucieka w wir pracy, ignorując żonę. Ta odreagowuje prowokując i stale pobudzając wyobraźnię remontujących ich posiadłość facetów. Atmosfera gęstnieje z każdą minutą i wystarczy iskra w postaci niezbyt mądrej nastolatki, pragnącej przetestować swoją seksualność z mieszkającym we wsi lekko upośledzonym mężczyzną, by wybuchł prawdziwy pożar agresji, ten z rodzaju nie do ugaszenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ależ znakomitą atmosferę udało się stworzyć Peckinpahowi. Prostymi i subtelnymi  środkami uzyskał efekt tak nieprzyjaznego miejsca, że będąc bohaterami myślelibyśmy o powrocie do Stanów po 2-3 dniach. Ponoć był do tego stopnia skrupulatny, że niezadowolony z efektów gry aktorów starających się oddać reakcję miejscowych na Davida podczas jego pierwszej wizyty w pubie, kazał w końcu Hoffmanowi wejść do lokalu bez spodni. Dzięki takiej drobiazgowości stworzył film, który ogląda się dziś równie dobrze, jak przed niemal czterdziestoma laty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetne przedstawienie mechanizmów rodzenia się agresji nadało z kolei &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nędznym psom&lt;/span&gt; status ponadczasowego i zawsze aktualnego. To nie jest prosta historia o ludziach uwięzionych w domu przez grupę próbujących ich dorwać złoczyńców. Tutaj każda akcja ma swoje ugruntowanie w portrecie psychologicznym danej postaci. Brutalna reakcja Davida na oblężenie nie ma nic wspólnego z (jak nam próbują wmawiać opisy na portalach filmowych) odłożeniem na bok pacyfistycznych poglądów. To wyzwolenie się z lat strachu spowodowanego kompleksami, uwolnienie agresji, która biernie trawiła go od środka, a jej jedyną jawną ofiarą był kot. Wyrżnięcie napastników daje mu radość i satysfakcje, wie, że właśnie wydostał się z pułapki, jaką sam sobie przez te wszystkie lata budował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie niemożliwa do prostej interpretacji jest słynna scena gwałtu na Amy, chyba najlepsza tego typu ze wszystkich oglądanych przez mnie filmów. Moralne opory, próby obrony narzucane przez zdrowy rozsądek i ta ledwie wyczuwalna wewnętrzna ochota świetnie zagrana przez Susan George. Granica zostaje przekroczona dopiero w momencie włączenia się do aktu osoby trzeciej - tak naprawdę dopiero wtedy Amy została zgwałcona. Takie właśnie niejednoznaczności i niedopowiedzenia, o których wspominałem już przy okazji recenzji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deliverance&lt;/span&gt;, w dużej mierze budują także siłę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nędznych psów&lt;/span&gt;. Kto zabił kota (jestem przekonany, że w domyśle Peckinpaha zrobił to David)? Czy warto było prowokować grupę pijanych osiłków oraz ryzykować życie własne i żony, dla  upośledzonego mężczyzny (i przypadkowego mordercy - o czym David nie wiedział)? Podobnych pytań pada wiele, odpowiedzi na nie ma - to jest właśnie to, czego tak brakuje dzisiejszemu kinu, w którym wszystko jest łopatologicznie dopowiedziane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku recenzji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nędznych psów&lt;/span&gt; nie sposób nie wspomnieć o znakomitych zdjęciach i naprawdę rewelacyjnym montażu. Scena gwałtu, czy późniejsza scena w kościele są tak świetnie zmontowane i udźwiękowione, że zostają na długo w pamięci. Aktorsko także super. Młody Hoffman to był kawał utalentowanego aktora. Nie wiem co się z nim stało na starość, na pewno nie jest jak wino. Dziś filmy z nim przezornie omijam. Może to kwestia groteskowego już wyglądu, może pewnej maniery w graniu, której nie wykazywał za młodu. W każdym razie na pewno nie został drugim Jackiem Nicholsonem. Reszta obsady dotrzymuje mu w filmie kroku, nikt aktorsko bardzo nie odstaje, a to najważniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim kinomaniakom &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nędzne psy&lt;/span&gt; szczerze polecam. Na jego tle idiotyczne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Motele&lt;/span&gt; i inne tego typu produkcje, wyglądają jeszcze bardziej beznadziejnie niż wcześniej. Staruszek, ale prawdziwy klasyk, do tego z gatunku tych ciągle żywotnych i potrafiących nieźle dokopać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-6163436924370285762?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/6163436924370285762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=6163436924370285762' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6163436924370285762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6163436924370285762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/09/straw-dogs-ndzne-psy.html' title='Straw dogs / Nędzne psy'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SNYxH3ozmpI/AAAAAAAAAGk/-rTCJ8ulCVI/s72-c/strawdogs182.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-608405765787022617</id><published>2008-09-11T14:08:00.007+02:00</published><updated>2008-09-12T10:02:22.607+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Felon / Skazaniec</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SMogtHjqQmI/AAAAAAAAAF8/ICYS-V3VuTE/s1600-h/movies_082608_felon.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SMogtHjqQmI/AAAAAAAAAF8/ICYS-V3VuTE/s320/movies_082608_felon.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5245040675521184354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W połowie lat 90-tych &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Val Kilmer&lt;/span&gt; czuł zapewne, że świat filmu leży u jego stóp. Opromieniony sukcesami &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Doors&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tombstone&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gorączki&lt;/span&gt; uchodził nie tylko za aktora kasowego, ale i utalentowanego. W nagrodę przyszło mu nawet zagrać Batmana, ale ten okazał się być chyba pierwszym z gwoździ do trumny jego kariery. Zaraz potem przyszły kolejne: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyspa doktora Moreau&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Święty&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czerwona Planeta&lt;/span&gt; i trumna była gotowa - z ekstraklasy aktorskiej spadł błyskawicznie do 3. ligi. Obecnie może liczyć na angaż niemal wyłącznie w produkcjach niskobudżetowych. Czasem efekt tego bywa ciekawy (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jezioro Salton&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wonderland&lt;/span&gt;), zazwyczaj jednak filmy te uwagi nie są warte. Kilmer poniżył sie nawet do grania w karykaturze westernu autorstwa &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Uklańskiego&lt;/span&gt;, partnerując tak wybitnym aktorom jak Boguś Linda czy Kasia Figura ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Felon&lt;/span&gt; jest jednym z takich właśnie niskobudżetowych filmów, kręconych z myślą o rynku DVD. Nazwisko Kilmera ma być głównym wabikiem i szansą na skuszenie kogokolwiek do jego obejrzenia. Podobną rolę ma pełnić zapewne &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Harold Perrineau&lt;/span&gt;, znany raczej jako Michael z Losta. Reszta obsady jest anonimowa lub znana tylko prawdziwym kinomaniakom o dobrej pamięci (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stephen Dorff&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sam Shepard&lt;/span&gt; czy pocięta chyba setki razy chirurgicznym skalpelem &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Anne Archer&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła sztampowa - ciężko pracujący facet (Dorff) starający się zapewnić odpowiedni byt rodzinie, nocne włamanie do jego domu, przesadzona reakcja, śmierć złodzieja i perspektywa spędzenia trzech lat w pace. A tam już ostra walka o przetrwanie, użeranie się z sadystycznym strażnikiem (Perrineau) i powolne zżywanie się z szanowanym powszechnie współwięźniem (Kilmer).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Felonowi&lt;/span&gt; można zarzucić bardzo dużo - fabuła momentami nie trzyma się kupy, reżyser stosuje proste zabiegi, by zwiększyć "moc" filmu (nic nie wnoszące bójki), a aktorzy byli chyba do poszczególnych ról losowani - Dorff jest sztywny jak kij od szczotki, Perrineau zamiast postrachu wzbudza uśmiech politowania, a Kilmer, choć gra bardzo fajnie, to ze swoim brzuszkiem w takim więzieniu byłby raczej męskim posuwadełkiem, a nie chodzącą legendą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to jednak o dziwo nie wpływa znacząco na pozytywny odbiór filmu. Dobrze kontrolowane tempo, fajna muzyka i twardy więzienny klimat powyższe narzekania z nawiązką nadrabiają. Nie brakuje tu ciekawie sfilmowanych scen, napięcie jest odpowiednie, podobnie jak umiejętnie dozowane poczucie beznadziejności sytuacji bohatera. No i Val, który ciągle potrafi przykuć do ekranu i mimo tuszy oraz zarostu a'la Święty Mikołaj rozsiewa magnetyzm, który pozwolił mu kiedyś tak genialnie wcielić się w Morrisona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy warto tracić czas na ten film? W sumie warto, żadna rewelacja, ale solidne męskie kino. Warto też dla Kilmera, choćby po to, by zobaczyć, gdzie wylądowała niegdyś jedna z największych gwiazd Hollywood. Bardzo bym chciał, by Val powrócił na panteon, Amerykanie w końcu uwielbiają motyw odrodzenia (vide ostatnie powroty Roberta Downey'a Jr czy Tommy'ego Lee Jonesa). Patrząc jednak na listę filmów, w których zagrał w 2008 roku (blisko 10 nikomu nic nie mówiących tytułów), nie ma chyba na to jednak w najbliższym czasie szans...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-608405765787022617?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/608405765787022617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=608405765787022617' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/608405765787022617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/608405765787022617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/09/felon-skazaniec.html' title='Felon / Skazaniec'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SMogtHjqQmI/AAAAAAAAAF8/ICYS-V3VuTE/s72-c/movies_082608_felon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-3096864836192416093</id><published>2008-09-02T13:17:00.006+02:00</published><updated>2008-09-08T23:45:45.821+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>In Bruges / Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SL08_Z0EfcI/AAAAAAAAAF0/LQc74XUfrQo/s1600-h/InBruges_poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SL08_Z0EfcI/AAAAAAAAAF0/LQc74XUfrQo/s320/InBruges_poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5241412601287835074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest taki specyficzny gatunek filmów, który powstał na kanwie filmów&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Tarantino&lt;/span&gt; (czy sięgając wcześniej, nawet &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sergio Leone&lt;/span&gt;), a potem został rozpropagowany przez produkcje &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Guy'a Ritchie'go&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Porachunki&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przekręt&lt;/span&gt;), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Świętych z Bostonu&lt;/span&gt; itp. Szybka, zakręcona akcja, błyskotliwe dialogi i charakterystyczny lekki klimat - coś raczej trudnego do zdefiniowania, ale z pewnością wyczuwalnego dla każdego kinomaniaka. Stworzenie naprawdę dobrego filmu utrzymanego w podobnej konwencji jest trudne, o czym przekonał się sam Ritchie (kręcąc żenujący &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Revolver&lt;/span&gt;), jak i jego naśladowcy (chociażby kiepściutki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Intermission&lt;/span&gt; z Colinem Farrellem). Gdy w sieci pojawiły się trailery &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj&lt;/span&gt;, byłem przekonany, że pojawiło sie wreszcie coś na poziomie. I faktycznie - film jest dobry, tyle, że ocierający się dość mocno o inną nieco bajkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z góry mówię, że ci, którzy szukają zakręconej jazdy bez trzymanki nie mają w tym filmie czego szukać. Zarówno trailer (przynajmniej ten widziany przeze mnie), jak i tytuł (polski, nie oryginalny) mają za zadanie chyba jedynie wprowadzić widza w błąd. Przez cały seans padają może ze trzy strzały, a akcji przez większość czasu bliżej tempem do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przeminęło z wiatrem&lt;/span&gt; niż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przekrętu&lt;/span&gt;. Nie tego oczekiwałem, w żadnym wypadku nie mogę jednak powiedzieć o rozczarowaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwóch zawodowych morderców, prawdziwych przyjaciół zostało wysłanych do Brugii, gdzie  jeden (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Colin Farrell&lt;/span&gt;) z nich ma się otrząsnąć z przypadkowego zabicia dziecka, a drugi (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Brendan Gleeson&lt;/span&gt;) ma mu w tym otrząśnięciu pomóc. Obaj czują jednak, że wycieczka ta ma głębszy cel i z niepokojem czekają na wiadomość od swojego niezrównoważonego i budzącego grozę szefa (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ralph Fiennes&lt;/span&gt;). Tak czekają, czekają, kłócą się, rozmawiają, zwiedzają piękne miasto, walczą z wyrzutami sumienia i niemocą podjęcia decyzji - a widz czeka razem z nimi, wsiąkając w klimat ośnieżonej Brugii, wsłuchując się w świetną muzykę i wyczekując nieuniknionej konfrontacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórcy filmu, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Martinowi McDonagh'owi&lt;/span&gt; (dla którego był to dopiero drugi film), udała się rzecz niecodzienna. Wyjątkowo sprawnie zlepił dwa gatunki, dwa przeciwstawne wydawałoby się klimaty - dramatu i ten jeszcze chyba nienazwany, o którym pisałem w pierwszym akapicie. Przenikają się one w każdej niemal scenie, nigdy ze sobą się nie gryząc. Sprawia to, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;In Bruges&lt;/span&gt; ma wartości nie tylko rozrywkowe - wyzwala u widza znacznie większe spektrum emocji niż takie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Porachunki&lt;/span&gt;. Owszem nie brak tu scen słabszych, nie wpływają one jednak na ogólną ocenę. Choć tempo jest powolne, film wciąga, angażuje i pochłania specyficzną atmosferą oczekiwania. Pokryte śniegiem belgijskie miasto czaruje, będąc czymś więcej niż zwyczajowym miejskim tłem. Do tego świetnie grają aktorzy. Klasa Gleesona i Fiennesa jest znana (Fiennes przesadził jednak z odchudzaniem, wygląda na chorego), talent udowadnia tu przede wszystkim świetny Farrell. Po raz kolejny pokazuje, że wciskanie go w garnitur  z nakazem udawania inteligenta jest robieniem mu krzywdy. To aktor wręcz stworzony do ról nierozgarniętych i dość prymitywnych narwańców. Dręczony wyrzutami i myślami samobójczymi, szukający bliskości i zrozumienia morderca jest w jego wykonaniu znakomity. Być może to najlepsza kreacja w jego dotychczasowej karierze, która, trzeba jednak przyznać, w zbyt ambitne dzieła nie obfituje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyszło coś całkiem odmiennego od przedseansowych nadziei i trzeba przyznać, że wyszło świetnie. Nie jest to film, o którym będzie się mówić za parę lat, ale jeżeli zobaczę go kiedyś dodanego do jakiejś gazety, to bez wątpienia tę gazetę kupię. Zdecydowanie film polecam, a dalsza kariera McDonagha idzie pod moją lupę - podejrzewam, że jeszcze nie raz o tym reżyserze usłyszymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Miałem przy okazji tej recenzji poruszać problem polskich tytułów, gdyż przetłumaczenie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;In Bruges&lt;/span&gt; na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj&lt;/span&gt; uważam za wyjątkowo kretyńskie. Ale szanowny kolega m010ch powstrzymał mnie, wskazując oryginalne hasło reklamowe tego filmu, którego użył tłumacz (dzięki za zwrócenie uwagi;)). Niemniej dalej uważam, że tak skonstruowany tytuł nie ma nic wspólnego z filmem i najzwyczajniej w świecie wprowadza widza  w błąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-3096864836192416093?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/3096864836192416093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=3096864836192416093' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3096864836192416093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3096864836192416093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/09/in-bruges-najpierw-strzelaj-potem.html' title='In Bruges / Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SL08_Z0EfcI/AAAAAAAAAF0/LQc74XUfrQo/s72-c/InBruges_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-3661759328934355078</id><published>2008-08-27T20:20:00.009+02:00</published><updated>2008-08-29T18:01:59.638+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Deliverance / Wybawienie</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SLWs8G5nZ-I/AAAAAAAAAFs/zxMebQGaptk/s1600-h/deliverance.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SLWs8G5nZ-I/AAAAAAAAAFs/zxMebQGaptk/s320/deliverance.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5239283890159839202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam kino lat 70-tych. Koniec z naiwnymi (co nie znaczy, że złymi) obrazami w stylu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Śniadania u Tiffany'ego&lt;/span&gt; - w erze wojny wietnamskiej nie było już na to miejsca. Zamiast sympatycznych opowiastek próba zbadania tego co ludzkie - emocji, instynktów, postaw w krytycznych sytuacjach. Żadnych ozdobników w postaci efektów specjalnych, żadnych wymuskanych choreograficznie walk i strzelanin, tylko człowiek i świat zmuszający do ekstremalnych rozwiązań. Lata 70-te stały się okresem największej brutalizacji kina, przy jednoczesnym zachowaniu dużej dozy realizmu. Zapewniało to ówczesnym filmom hollywoodzkim, niespotykaną nigdy wcześniej i chyba nigdy potem autentyczność. Niestety z czasem kolejne klony &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rambo&lt;/span&gt; sprowadziły przemoc w kinie do roli groteskowej błyskotki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Taksówkarz&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ojciec Chrzestny&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łowca Jeleni&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czas Apokalipsy&lt;/span&gt;, filmy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Peckinpaha &lt;/span&gt;- długo można by wymieniać filmy z tego okresu, które przeszły do historii, i które chyba nigdy się nie zestarzeją. Do tego grona można swobodnie doliczyć &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wybawienie&lt;/span&gt; (Deliverance) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Johna Boormana&lt;/span&gt;, film robiący dziś nie mniejsze wrażenie niż 36 lat temu. Scenariusz jest bardzo prosty - grupa 4 przyjaciół wyrusza na spływ rzeką, której koryto ma wkrótce zniknąć pod metrami wody olbrzymiego zalewu. Rzeka jest dzika i nieprzewidywalna, podobnie jak zamieszkujący jej brzegi miejscowi mieszkańcy, dla których wypachnieni przybysze z dużego miasta zawsze będą niechcianymi gośćmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Walka z żywiołem rzeki, nieprzyjaznym otoczeniem, własnym strachem, słabościami, rosnącą paranoją oraz lękiem przed śmiercią i więzieniem - wszystko to pokazane na sucho, z perspektywy biernego obserwatora, a mimo to robiące naprawdę spore wrażenie. Film ma kapitalny klimat, budowany bardzo oszczędnymi środkami. Muzykę zastępują tu dźwięki natury, kamera nie szczędzi nam zbliżeń na grymasy twarzy bohaterów, a sceny w wodzie w zdecydowanej większości były kręcone bez użycia kaskaderów (poza tymi ekstremalnymi). Aktorzy (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jon Voight&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Burt Reynolds&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ned Beatty&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ronny Cox&lt;/span&gt;) grają zresztą bardzo dobrze, co nie było łatwe biorąc pod uwagę konwencję filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby taka banalna historia, a Boormanowi udało się z niej naprawdę sporo wydusić. Uniknął nawet, tak charakterystycznej dla dzisiejszego kina łopatologiczności. Tu bohater nie tłumaczy przez 5 minut, co zamierza za chwilę zrobić, nikt z offu nie mówi nam, co się dzieje na ekranie - mamy za to pytania pozostawione bez odpowiedzi i ten klimat, który zostaje w głowie długo po sensie. Naprawdę warto sobie ten film przypomnieć. W telewizji raz na jakiś czas go puszczają, a i inne sposoby nie zawodzą, co w przypadku starszych filmów częste nie jest ;) Zdecydowanie polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-3661759328934355078?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/3661759328934355078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=3661759328934355078' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3661759328934355078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3661759328934355078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/08/deliverance-wybawienie.html' title='Deliverance / Wybawienie'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SLWs8G5nZ-I/AAAAAAAAAFs/zxMebQGaptk/s72-c/deliverance.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-4429428634901202651</id><published>2008-08-16T21:37:00.006+02:00</published><updated>2008-08-16T23:40:56.418+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Mroczny Rycerz / The Dark Knight</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SKdGyG2dJUI/AAAAAAAAAFk/7rvF3-6KnHk/s1600-h/The_Dark_Knight_poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SKdGyG2dJUI/AAAAAAAAAFk/7rvF3-6KnHk/s320/The_Dark_Knight_poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5235230918487909698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnimi czasy Hollywood ogarnęło komiksowe szaleństwo. Niemal każda wysokobudżetowa produkcja to ekranizacja przygód tego czy innego suberbohatera. Przyznam się szczerze, że mocno mnie ten trend nudzi i niecierpliwie wyczekuję jego końca. Z komiksów, od przygód amerykańskich herosów zawsze wolałem Thorgala, Yansa czy Funky Kovala, a jeśli już miałbym wskazać ulubioną postać Marvela czy DC Comics, byłby to Punisher, a nie żaden ubrany w rajtuzy mięśniak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adaptacji komiksów o suberbohaterach było bez liku, ale tylko &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Timowi Burtonowi&lt;/span&gt; udało się stworzyć dzieła niepowtarzalne, będące czymś więcej niż prostą młócką i feerią efektów specjalnych. Całą resztę filmów można podzielić jedynie na te dające się obejrzeć z przyjemnością (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Batman: Początek&lt;/span&gt;), na te, których obejrzenie nie wywołuje większego bólu zębów (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transformers&lt;/span&gt;) i całą resztę, którą spokojnie wrzucić mógłbym do filmowego kubła z napisem "Strata czasu" (wszelkie Spider-many, Fantastyczne Czwórki itp.). Jak widać Batman w tym towarzystwie trzyma się najlepiej - po dwóch genialnych w swojej klasie filmach (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Batman&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Batman Returns&lt;/span&gt;) przyszedł co prawda upadek na samo dno sprezentowany przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Joela Schumachera&lt;/span&gt;, ale &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Christopher Nolan&lt;/span&gt; wydźwignął Mrocznego Rycerza ponownie na szczyty za sprawą naprawdę niezłego filmu z 2005 roku: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Batman - Początek&lt;/span&gt;. Był sukces, wiadomo, że musi być i sequel. Oczekiwania wobec kontynuacji były olbrzymie, presja spoczywająca na barkach Nolana wielka, a hype nakręcany przez kolejne zwiastuny przejdzie chyba do historii. Do tego nagła śmierć &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Heatha Ledgera&lt;/span&gt; sprawiła, że o produkcji usłyszeli niemal wszyscy. Czy w tym całym zgiełku zostało jeszcze miejsce na film mogący zadowolić widza, który nie dostaje spazmów na widok charakterystycznego znaku nietoperza?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno jest pewne - Nolan miał w głowie kompletną wizję swojego dzieła. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Batman - Początek&lt;/span&gt; nie był doskonały? Więc wyciągnijmy wnioski, weźmy z niego to co najlepsze, poprawiając każdy kulejący element. Postać Batmana (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Christian Bale&lt;/span&gt;) nie jest wystarczająco ciekawa, by pociągnąć dwugodzinny film? To wyeksponujmy na pierwszym planie postaci mniej komiksowe i niejednoznaczne - Jokera (Heath Ledger), Gordona (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gary Oldman&lt;/span&gt;) i Harvey'a Denta (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Aaron Eckhart&lt;/span&gt;), samego bohatera spychając tam, gdzie jego miejsce - do cienia. Sceny akcji dalekie były od perfekcji? Poprawmy je więc, ale bez nadmiaru efektów specjalnych - w końcu to mroczny Batman, a nie lunaparkowi X-mani. Mnożyć tak można bez końca. Najważniejszy jest jednak efekt, a ten jest dla mnie jednoznaczny - Nolanowi udało się nakręcić sequel co najmniej dwukrotnie lepszy od dobrego przecież poprzednika, co jest w świecie filmów rzeczą niezwykłą, mającą miejsce raptem kilka razy w historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako kino rozrywkowe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mroczny Rycerz&lt;/span&gt; właściwie jest pozbawiony wad. Bardzo dobre tempo, świetny klimat i doskonali bohaterowie. Kilka scen jest co prawda nieco przegiętych, a bzdurny pomysł z sonarem można było całkowicie odpuścić, bo wręcz takiemu filmowi nie przystoi posiłkować się podobnymi wymysłami, wszystko to jednak można spokojnie wybaczyć i delektować się seansem. Tym zaś, którzy na gumowe kostiumy są wyjątkowo uczuleni i podobne filmy omijają szerokim łukiem, polecam obejrzeć nowego Batmana z jednego względu - Heath Ledger. Wszelkie głosy wynoszące jego rolę pod niebiosa traktowałem z przymrużeniem oka, jako efekt śmierci aktora, który mimo dość znanego nazwiska wielką gwiazdą przecież nie był. Po obejrzeniu filmu bez wahania przyłączam się do grona piewców. Koncert, jaki dał Ledger w Batmanie przejdzie do historii i śmiało mogę powiedzieć, że przewyższa to, co zaprezentował przed niemal dwudziestoma laty &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jack Nicholson&lt;/span&gt;. Joker Ledgera to bohater z krwi i kości - boimy sie go, podziwiamy, nawet współczujemy. Joker Nicholsona to postać znacznie mniej złożona, świetnie wpisująca się w ramy burtonowskiego świata, rewelacyjnie zagrana, ale pozbawiona głębi. Nigdy nie sądziłem, że w Ledgerze tkwiły takie pokłady aktorskiego geniuszu. Pośmiertny Oscar nie będzie tylko miłym gestem, w pełni na niego zasłużył, ewentualna konkurencja nie ma szans.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostała część obsady także wypada dobrze, szczególnie Gary Oldman i Aaron Eckhart. Brakuje tylko wyrazistej roli kobiecej - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Maggie Gyllenhaal&lt;/span&gt; jest równie bezbarwna jak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Katie Holmes&lt;/span&gt;, w żaden sposób widz nie jest w stanie uwierzyć, że dwóch bohaterów jest gotowych poświęcić dla niej życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy oglądałem przed kilkoma laty w kinie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Memento&lt;/span&gt;, przez głowę przeszła mi myśl, że anonimowy reżyser tego genialnego filmu utonie wkrótce w tłumie nieźle zapowiadających się twórców, którzy po obiecujących debiutach zostali zagarnięci przez wielki wytwórnie, by marnować swój talent na kręcone od szablonu produkcje. Nolanowi jednak się udało, zamiast dać sobie narzucić hollywoodzkie normy, postanowił sam je zmieniać. Po dobrej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bezsenności&lt;/span&gt; i świetnym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prestiżu&lt;/span&gt; niepowtarzalny klimat swoich filmów wprowadził do kina o suberbohaterach, wynosząc Batmana na poziom niedostępny dla konkurencji. Wszystko to tylko z korzyścią dla widza - niech reszta próbuje do poziomu filmów Nolana równać, a może wieści o kolejnych ekranizacjach komiksów nie będą wywoływać u mnie komentarzy w stylu: "Jezu, następny?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-4429428634901202651?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/4429428634901202651/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=4429428634901202651' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4429428634901202651'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/4429428634901202651'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/08/mroczny-rycerz-dark-knight.html' title='Mroczny Rycerz / The Dark Knight'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_oU1B30apSQQ/SKdGyG2dJUI/AAAAAAAAAFk/7rvF3-6KnHk/s72-c/The_Dark_Knight_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-5212679116757801419</id><published>2008-07-30T17:17:00.003+02:00</published><updated>2008-07-30T18:05:02.806+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Vantage Point / 8 części prawdy</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SJCQZEHZURI/AAAAAAAAAFc/VYyGeNunAok/s1600-h/vantage-point-film-poster.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SJCQZEHZURI/AAAAAAAAAFc/VYyGeNunAok/s320/vantage-point-film-poster.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5228837927653036306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jedno wydarzenie pokazywane kilkukrotnie z perspektywy różnych osób - tego typu sposób budowania opowieści widzieliśmy już w filmach nie raz. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vantage Point&lt;/span&gt; punktem centralnym jest zamach na prezydenta Stanów Zjednoczonych podczas odbywającej się w Salamance konferencji mającej dać kres wojnie z terroryzmem. Cała akcja skupia się właściwie jedynie na kilku minutach przed i kilkunastu po zamachu. To jednak wystarczy, by film przeładować akcją i napięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do produkcji &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pete'a Travisa&lt;/span&gt; podszedłem bez najmniejszych emocji, spodziewając się bardziej zakończenia oglądania po kilkudziesięciu minutach, niż pozytywnego wrażenia. I chyba takie podejście jest najlepsze. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vantage Point&lt;/span&gt; szybko wówczas wciąga i trzyma w napięciu do samego niemal końca. Nie brakuje tu co prawda scenariuszowych bzdurek i głupot, ale nie są one szczególnie rażące, a ciekawe pomysły, parę zwrotów akcji i przede wszystkim przyjemność płynąca z seansu, wynagradzają je z nawiązką. Wspomnieć należy także o solidnym rzemiośle aktorskim zaprezentowanym przez obecne i byłe pierwszoligowe gwiazdy Hollywood (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dennis Quaid,  Forest Whitaker,  Matthew Fox,  Sigourney Weaver &lt;/span&gt;i&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; William Hurt&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jeden z tych filmów, na temat których stworzenie ciekawej recenzji jest zadaniem dość karkołomnym. Ot, naprawdę przyzwoite kino sensacyjne, które pozwala zapomnieć o bożym świecie na półtorej godziny i co niektórych zmusi do obgryzania paznokci. Dobra zabawa gwarantowana. Szkoda tylko banalnej końcówki (osobiście cały motyw z dziewczynką bym wyciął i wyrzucił - filmowi wyszłoby to tylko na dobre), która psuje nieco ogólne wrażenie. Ale rozczarowujące zakończenie to stała przypadłość filmów tego gatunku made in USA, więc zaskoczony niemile nie byłem. Jak szukasz odstresowywacza na niezłym poziomie, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Vantage Point&lt;/span&gt; jest jak znalazł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Ostatnimi czasy zastanawiam się, co jarają kolesie tłumaczący tytuły filmów. Ich bzdurne pomysły zbliżają się niebezpiecznie ku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szklanej pułapce&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wirującemu Seksowi&lt;/span&gt;, ale ten temat poruszę szerzej przy okazji kolejnej recenzji - filmu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;In Bruges&lt;/span&gt;, ochrzczonego w Polsce przez jakiegoś kretyna tytułem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-5212679116757801419?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/5212679116757801419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=5212679116757801419' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5212679116757801419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5212679116757801419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/vantage-point-8-czci-prawdy.html' title='Vantage Point / 8 części prawdy'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SJCQZEHZURI/AAAAAAAAAFc/VYyGeNunAok/s72-c/vantage-point-film-poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-5253254449233593864</id><published>2008-07-25T14:49:00.005+02:00</published><updated>2008-07-29T17:17:03.053+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Dwa dni w Paryżu</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SI80W0Kv7nI/AAAAAAAAAFU/Rr5KqGUGD4I/s1600-h/2daysinparis.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SI80W0Kv7nI/AAAAAAAAAFU/Rr5KqGUGD4I/s320/2daysinparis.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5228455258965929586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwa dni w Paryżu&lt;/span&gt; to nie tytuł kolejnej komedii romantycznej z Meg Ryan czy jej młodszymi następczyniami. To dość zwariowana komedia będąca w pełni autorską produkcją jednej z bardziej szanowanych w świecie współczesnych francuskich aktorek - &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Julie Delpy&lt;/span&gt;. Miało być dowcipnie, inteligentnie, bezpruderyjnie i złośliwie, z wnikliwym podsumowaniem. Plan udał się szczątkowo:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła jest banalna - para, Francuzka Marion (Delpy) i Amerykanin Jack (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Adam Goldberg&lt;/span&gt;), odwiedzają jej rodziców w Paryżu. Opok perypetii rodzinnych i szoku kulturowego, Adama czeka przede wszystkim poznanie byłych chłopaków Marion, których pełno na ulicach stolicy Francji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Delpy postanowiła wykorzystać sposób opowiadania historii wzięty prosto z chyba najlepszego filmu z jej udziałem - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przed wschodem Słońca. &lt;/span&gt;Kamera nie tyle tu filmuje, co obserwuje, a sceny, zamiast wyreżyserowanych, mają charakter raczej spontaniczny, ze sporą dozą improwizacji. W porównaniu do filmu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Richarda Linklatera&lt;/span&gt;, gdzie pomiędzy poszczególnymi "cięciami" potrafiło minąć kilka ładnych minut, sceny tutaj są krótsze i bardziej dynamiczne. Trzeba przyznać, że taka technika sprawdza się znakomicie, potęgując wrażenie 'naturalności" oglądanych fragmentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwa dni w Paryżu&lt;/span&gt; robią bardzo pozytywne wrażanie. Inteligentne, subtelne lub cięte żarty, do tego kilka sytuacji, na których naprawdę można się popłakać ze śmiechu. Pierwsze wrażenie zdecydowanie in plus. Ale czar niestety szybka pryska. Pomysły na rozbawienie widza kończą się w połowie seansu, by pod koniec zacząć żenować (motyw z torebką), a poza wywoływaniem śmiechu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwa dni w Paryżu&lt;/span&gt; nie mają żadnej wartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film miał w dużej mierze opierać się na kontraście kultury amerykańskiej z rozpasaną mentalnością Francuzów. To naprawdę pole do popisu dla sprawnego scenarzysty. Tymczasem oglądając &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwa dni w Paryżu&lt;/span&gt; aż ciężko uwierzyć, że w całości autorem jest inteligentna wydawałoby się Francuzka. Takiego natłoku stereotypów nie widziałem już dawno. Francuzi to monotematyczne, głośne i krzykliwe maniaki seksualne, których życie, ba nawet tworzona przez nich "sztuka", kręci się jedynie wokół wagin i penisów. Do tego żywią się wyłącznie oprawianymi własnoręcznie królikami i świniami - rzeźni Delpy pewnie w Paryżu nie spotkała. Żadnego zróżnicowania ani odstępstwa w filmie nie widać. Jedyne czym się różni Francuz od Francuza, to poziom libido i preferencje seksualne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także wnioski, jakimi raczy nas w końcowym monologu Delpy są na poziomie amerykańskiej komedii dla nastolatków. Sama końcowa zmiana formuły ma wskazać wyraźnie, że reżyserka będzie mówić coś ważnego, po czym słyszymy o rzeczach, o których wie każde średnio rozgarnięte dziecko... Ktoś tu się pogubił, albo ma zbyt wysokie ego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezłe pól godziny to za mało, by zasłużyć na wysoką ocenę. Tym bardziej, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Dwa dni w Paryżu&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;popełniają błąd dla mnie w filmach niewybaczalny - rozpalają początkowo nadzieję na coś ciekawego i oryginalnego, po czym gaszą ją banałem i głupotą&lt;/span&gt;. Te 3-4 naprawdę zabawne momenty to jednak i tak więcej niż oferuje zwykle kilka współczesnych "komedii" razem wziętych, stawiam więc ocenę 6. Solidny średniak - można obejrzeć, ale jak się przegapi, to nic wielkiego się nie straci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-5253254449233593864?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/5253254449233593864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=5253254449233593864' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5253254449233593864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5253254449233593864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/dwa-dni-w-paryu.html' title='Dwa dni w Paryżu'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SI80W0Kv7nI/AAAAAAAAAFU/Rr5KqGUGD4I/s72-c/2daysinparis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-3967988589876388000</id><published>2008-07-22T15:24:00.008+02:00</published><updated>2008-07-24T16:57:54.827+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Transfer / Rendition</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SIh6WIq0e0I/AAAAAAAAAFM/kG4bIU1YE3s/s1600-h/u1_rendition1_large.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SIh6WIq0e0I/AAAAAAAAAFM/kG4bIU1YE3s/s320/u1_rendition1_large.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5226561888266255170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kiedy w 2001 r. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gavin Hood&lt;/span&gt; popełnił potworka w postaci nowej ekranizacji sienkiewiczowskiego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W pustyni i w puszczy&lt;/span&gt;, mało kto sądził, że kiedykolwiek jeszcze o tym panu usłyszymy. Tymczasem, po czterech latach zawodowej przerwy, jego opowieść o młodocianym przestępcy z johannesburskiej biedoty, którego życie nabiera sensu dzięki opiece nad znalezionym niemowlęciem, zaczęła niespodziewanie podbijać światowe festiwale. Marsz po kolejne statuetki zakończył się na zdobyciu tej najbardziej rozpoznawalnej - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tsotsi&lt;/span&gt; został uznany godnym Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. W ten sposób przed Hoodem zostały otwarte drzwi do Hollywood.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że do pracy zabrał się ambitnie. Zamiast zadowolić się sensacyjnym scenariuszem, postanowił nakręcić film będący kolejnym głosem w światowej dyskusji na temat terroryzmu i sposobów walki z nim - głosem wyważonym i w miarę możliwości obiektywnym. Do tego udało mu sie zabrać naprawdę imponującą obsadę, z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jake'm Gyllenhaalem&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Meryl Streep&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Reese Witherspoon&lt;/span&gt; na czele. Zapowiadało się ciekawie i w sumie dość ciekawie wyszło. Ale po kolei...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nieokreślonym w sumie do końca arabskim kraju Afryki Północnej dochodzi do zamachu, w którym przypadkowo ginie agent CIA. O współpracę z zamachowcami podejrzany jest egipski naukowiec Anwar El-Ibrahimi (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Omar Metwally&lt;/span&gt;), od wielu lat mieszkający w Stanach, wracający właśnie z konferencji w RPA do czekającej na niego w Waszyngtonie ciężarnej żony (Reese Witherspoon) i synka. Do rodziny jednak nie dotrze, przechwycony potajemnie po wyjściu z samolotu przez amerykańskie służby, a następnie przerzucony do kraju, w którym miał miejsce zamach. CIA wykorzystało tutaj zapis dopuszczający nadzwyczajny transfer podejrzanych o terroryzm do innych krajów w celu przesłuchania. Powodem takiej praktyki jest głównie możliwość stosowania technik wymuszania zeznań, które oficjalnie na terytorium USA nie miałyby racji bytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film w ładny sposób pokazuje zaostrzający się terroryzm i coraz brutalniejsze metody walki z nim jako samonapędzające się mechanizmy. Agresja jednej ze stron potęguje reakcję drugiej, a wyjścia z sytuacji właściwie nie widać. Każda, nawet na pierwszy rzut oka negatywna postać kieruje się swoimi dobrze uzasadnionymi motywacjami, którym ciężko odmówić racji. Nic nie jest tu czarno-białe, a walka z terroryzmem to nie prosta wojna dobra ze złem, jak próbuje wmówić nomenklatura Busha Juniora. Na tym polu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rendition&lt;/span&gt; spisuje się wręcz powyżej oczekiwań, wypadając lepiej niż dość podobna w tematyce &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Syriana&lt;/span&gt; i deklasując przereklamowane &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Królestwo&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorzej Hoodowi wyszło kreowanie wyrazistych bohaterów. Na szczęście zatrudnione gwiazdy nie zawodzą i nadają postaciom nieco charakteru. Lepiej od nich wypada jednak  część obsady arabskiej, ze szczególnym wskazaniem &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Yigala Naora&lt;/span&gt; w roli brutalnego i pozbawionego złudzeń szefa miejscowej policji. Generalnie nie było chyba celem reżysera, by postaci były typowymi bohaterami "z krwi i kości" - one mają tu raczej za zadanie przedstawiać różne postawy wobec toczącego się konfliktu świata zachodniego z islamskim i w sumie taki zabieg się udał, nie przynosząc jednocześnie wielkiej szkody napięciu towarzyszącemu opowiadanej historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rendition&lt;/span&gt; to dość statyczny dramat polityczny, nastawiony głównie na klimat i mający sporo do powiedzenia. Nie jest to z pewnością dzieło odkrywcze, na tle podobnych filmów wyróżnia się jednak wyraźnie dojrzałością, obiektywizmem oraz unikaniem podniosłych scen. Nic co zostałoby na dłużej w pamięci, ogląda się go jednak z przyjemnością i zachęca do dyskusji. Mimo to świat filmowych krytyków nie był dla niego łaskawy. Choć nie brakowało dość entuzjastycznych recenzji, przeważały te negatywne, nieraz mieszające nawet dzieło Hooda z błotem. Ja jednak pozwolę sobie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rendition&lt;/span&gt; polecić, choć z góry ostrzegam, że osoby liczące na szybką rozrywkę nie mają tu czego szukać.&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7+/10&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-3967988589876388000?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/3967988589876388000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=3967988589876388000' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3967988589876388000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/3967988589876388000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/transfer-rendition.html' title='Transfer / Rendition'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SIh6WIq0e0I/AAAAAAAAAFM/kG4bIU1YE3s/s72-c/u1_rendition1_large.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-475548370911867010</id><published>2008-07-18T10:32:00.007+02:00</published><updated>2008-07-18T14:05:20.338+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>The Happening / Zdarzenie</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SICE69n6xUI/AAAAAAAAAE8/JMabj7SJvi8/s1600-h/happening.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SICE69n6xUI/AAAAAAAAAE8/JMabj7SJvi8/s320/happening.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224321716259046722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;M. Night Shyamalan&lt;/span&gt; - pochodzący z Indii scenarzysta i reżyser, którego nazwisko zostało rozsławione w całym filmowym świecie za sprawą oszałamiającego sukcesu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szóstego zmysłu&lt;/span&gt;. Gęsty, tajemniczy klimat i zaskakujący twist na końcu - ta prosta w sumie recepta przyniosła Shyamalanowi taki rozgłos, że stał się wręcz jej niewolnikiem. Próbując powtórzyć sukces hitu z Brucem Willis'em, powielał wspomniany schemat jeszcze kilkukrotnie, coraz mocniej przekładając atmosferę opowiadanej historii nad jej logikę (czego symptomy widać było już w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szóstym zmyśle&lt;/span&gt;). Efekty nie zachwycały, ale mimo wszystko wyróżniały się na tle innych rozrywkowych produkcji. Z takimi mniej więcej oczekiwaniami podchodziłem do&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Zdarzenia&lt;/span&gt;, którego trailery dawały nadzieję na naprawdę przyzwoitą półtoragodzinną rozrywkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwyczajne popołudnie w zatłoczonym Central Parku. Nagle część osób zamiera w bezruchu, by po chwili, mamrocząc głupoty, wyszukiwać najprostszej drogi do odebrania sobie życia. Fala masowych, spontanicznych samobójstw zaczyna ogarniać Wschodnie Wybrzeże. Po pierwszych doniesieniach o ataku terrorystycznym naukowcy zaczynają dochodzić do wniosku, że toksyny pojawiające się w powietrzu są naturalnym produktem roślin, które najwyraźniej uparły się, że wymiotą człowieka z powierzchni ziemi, zanim ten wytnie resztkę amazońskiej dżungli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W centrum "zaatakowanego" regionu walczy o przetrwanie grupa ludzi, na czele z bohaterami - Elliotem (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mark Wahlberg&lt;/span&gt;) i Almą (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zooey Deschanel&lt;/span&gt;) Moore'ami oraz kilkuletnią córką ich przyjaciela, którą musieli się zaopiekować. Shyamalan pokazuje zdecydowaną większość wydarzeń z perspektywy tej trójki, świadomie naśladując tutaj sposób narracji udanie wykorzystany przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Spielberga&lt;/span&gt; w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wojnie Światów&lt;/span&gt;. Tam jednak &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tom Cruise&lt;/span&gt; zagrał bardzo przyzwoicie, a &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dakota Fanning&lt;/span&gt; wręcz koncertowo. W &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdarzeniu&lt;/span&gt; tymczasem poziom aktorstwa jest tak koszmarny, że momentami serio zastanawiałem się (właściwie to zastanawiam się w dalszym ciągu), czy to nie celowy zabieg mający nawiązywać do wątpliwych osiągnięć na tym polu filmów sci-fi z przełomu lat 50. i 60., tworzonych przez Eda Wooda i jemu podobnych "artystów". Miny prezentowane przez Wahlberga w scenach dramatycznych, groteskowa mimika jego filmowej żony, w połączeniu z potwornymi dialogami wzbudzają ogólną wesołość, a postaci poboczne są tak karykaturalne, że opowiadanej historii w żaden sposób nie da się wziąć serio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SICFE3YWg6I/AAAAAAAAAFE/BV2EcYezrBM/s1600-h/happening2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SICFE3YWg6I/AAAAAAAAAFE/BV2EcYezrBM/s320/happening2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5224321886381835170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman; font-style: italic;"&gt;Takie minki oglądamy przez 80% filmu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Średnio współgra to z mozolnie budowanym od pierwszej sceny filmu klimatem. Shyamalan  doświadczenie ma jednak w tym względzie olbrzymie i w sumie nie zawodzi. Napięcie stale rośnie i jest największą, jeśli nie jedyną, zaletą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdarzenia&lt;/span&gt;. Dzięki niemu film ogląda sie gładko, a 90 minut mija bardzo szybko. Można więc powiedzieć, że otrzymałem dokładnie to czego oczekiwałem - niewymuszoną, w miarę emocjonującą rozrywkę. Szkoda tylko, że reżyser, który do tej pory unikał podszywania swoich filmów jakimiś wielkimi ideami, teraz na siłę próbuje wcisnąć przestrogę przed dalszą eksploatacją środowiska. Szczytne to, ale w tak łopatologicznej i napuszonej formie może dotrzeć co najwyżej do przedszkolaka, a dorosłego widza najzwyczajniej w świecie drażni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując,&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Zdarzenie&lt;/span&gt; można obejrzeć, szczególnie nie męczy, momentami nawet w niezamierzony (chyba) sposób wywołuje szczery śmiech. Jako wieczorna rozrywka sprawdza się nieźle. Ci jednak, którzy darzą Shyamalana szczególną estymą i wiążą z tym filmem duże nadzieje, będą mocno zawiedzeni. Widać, że powoli reżyser ten się wypala i przydałaby mu się zmiana konwencji, lub przynajmniej skupienie się jedynie na reżyserii, scenariusz powierzając lepszemu specjaliście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6+/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-475548370911867010?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/475548370911867010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=475548370911867010' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/475548370911867010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/475548370911867010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/happening-zdarzenie.html' title='The Happening / Zdarzenie'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SICE69n6xUI/AAAAAAAAAE8/JMabj7SJvi8/s72-c/happening.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-6626478917224851640</id><published>2008-07-08T12:17:00.006+02:00</published><updated>2008-07-18T08:38:22.158+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Lejdis</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SHNUCe5pajI/AAAAAAAAAE0/E592HkbjPZA/s1600-h/lejdis.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SHNUCe5pajI/AAAAAAAAAE0/E592HkbjPZA/s320/lejdis.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5220608794683861554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od dłuższego czasu omijam szerokim łukiem polskie komedie. Ciężkie, wysilone i koniecznie wulgarne żarty, sceny kręcone tylko po to, by mógł paść wymyślony wcześniej cool tekst, do tego wrażenie deja vu - ci sami aktorzy, podobne scenariusze i ten sam humor. Na taki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Testosteron&lt;/span&gt; w życiu nie wybrałbym się do kina, jednak dzięki zbiegowi okoliczności trafiłem na seans i o dziwo bardzo pozytywnie się rozczarowałem. Kameralny, niemal teatralny klimat, prowadzenie akcji samymi niemal dialogami, przewaga  dowcipów inteligentnych nad prymitywnymi (choć i tych nie brakowało), kilka celnych obserwacji, no i niezła gra aktorska (Stelmaszczyk!) - jakby wszystkie polskie komedie przeznaczone dla masowego odbiorcy prezentowały podobny poziom, byłbym zadowolony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lejdis&lt;/span&gt; od początku było tworem sztucznym, powstałym jedynie w celu wykorzystania koniunktury nakręconej przez przyjemnie  szowinistycznego poprzednika. Niemniej kobieca perspektywa pociągała, a doświadczenie autorów dawało nadzieję na równie udany film. Niestety, wystarczy 5 minut z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lejdis&lt;/span&gt;, by wiedzieć, że nadzieja była płonna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film ma dużo bardziej klasyczną formę niż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Testosteron&lt;/span&gt;. Cztery przyjaciółki od lat dziecięcych urządzają sylwestra w środku roku. Wypowiadają sylwestrowe życzenia, a my patrzymy, czy w ciągu najbliższych 12 miesięcy marzenia się spełnią. Nic szczególnego, życzenia w postaci "chce mieć duże cycki" raczej dramatyzmu nie zwiastują, więc autorzy (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Konecki&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Saramonowicz&lt;/span&gt;) wybrali sobie kilkanaście problemów przewijających sie przez telenowele i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fakt&lt;/span&gt;, a następnie wcisnęli je na siłę do tej niby komedii, robiąc z niej momentami karykaturę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;M jak miłość&lt;/span&gt;. Czego tu nie ma... mamy męża geja, podejrzenie raka, seks z własnym uczniem i to jeszcze na korytarzu szkoły, podejrzenie sąsiada o pedofilię, umierającego ojca, który wraca po latach, chamską szefową, niechcianą ciążę itd. itp. Kiedy już myślałem, że film zbliża się ku końcowi i mordęga się skończy, przed bohaterkami stawiano kolejne, nie wiadomo skąd wyciągnięte trudności - wszystkie zbyte potem 5-minutowymi scenami, kompletnie nic do filmu niewnoszącymi. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lejdis&lt;/span&gt; są rozdęte do granic absurdu - trwają 130 minut, do tego dłużą się bardziej niż tolkienowska trylogia Jacksona w wersji reżyserskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poziom humoru wygląda mniej więcej tak, jakby wycięto co bardziej prymitywne kawałki z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Testosteronu&lt;/span&gt;, a następnie je zwielokrotniono. Do tego bohaterki to kobiety nowoczesne, więc urozmaicają swój język angielskimi wtrętami i stosują odzywki typowe raczej dla osób 20 lat młodszych. Widz ma więc przyjemność kilkukrotnie słuchać historii o nietoperzu, który sam sobie robił "blowjoba" (tak, to cytat) i innych, równie inteligentnych żartów. Owszem, w kilku momentach bywa śmiesznie, ale uczucie zażenowania towarzyszyło mi w znacznie większej ilości scen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć film jest o kobietach, to ich zachowanie i język są typowo męskie - klną jak szewc (co akurat od rzeczywistości nie odbiega;), lubią pochlać i posługują się głównie językiem ciętych ripost. O żadnej celnej obserwacji kobiecej natury nie ma co tu marzyć (a takich w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Testosteronie&lt;/span&gt; odnośnie mężczyzn było sporo). Jakby zamienić płeć bohaterów, nie zmieniając scenariusza, to nikt by chyba nie zauważył nic nienaturalnego (pomijając bohaterkę dążącą do ciąży za wszelką cenę:). W efekcie bardzo wiele scen wypada sztucznie i nawet nienajgorsza gra aktorska nie jest w stanie temu zaradzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze gorzej jest z mężczyznami, których role są sprowadzone do 2-3 klisz. Absurdalna jest szczególnie postać grana przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rafała Królikowskiego&lt;/span&gt; - choć pokazywany na ekranie wielokrotnie, jedyne co robi, to pozowanie przed lustrem w stroju starożytnego Rzymianina. Podobnych, choć może nie aż tak jednowymiarowych manekinów jest tu niestety dużo, za dużo. Mając w pamięci&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Testosteron&lt;/span&gt; byłem mocno tym zaskoczony. Najlepiej chyba wypada pod tym względem postać europosła-geja grana przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Piotra Adamczyka&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomnieć należy także o &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czarku Pazurze&lt;/span&gt;, który z offu wyjaśnia nam meandry fabuły, w czasie gdy akcja przeskakuje o kilka miesięcy do przodu. Górnolotne banialuki o przemianach bohaterek, które przychodzi mu wymówić szczególnie w końcowych fragmentach filmu, są w niezamierzony sposób tak komiczne, że nosiłem się nawet z  zamiarem wykorzystania ich w tej recenzji:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszałem opinie, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lejdis&lt;/span&gt; na tle królujących ostatnimi czasy w kinach polskich komedii romantycznych, to film wręcz świetny. Może, nie wiem, nie oglądałem ostatnich hitów ze Stenką czy Zakościelnym i oglądać ich nie będę. Bez względu na punkt odniesienia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lejdis&lt;/span&gt; jest filmem złym, częściej żenującym niż śmiesznym, do tego za długim o niemal godzinę. Jak ktoś bardzo tęskni za polską komedią, obejrzeć może. Reszcie zdecydowanie odradzam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;3/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-6626478917224851640?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/6626478917224851640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=6626478917224851640' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6626478917224851640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6626478917224851640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/lejdis.html' title='Lejdis'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SHNUCe5pajI/AAAAAAAAAE0/E592HkbjPZA/s72-c/lejdis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-924259957724301441</id><published>2008-07-03T18:18:00.005+02:00</published><updated>2008-07-03T19:52:11.768+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Street Kings/Królowie ulicy</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SG0RZ1ArmpI/AAAAAAAAAEs/lceJhLaXNsM/s1600-h/street+kings.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SG0RZ1ArmpI/AAAAAAAAAEs/lceJhLaXNsM/s320/street+kings.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5218846678616611474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Trudno dziś o dobre, mocne kino sensacyjne. Gatunek, który królował w salach kinowych w pierwszej połowie lat 90-tych, obecnie jest raczej na wymarciu. Zastąpiony został przez wypełnione bezsensowną akcją błyskotki w stylu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Next&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wanted&lt;/span&gt; oraz skupione na przemocy slashery, wszystko po to, by zaspokoić niewybredne gusta nastoletniej większości. W takiej sytuacji nie dziwi olbrzymi sukces dobrej, ale dalekiej od ideału &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szklanej pułapki 4.0&lt;/span&gt;, czy uznanie wręcz za arcydzieło serii o Jasonie Bourne'ie, także niezłej, ale... bez przesady. Oba konkurencji za wielkiej nie miały. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Street Kings &lt;/span&gt;to właśnie przedstawiciel starej szkoły - mocna, ale w miarę trzymająca się kupy akcja, brak rzucających się w oczy efektów specjalnych, względny realizm scen przemocy, brak przegięć w postaci podkręcania wystrzeliwanych kul (vide &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wanted&lt;/span&gt;), tak, to film, jakiego dawno nie oglądałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tom Ludlow (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Keanu Reeves&lt;/span&gt;) co prawda nosi policyjną odznakę, tak naprawdę pełni jednak w Policji rolę cyngla na usługach swojego ambitnego Kapitana - Jacka Wandera (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Forest Whitaker&lt;/span&gt;). Tam, gdzie prawo sięgnąć już nie może, posyła się Ludlowa, który z gracją i wdziękiem likwiduje bandziorów, pozorując potem działanie w obronie własnej. Wander potem elegancko tuszuje wszelkie nieścisłości i takim sposobem jego jednostka jest w czołówkach gazet, a sam Kapitan pnie po szczeblach policyjnej kariery. Działania Ludlowa nie pasują jednak jego byłemu partnerowi, interesować się zaczyna nim także Wydział Wewnętrzny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda zarys początków fabuły, oczywiście obfitującej potem w "zaskakujące" zwroty akcji. I faktycznie w kilku szczegółach udało się scenarzystom mnie zaskoczyć, problem jednak w tym, że "głównego złego" rozpoznaje się właściwie w 15. minucie filmu, co skazało ich wysiłki na niepowodzenie. To dość mocno psuje zabawę i przyczynia się do największego problemu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Królów ulicy&lt;/span&gt; - braku napięcia. Niedostatek tego ostatniego to gwóźdź do trumny dla każdego niemal filmu sensacyjnego, nie inaczej jest niestety i w tym przypadku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oznacza to, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Street Kings&lt;/span&gt; jest filmem złym. Ogląda się go nieźle - mamy tu kilka mocnych i efektownych scen, gęsty klimat, dość oryginalną muzykę, no i znaną obsadę - Reeves i Whitaker wspierani przez serialowe gwiazdki: Sucre z Prison Break'a i Dr House'a. Znana obsada nie oznacza jednak dobrej. Reeves jest drewniany jak niemal zawsze, choć o dziwo pasuje to nawet do roli półkretyna, jakim jest Ludlow. Gorzej sytuacja wygląda z Whitakerem. Ten bardzo ceniony przeze mnie aktor w paru scenach wygląda wręcz komicznie. Jego nadekspresja, tak efektowna w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ostatnim Królu Szkocji&lt;/span&gt;, tutaj jest zupełnie nie na miejscu. Zamiast przebiegłego i charyzmatycznego (jakoś w końcu musiał namawiać do zabijania) dowódcy, postać Wandera przypomina nadpobudliwego, niepanującego nad odruchami schizofrenika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kilku momentach musimy też być baaardzo tolerancyjnymi, by uwierzyć w łatwość, z jaką udaje się bohaterom pewne sprawy zatuszować. To jednak już najmniejszy problem. Większym jest ten, że to staroszkolne kino, choć miało wszelkie atrybuty, by przypaść mi do gustu, najzwyczajniej w świecie rozczarowało. Jasne, dało się oglądać i sprawiało to nawet jakąś przyjemność, jednak po seansie faktycznie byłem w stanie określić &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szklaną Pułapkę 4.0 &lt;/span&gt;świetną, a serię o Bourne'ie - arcydziełem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;6/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-924259957724301441?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/924259957724301441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=924259957724301441' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/924259957724301441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/924259957724301441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/07/street-kings.html' title='Street Kings/Królowie ulicy'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SG0RZ1ArmpI/AAAAAAAAAEs/lceJhLaXNsM/s72-c/street+kings.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-6645481660373599593</id><published>2008-06-27T20:15:00.005+02:00</published><updated>2008-07-03T18:03:12.368+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Enchanted/Zaczarowana</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SGzXPU5TYII/AAAAAAAAAEk/BAMZkXizw1s/s1600-h/7181825.3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SGzXPU5TYII/AAAAAAAAAEk/BAMZkXizw1s/s320/7181825.3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5218782726522626178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shrek&lt;/span&gt; zrewolucjonizował świat bajek i baśni dla dzieci. Miejsce klasycznych i dostojnych animacji w stylu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pięknej i Bestii&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Króla Lwa&lt;/span&gt; zajęły przebojowe, w całości wygenerowane komputerowo filmy, których celem było bawienie nie tylko najmłodszych, ale także ich rodziców i starsze rodzeństwo. Pełne odniesień do popkultury, z wielkim dystansem traktujące bajkowe schematy, parodiujące bohaterów baśni i współczesnych filmów, wprowadziły nową jakość do kina familijnego. Olbrzymi sukces &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shreka&lt;/span&gt; pociągnął za sobą masę naśladowców, mniej lub bardziej udanych, zawsze jednak efektownych i tworzonych według podobnych wzorców. Minęło kilka lat i formuła ta najwidoczniej się wyczerpała - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shrek 3&lt;/span&gt; jest przeciętną karykaturą poprzedników, a na inne tego typu produkcje już nikt nie czeka. W ten kryzys postanowił się wbić Disney, tworząc film będący w sumie powrotem do korzeni, ale wykorzystujący całą poshrekową formułę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zaczarowana&lt;/span&gt; przedstawia bajkowy, klasycznie rysowany świat, gdzie otoczona przez krzątające się zwierzaki księżniczka Giselle czeka na swojego księcia. Takiego też przypadkiem znajduje - młody, piękny, gotowy do poświęceń i od pierwszego wejrzenia ślepo w Giselle zakochany. Jednodniowa sielanka i plany ślubu. Jak to jednak w baśniach bywa, musi i być zła wiedźma - w tym przypadku matka księcia Edwarda, bojąca się utraty królewskiego tronu po ślubie syna. Królowa podstępem pozbywa się więc Giselle, spuszczając ją wprost do piekła - centrum współczesnego Nowego Yorku. Film traci wówczas swoją animowaną formę, na rzecz jak najbardziej zwyczajnego obrazu aktorskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała koncepcja filmu opiera się na konfrontacji baśniowych postaci, przyzwyczajonych do świata, gdzie białe jest białe, a czarne jest czarne, jest się dobrym albo złym, kocha się albo nie, a stany pośrednie nie istnieją, z naszą pełną szarości i relatywizmu rzeczywistością. Oczywiście to zderzenie posłużyło przede wszystkim do wyprodukowania sporej liczby żartów typowo sytuacyjnych, od czasu do czasu pojawia się też jednak inteligentny dialog, który zostanie odebrany przede wszystkim przez starszych widzów. Najważniejszy jest jednak fakt, że cały koncept nie poszedł na marne. Twórcy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zaczarowanej&lt;/span&gt; dobrze wykorzystali potencjał komediowy opowiadanej historii, doprawiając ją dodatkowo kilkoma ładnymi układami choreograficznymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najmocniejszą stroną filmu jest jednak klimat. Choć 85% czasu akcja toczy się w "naszej" rzeczywistości, udało sie zachować atmosferę typową dla klasycznych baśni. Wielka w tym zasługa odgrywającej rolę Giselle &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Amy Adams&lt;/span&gt;, która doskonale przełożyła na prawdziwie filmowy język postać kreskówkowej księżniczki. Jest naiwna, urocza i rozśpiewana, zgarniając całe show dla siebie. Reszta obsady, z reaktywowanym &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Patrickiem Dempsey'em&lt;/span&gt;  na czele (ależ on podobny do Seana Penna), jedynie jej asystuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wieku dziecięcego dawno już wyrosłem, przy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zaczarowanej&lt;/span&gt; bawiłem się jednak bardzo fajnie. Jako kino familijne sprawdza się znakomicie, jako typowa komedia romantyczna też broni się o dziwo całkiem nieźle. Nie brak tu infantylnych momentów, ale to w końcu baśń, trudno więc takich uniknąć. Szkoda tylko końcówki, niepotrzebnie "uatrakcyjnionej" nadmiarem brzydkich efektów specjalnych, ale cóż - tak fantastycznej sceny finałowej jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Shreku 2&lt;/span&gt; bajkowy świat nie zobaczy jeszcze długo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-6645481660373599593?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/6645481660373599593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=6645481660373599593' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6645481660373599593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/6645481660373599593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/06/enchantedzaczarowana.html' title='Enchanted/Zaczarowana'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SGzXPU5TYII/AAAAAAAAAEk/BAMZkXizw1s/s72-c/7181825.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7330324094704219407</id><published>2008-06-24T09:50:00.008+02:00</published><updated>2008-06-25T06:43:43.931+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Californication</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SGDRw_nvQTI/AAAAAAAAAEc/wKbt_7ZYV2U/s1600-h/californication.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SGDRw_nvQTI/AAAAAAAAAEc/wKbt_7ZYV2U/s320/californication.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5215399008137068850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Hank Moody (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;David Duchovny&lt;/span&gt;) to ironiczny, sarkastyczny pisarz, mający wszelkie konwenanse w głębokim poważaniu. Bywa chamski, nieprzyjemny, ale jest też uroczo rozbrajający. Lubi wypić, pali i nie stroni od narkotyków. Kobiety za nim szaleją, a on szaleje za nimi - można powiedzieć, że jest uwarunkowany na wydupczenie wszystkiego, co się nawinie i wygląda w miarę ok. Jego podejście do życia dobrze obrazuje tytuł jego największego bestselleru - "Bóg nienawidzi nas wszystkich" - książki, dzięki której na stałe wpisał się w panteon najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich i której podła ekranizacja przyniosła mu solidne dochody. Od długiego czasu nic kompletnie jednak nie stworzył i musi dorabiać pisaniem bloga, dokładając swoją cegiełkę do tworzącej się "kultury" Internetu, której nie znosi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hank to jednak nie kolejny zepsuty sławą i pieniędzmi produkt przemysłu rozrywkowego. To człowiek na życiowym zakręcie, walczący o odzyskanie swojej wieloletniej partnerki Karen (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Natasha McElhone&lt;/span&gt;), w której ciągle jest zakochany, a która wkrótce ma wyjść za ułożonego, odpowiedzialnego i nudnego potentata prasowego, kogoś będącego całkowitym przeciwieństwem Hanka.  Becca, córka Karen i Hanka, to druga kobieta, którą Moody kocha nad życie i dla której jest naprawdę dobrym, choć często niesłownym, ojcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak w skrócie wygląda podłoże fabuły serialu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt;. Niby nic oryginalnego, jednak z tego materiału udało się wydobyć w ciągu dwunastu 25-minutowych odcinków tyle treści, że spokojnie można by obłożyć nimi kilka hollywoodzkich hitów. Inteligentny, cięty jak cholera humor, pełen przekleństw język, ociekająca seksem atmosfera ze śmiałymi, momentami wręcz bluźnierczymi scenami erotycznymi, przy jednoczesnym znakomitym ukazaniu procesów regulujących związki partnerskie, przyjacielskie i wyraźnym prorodzinnym przesłaniu - taki misz-masz mogliśmy zobaczyć co najwyżej w komediach &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kevina Smitha&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt; to jednak całkiem inny poziom, o którym niezłe poniekąd produkcje &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Smitha&lt;/span&gt; mogą tylko pomarzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt; nie byłoby jednak w połowie tak dobre, gdyby nie znakomity duet aktorów. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Duchovny&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;McElhone&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;grają rewelacyjnie, z łatwością tworząc między Hankiem i Karen wyczuwalną przez widza więź.&lt;/span&gt; Ukazanie naprawdę skomplikowanej relacji w sposób często pozbawiony słów to prawdziwe mistrzostwo, rzadko widziane w serialach. Ten pełny uczuć, wzajemnego przyciągania, lat wspólnych doświadczeń i rozczarowań związek jest siłą napędową każdego epizodu. Po roli Hanka widać, jaka krzywdę karierze Duchovnego wyrządziło zbyt długie granie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The X-Files&lt;/span&gt; i późniejsze utożsamianie go z Foxem Mulderem. Mam nadzieję, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt; otworzy nowy etap na jego aktorskiej ścieżce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dexter&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt;, nie sądziłem, że nadejdą czasy, w których seriale, przez lata utożsamiane z niezbyt wyszukaną formą spędzania czasu, staną się synonimem rozrywki ambitnej, odważnej, pełnej pasji i wizji, gdzie świeże, dobre pomysły są mile widziane, a schematy omijane szerokim łukiem. Ale to już temat na całkiem inną historię ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyna zauważalną wadą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Californication&lt;/span&gt; jest fakt, że na razie powstał tylko pojedynczy dwunastoodcinkowy sezon. Na szczęście już wkrótce rozpocznie się emisja sezonu drugiego. Mam nadzieję, że wzorem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dextera&lt;/span&gt;, będzie jeszcze lepszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt;&lt;br&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;9,5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7330324094704219407?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7330324094704219407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7330324094704219407' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7330324094704219407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7330324094704219407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/06/californication.html' title='Californication'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SGDRw_nvQTI/AAAAAAAAAEc/wKbt_7ZYV2U/s72-c/californication.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7181334809915282799</id><published>2008-06-19T13:42:00.009+02:00</published><updated>2008-06-19T17:36:51.652+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>W Dolinie Elah</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SFp7qBPD9qI/AAAAAAAAAEU/HonBW4AWBL0/s1600-h/wDolinieElah.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SFp7qBPD9qI/AAAAAAAAAEU/HonBW4AWBL0/s320/wDolinieElah.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5213615480451102370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konflikt w Iraku się przedłuża i nic nie idzie tak, jak zapowiadano jeszcze 3-4 lata temu. Widmo nowego Wietnamu straszy coraz mocniej, co musiało znaleźć swoje odzwierciedlenie w kinematografii amerykańskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozrachunek filmowców z wojną wietnamską był czymś wyjątkowym. Musiało minąć kilka lat od eskalacji konfliktu i sporo czasu od jego zakończenia, nim przemysł filmowy dorósł na tyle, by móc w ogóle poruszyć ten temat bez ogródek i uproszczeń. W efekcie powstały dzieła pełne emocji i dramatyzmu, ukazujące konfrontację jednostki z brutalną wojenną rzeczywistością. Po &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łowcy Jeleni&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czasie Apokalipsy&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Plutonie&lt;/span&gt; nie było już powrotu do wojny przedstawianej jako przygoda dla dużych, odważnych chłopców (vide &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tylko dla orłów&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Działa Navarony&lt;/span&gt;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konflikt w Iraku spotkał się z dużo szybszą reakcją filmowców niż Wietnam, a sposób jego pokazywania znacznie wyewoluował. Tu nie ma wielkich dramatów, są jedynie suche, pozbawione emocji relacje. To, co wojna robi z jednostką nie ma już szokować, to fakt znany i wyeksploatowany. Zamiast tego oglądamy naturalistyczne relacje ukazywane chłodnym, niby-reporterskim, demaskatorskim okiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie wygląda Irak w nowym filmie &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Paula Haggisa&lt;/span&gt; (autora świetnego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Miasta gniewu&lt;/span&gt; - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crash&lt;/span&gt;) - jest przerażający i... zły . Choć widzimy go tylko na krótkich filmikach o słabej jakości kręconych za pomocą wbudowanej w komórkę kamery, efekt jest niesamowity. Znakomita robota, przygniatająca ciężkim klimatem i odrzucająca ukazanym tam rozmyciem się moralnych granic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmiki te ogląda Hank Deerfield (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tommy Lee Jones&lt;/span&gt;), ojciec młodego żołnierza, Mike'a, który zniknął kilka dni po powrocie z Iraku. Ma nadzieję na znalezienie w nich wskazówki, która podpowie mu, co się stało z synem. Mike podczas służby nie rozstawał się z kamerą, filmował dla ojca, traktując uwieczniane obrazy jako swoisty dowód na to, że jest mężczyzną, takim, jakim chciał go widzieć Hank. Hank to były żandarm, z głową pełną konserwatywnych, patriotycznych wartości, który obu swoich synów wychował na żołnierzy, lecz jednego zdążył już stracić w katastrofie wojskowego śmigłowca. Nie ma tu jednak mowy, o schematycznym obrazie człowieka będącego produktem armii - Hank to bardzo bystry gość, gotowy na wszystko, by odnaleźć Mike'a. W śledztwie wspiera go miejscowa policjantka Emily Sanders (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Charlize Theron&lt;/span&gt;), która musi rozbić szowinistyczny beton na posterunku i uporać się z prowadzącą własną grę armią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia nie grzeszy oryginalnością, sposób jej przedstawiania już tak. Mimo dość powolnego tempa i braku scen akcji, film naprawdę trzyma w napięciu. Intryga jest świetnie prowadzona, umiejętnie zwodząc i przedstawiając szokujące fakty w momentach, kiedy przyzwyczajony do sztampy widz raczej się ich nie spodziewa. Haggis po raz kolejny dał się poznać jako znakomity twórca (jest nie tylko reżyserem, ale i autorem scenariusza), całkowicie panujący nad swoim dziełem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtórują mu w tym aktorzy. Tommy Lee Jones jest jak wino - im starszy tym lepszy. Jego rola jest znakomita. Także Charlize Theron i grająca żonę Hanka &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Susan Sarandon&lt;/span&gt; wypadają bardzo dobrze. Theron po raz kolejny ucieka od, wydawałoby się naturalnej dla niej, roli pięknej, lecz bezbarwnej kobietki i chwała jej za to. Dzięki takiemu doborowi ról ma szansę utrzymać się na rynku także wtedy, gdy jej uroda nieco przyblednie ;) Na uwagę zasługuje też bardzo nastrojowa muzyka &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Marka Ishama&lt;/span&gt;, który popis dał już w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mieście Gniewu&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SFp7MnqY_jI/AAAAAAAAAEM/yXNdJZ2GWg0/s1600-h/14elah-600.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SFp7MnqY_jI/AAAAAAAAAEM/yXNdJZ2GWg0/s320/14elah-600.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5213614975370198578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;Tommy Lee Jones gra rewelacyjnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Musze przyznać, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W Dolinie Elah&lt;/span&gt; bardzo pozytywnie mnie rozczarowało.&lt;/span&gt; Po mdłym trailerze, byłem przygotowany na pompatyczną, epatującą patriotycznymi frazesami mordęgę, a otrzymałem kawał porządnego, wielowarstwowego dramatu z rewelacyjnym klimatem i świetnym wykorzystaniem wojny w tle. Fakt, amerykańską flagę widać tu co najmniej kilka razy za dużo, ale niech to nikogo nie zniechęci - Haggis to nie Spielberg, wie na ile podniosłości można sobie pozwolić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8+/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7181334809915282799?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7181334809915282799/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7181334809915282799' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7181334809915282799'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7181334809915282799'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/06/w-dolinie-elah.html' title='W Dolinie Elah'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SFp7qBPD9qI/AAAAAAAAAEU/HonBW4AWBL0/s72-c/wDolinieElah.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7127075593319063513</id><published>2008-06-13T14:46:00.004+02:00</published><updated>2008-06-13T14:56:25.239+02:00</updated><title type='text'>Euro 2008 = No time for blogging</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;2 mecze dziennie, piękna pogoda na dworze i od razu czasu na granie/oglądanie filmów zabrakło. W najbliższych dniach chyba nie uda mi się żadnej nowej recenzji umieścić :-( Jak tylko mistrzostwa się skończą, nadrobię zaległości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, od czasu do czasu, udaje się obejrzeć odcinek serialu Californication (to zaledwie 20 minut) z Davidem Duchovnym. Po 5 odcinkach ocena może być jedna - jest świetny, polecam. Po skończeniu jedynego jak na razie sezonu (tylko 12 epizodów), z pewnością napiszę na temat Californication coś więcej :-)&lt;br /&gt;&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7127075593319063513?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7127075593319063513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7127075593319063513' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7127075593319063513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7127075593319063513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/06/euro-008-no-time-for-blogging.html' title='Euro 2008 = No time for blogging'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-1328554457857746773</id><published>2008-06-04T10:04:00.005+02:00</published><updated>2008-06-04T12:42:16.374+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Lost 4x12, 4x13 i 4x14 - Finał sezonu!!</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEZw-FJSx_I/AAAAAAAAAD8/sVOEmJcF4ig/s1600-h/lost-season2-mynd3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEZw-FJSx_I/AAAAAAAAAD8/sVOEmJcF4ig/s200/lost-season2-mynd3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5207974230935914482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;[Spoilerów brak;)]&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zagubionych&lt;/span&gt; darzę sporym sentymentem. Biorąc jednak pod uwagę ogólną kondycję czwartej serii (temat ten poruszałem przy okazji opisu wcześniejszych odcinków), nic wielkiego po finale nie oczekiwałem. I faktycznie, jest on do dokładnie taki, jak można się było spodziewać - po prostu przeciętny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci sezon także nie był najwyższych lotów. Tam nie najlepsze wrażenie zatarto dzięki rewelacyjnym epizodom końcowym. W czwartym sezonie nie było to już takie proste - znamy przyszłe losy większości bohaterów, wiemy kto przeżyje, domyślamy się kto zginie. Choć twórcy próbują serwować niespodzianki, to już nie ten ich kaliber, by z napięciem gapić się w ekran monitora. W efekcie mamy &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;chyba najnudniejszy finał w historii &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Losta&lt;/span&gt; (co wcale nie znaczy, że jest nudno - po prostu poprzednicy wysoko zawiesili poprzeczkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inny problem, to zbytnia moim zdaniem przesada i brak konsekwencji we wprowadzanych wątkach sci-fi. Choć nie dla wszystkich musi to być wadą, to mnożące się drobne "nielogiczności" rzucą się jednak w oczy chyba każdemu. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lost&lt;/span&gt; nigdy nie należał do seriali mocno osadzonych w realiach praw logiki i rachunku prawdopodobieństwa (choćby nieustające przypadkowe wpadanie na siebie bohaterów pośród wielkiej dżungli), taka jednak była przyjęta konwencja i to nie przeszkadzało. Stosowana jednak w ostatnich epizodach liczba nierealnych "uproszczeń" była już niestety za duża - wyraźnie widoczny był pośpiech w kręceniu odcinków powstałych po strajku scenarzystów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Finał czwartego sezonu jest niezły, tylko niezły. Poczucie niedosytu pozostało, potęgowane jeszcze obawami o klimat kolejnych epizodów, których akcja będzie rozgrywała się w większości poza wyspą. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lost&lt;/span&gt; ma jednak coś takiego w sobie, że nawet po słabym odcinku czeka się na kolejny, więc wiernym widzem pozostanę:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-1328554457857746773?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/1328554457857746773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=1328554457857746773' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1328554457857746773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1328554457857746773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/06/lost-4x12-4x13-i-4x14-fina-sezonu.html' title='Lost 4x12, 4x13 i 4x14 - Finał sezonu!!'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEZw-FJSx_I/AAAAAAAAAD8/sVOEmJcF4ig/s72-c/lost-season2-mynd3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7651286736596229535</id><published>2008-06-02T14:21:00.008+02:00</published><updated>2008-06-03T10:32:42.132+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Kochanice króla</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEQ7Ki2j9gI/AAAAAAAAAD0/uLWLJ_nngXQ/s1600-h/other_boleyn_girl.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEQ7Ki2j9gI/AAAAAAAAAD0/uLWLJ_nngXQ/s200/other_boleyn_girl.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5207352121487521282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Scarlett Johansson&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Natalie Portman&lt;/span&gt; w jednym filmie? To brzmi intrygująco. Grają siostry Boleyn, kochanki, żony i matki dzieci Henryka VIII, chyba najsłynniejszego króla w historii Anglii? To naprawdę zachęcające do seansu. Niemniej wielkich nadziei na dobry film nie miałem, spodziewając się raczej miałkiej opowiastki w stylu zeszłorocznej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elizabeth: Złoty wiek&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żona Henryka Tudora (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Eric Bana&lt;/span&gt;), Katarzyna Aragońska (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ana Torrent&lt;/span&gt; - ładne nazwisko;), ponownie zawiodła wydając na świat martwego męskiego potomka. Co prawda udało jej się urodzić wcześniej córę, ale te, jak wiadomo, większej wartości jako dziedziczki tronu nie mają. Narastający kryzys małżeński królewskiej pary postanowił wykorzystać Thomas Howard, książę Norfolku (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;David Morrissey&lt;/span&gt;), podstawiając Henrykowi swoją siostrzenicę Annę Boleyn (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Portman&lt;/span&gt;). Król wykazuje zainteresowanie Anną, szybko jednak jego uwagę przykuwa znacznie mniej przebojowa z sióstr Boleyn - zamężna już Maria (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Johansson&lt;/span&gt;). Małżeństwo Marii nie stanowi żadnej przeszkody dla jej ojca i wuja, którzy desperacko dążą do zadomowienia się w nieprzytulnych komnatach królewskiego dworu, a nałożnica króla taki luksus może im zapewnić. Anna nie składa jednak broni i uczy się "skomplikowanej" sztuki manipulowania męską naturą, wszystko po to, by siostrzyczce króla odbić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fabuła filmu jest z grubsza oparta na historycznych faktach, choć scenarzyści potraktowali chronologię wydarzeń, jak i przedziały czasowe między nimi, w dość przedmiotowy sposób. Trzeba jednak przyznać, że działa to prawdopodobnie z korzyścią dla filmu. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kochanice króla&lt;/span&gt; wciągają i ogląda się je naprawdę z dużą przyjemnością. Wielka w tym zasługa odtwórczyń głównych ról. O dziwo mniej utalentowana Portman przez ponad połowę filmu wygrywa wyraźnie aktorski pojedynek z Johansson. Szyki psuje jej jednak całkowicie drewniany Eric Bana. Sam nie wiem, jak ten niezły w sumie aktor mógł aż tak słabo wypaść. Bana "kładzie" wiele fragmentów filmu - nie tylko nie potrafi ukazać żadnej "chemii" między nim a bohaterkami, ale też prezentuje zerową charyzmę, a przecież władca, który nie bał przeciwstawić się całej chrześcijańskiej Europie, dając początek anglikanizmowi, musiał dysponować czymś więcej, niż samymi atrybutami władzy. Być może wina stoi tu po stronie scenariusza, który skupia się głównie na kobietach, męskie charaktery ledwie zarysowując na podstawie 2-3 kliszowych cech (ojciec - słaby chciwiec, wuj - wyrachowany okrutnik itd.). Inna sprawa, że postaci kobiece wcale dużo bardziej skomplikowane nie są, a grające je aktorki wypadają dobrze lub bardzo dobrze (oprócz duetu sióstr ciekawie wypadła także &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kristin Scott Thomas&lt;/span&gt; w roli ich matki). Wielka szkoda, że tytułowy tercet posiada tak słabe ogniwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można wiele zarzucać &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kochanicom króla&lt;/span&gt;. Z pewnością nie jest to film klasy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niebezpiecznych związków&lt;/span&gt; Stephena Frearsa (ach, jakby on się wziął za ten film mogłoby powstać coś naprawdę świetnego), jednak w czasach, gdzie dobry film kostiumowy to rzadkość, a kontynuacja &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elizabeth&lt;/span&gt; (btw. córki Henryka VIII) wypadła słabiutko, nie należy wybrzydzać. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To kawał dobrego kina rozrywkowego, trochę romansu, trochę intrygi, trochę napięcia w historycznej otoczce, a wszystko to upiększają dwie utalentowane gwiazdy młodego pokolenia Hollywood.&lt;/span&gt; Dziewczyny będą zadowolone, a i faceci nie powinni narzekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8-/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-7651286736596229535?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/7651286736596229535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=7651286736596229535' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7651286736596229535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/7651286736596229535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/06/kochanice-krla.html' title='Kochanice króla'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEQ7Ki2j9gI/AAAAAAAAAD0/uLWLJ_nngXQ/s72-c/other_boleyn_girl.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2343356985756405199</id><published>2008-05-30T11:20:00.010+02:00</published><updated>2008-06-02T20:25:17.569+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Into the Wild</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEQ6-FY8fHI/AAAAAAAAADs/eE1y4iJf8sk/s1600-h/into-the-wild1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEQ6-FY8fHI/AAAAAAAAADs/eE1y4iJf8sk/s200/into-the-wild1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5207351907420241010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio ma miejsce prawdziwy wysyp filmów reżyserowanych przez znanych hollywoodzkich aktorów. Muszę przyznać, że zjawisko to bardzo mi się podoba. Choć ich filmy nie zawsze   stoją na dobrym poziomie, to bardzo wyróżniają się na tle, królującej obecnie w kinach, amerykańskiej papki. Przyczyna wydaje się prosta - byłe lub obecne aktorskie gwiazdy, chcące spróbować swoich sił po drugiej stronie kamery, to zazwyczaj osoby majętne, często będące właścicielami własnych wytwórni. To daje im olbrzymią niezależność w porównaniu do kolegów kręcących pod egidą wielkich koncernów, skrępowanych narzucanymi im bezpiecznymi i jakże nudnymi schematami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższą tezę potwierdza nowy film&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; Seana Penna&lt;/span&gt; - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Into the Wild&lt;/span&gt;, który wyłamuje się z rządzącego ostatnio kanonu filmów dla nastolatków i pewnie nie miałby szans na powstanie, gdyby nie głośnie nazwisko scenarzysty i reżysera w jednej osobie. Penn jest bez wątpienia świetnym aktorem, a jako reżyser dał się pozytywnie zapamiętać za sprawą bardzo dobrej&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Obietnicy&lt;/span&gt; z &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jackiem Nicholsonem&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Into the Wild&lt;/span&gt; (w Polsce wyświetlany pod karkołomnym tytułem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wszystko za Życie&lt;/span&gt;), podobnie jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Obietnica&lt;/span&gt;, jest filmem o obsesji. I choć oba filmy przedstawiają całkowicie różne jej gatunki, to efekt dla ogarniętych nią bohaterów jest podobny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Christopher McCandless, postać autentyczna, po skończeniu college'u przekazuje oszczędności organizacji charytatywnej, wsiada w zdezelowanego Datsuna i bez pożegnania z rodziną rusza w pogoń za przygodą swojego życia. Po co? By uciec od społeczeństwa, zakłamania, konsumpcjonizmu i materializmu, by uwolnić się od toczącej jego rodzinę hipokryzji, by poczuć wreszcie wolność. Cel - Alaska, ale za nim na nią trafi, przemierzy całe Stany, trafiając nawet do Meksyku. Samotne życie w alaskańskiej dziczy, na pastwie i w bliskości przyrody, zdany na własne umiejętności i chęć przetrwania - realizacja młodzieńczych marzeń towarzyszących lekturze książek Jacka Londona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak obserwujemy wojaże Chrisa, który chcąc uwolnić się od dotychczasowego życia, przybiera nawet nowe nazwisko. Alexander Supertramp, podróżnik bez domu, ale wszędzie zaznaczający swoją obecność podpisami wyrytymi w drewnie, czy pisanymi szminką na lustrach w przydrożnych toaletach. Wraz z nim poznajemy też ludzi, którzy przygarniają go na jakiś czas. Chris znajdzie panaceum na ich bolączki i przywróci równowagę w ich życiu.  Wszystko to jest strasznie ugładzone i takie... amerykańskie, niczym z kina familijnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sean Penn natrafił na poważną przeszkodę - jak uwiarygodnić postać McCandlessa, nadać mu psychologicznej głębi, umotywować jego decyzje. W tym celu wprowadził podwójną narrację. Poczynaniom Chrisa często towarzyszy komentarz jego siostry puszczany z offu oraz rodzinne retrospekcje. Oglądamy przemoc, wieloletnie kłamstwa i przybierane maski na co dzień. Wszystko to jednak występuje w oderwaniu od  głównego wątku filmu. Brak tu spójności, ma się wręcz wrażenie, że te retrospekcje dotyczą kogoś innego. W efekcie decyzje Chrisa, zamiast porządnie umotywowanych i przejmujących, traktuje się jako dziecięcy wymysł, igraszkę z losem, a momentami jako zwykłą głupotę. Myślę, że Penn osiągnąłby ciekawszy efekt pozostawiając dzieciństwo bohatera niedomówione. Na obecnej formie cierpi bowiem zarówno tempo, jak i klimat filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także postaci spotykane przez Chrisa są pozbawione głębi. To dobrzy, żyjący swoim rytmem ludzie, którzy gdzieś pogubili się w obliczu przeszkód stawianych przez życie. Napotkany podróżnik skieruje ich na właściwe tory i doda energii. Takie obrazki są odpowiednie dla filmów o &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ani z Zielonego Wzgórza&lt;/span&gt; czy kolejnych odcinków &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Autostrady do Nieb&lt;/span&gt;a, tutaj niestety rażą infantylnością, podobnie, jak gloryfikacja hippisowskiego stylu życia serwowana przez reżysera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie najlepsze są momenty ukazujące bohatera samotnie walczącego o przetrwanie w sercu dzikiej Alaski. W tych scenach tkwi największa siła filmu i głównie dla nich warto go zobaczyć. Wielka w tym zasługa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Emile Hirsch'a&lt;/span&gt; wcielającego się w postać McCandlessa. No, wspaniały aktor się z niego szykuje. Mam nadzieję, że będzie starannie dobierał przyszłe role, nie rozdrabniając talentu na 10 filmach rocznie (vide Scarlett Johansson chociażby). Laurkę należy wystawić także autorowi zdjęć, które są po prostu wyśmienite i nie chodzi mi bynajmniej o samo portretowanie dzikich krajobrazów. Także muzyka trzyma poziom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Od technicznej oraz czysto aktorskiej strony, Into the Wild jest filmem znakomitym, na innych płaszczyznach jest bardzo nierówny. &lt;/span&gt;Choć jego niespieszne tempo nie każdemu może pasować, mi oglądało się ten film bardzo przyjemnie. Żałuję jednak, że Penn, zamiast pokazywać epizody wzorem z kina familijnego, nie chciał (nie potrafił?) nieco bardziej zagłębić się w to, co w opowiadanej historii było najciekawsze - umysł wychowanego w mieście człowieka, który odrzuca wszystko, co osiągnęła w ostatnim stuleciu cywilizacja, na rzecz samotnej walki o przetrwanie na terenach nią nieskażonych. Końcówka filmu pokazuje, że było to w zasięgu reżysera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7+/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2343356985756405199?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2343356985756405199/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2343356985756405199' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2343356985756405199'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2343356985756405199'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/into-wild.html' title='Into the Wild'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SEQ6-FY8fHI/AAAAAAAAADs/eE1y4iJf8sk/s72-c/into-the-wild1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-680218487422353676</id><published>2008-05-28T13:15:00.004+02:00</published><updated>2008-05-28T13:35:46.977+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Gotowe na wszystko 4x16 i 4x17 - Finał sezonu!</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bouchonweb.canalblog.com/images/desperate_housewives_abc_pommes_apples.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px;" src="http://bouchonweb.canalblog.com/images/desperate_housewives_abc_pommes_apples.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gotowe&lt;/span&gt; nam sie pokończyły. Chętnie bym się podzielił informacjami co i jak, ale ponieważ to odcinki finałowe, postanowiłem nie zamieszczać żadnych spoilerów, żeby nie psuć zabawy nieoglądającym serialu na bieżąco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt chyba nie będzie miał jednak pretensji, jeśli zapewnię, że 4 sezon kończy się godnie. Już kilkukrotnie wskazywałem na wysoki poziom &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gotowych&lt;/span&gt; w poprzednich odcinkach. Ostatnie dwa epizody także nie zawodzą. Mało tego, rozwiązanie wątku "sensacyjnego" jest moim zdaniem dużo lepsze niż we wcześniejszych dwóch sezonach i wreszcie ładnie wiąże się z losem przyjaciółek z Wisteria Lane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieco mieszane uczucia mam tylko do końcowych fragmentów 17. odcinka (kto oglądał, wie o co chodzi). Mam nadzieję, że autorzy nie pójdą tym tropem w przyszłości, uznając, że dotychczasowa forma serialu wyczerpała swój potencjał. No nic, pożyjemy zobaczymy. Tymczasem zacieramy ręce w oczekiwaniu na finał &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Losta&lt;/span&gt;. Obym mógł o nim napisać równie pozytywną notkę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-680218487422353676?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/680218487422353676/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=680218487422353676' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/680218487422353676'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/680218487422353676'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/gotowe-na-wszystko-4x16-i-4x17-fina.html' title='Gotowe na wszystko 4x16 i 4x17 - Finał sezonu!'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-8342589009265250381</id><published>2008-05-26T17:44:00.008+02:00</published><updated>2008-05-27T16:26:15.079+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gry'/><title type='text'>Turok</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.breakitdownblog.com/wp-content/uploads/2008/04/turok_box_art.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.breakitdownblog.com/wp-content/uploads/2008/04/turok_box_art.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Turok&lt;/span&gt; - gra będąca swego czasu (1997 rok) niemal synonimem kosmicznych wymagań sprzętowych; FPS, w którym pole widzenia trzeba było ograniczyć wszędobylską mgłą, gdyż nie wyrabiały ówczesne (a właściwie ówczesny, bo konkurencja w tej dziedzinie nie była wtedy zbyt rozwinięta) akceleratory 3d. Tą grę mógł w chwili premiery ruszyć tylko komputer za ładnych kilka tysięcy złotych. Co jeszcze kojarzy się z Turokiem? Dinozaury, z którymi trzeba walczyć. Takie rarytasy nie często trafiały się w grach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minęło ponad 10 lat i Turok powraca. Tytułowy Indianin ponownie zapoluje na gada, choć fabuła z wcześniejszymi częściami nic wspólnego nie ma. Ot, oddział komandosów leci na zalesioną planetę, by wykończyć Kane'a, przywódcę Watahy Wilków - grupy najemników o szemranej przeszłości, której członkiem był w przeszłości Turok. Indianin odszedł od Watahy, nie chcąc podporządkować się morderczym rozkazom Kane'a. Misja komandosów szybko się jednak komplikuje. Ich statek zostaje zestrzelony, a oni trafiają do serca, pełnej drapieżnych dinozaurów oraz wrogich im najemników, dżungli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fabuła brzmi dość standardowo, jednak o dziwo została znakomicie wykorzystana w trakcie rozgrywki.&lt;/span&gt; Gracz ma przez to wrażenie, że jest bohaterem wysokobudżetowego kina s-f. Sporo tu napięcia, zwrotów akcji i mięsistych dialogów. To kolejny w ostatnich miesiącach FPS, w którym historia nie stanowi jednie dodatku uzasadniającego konieczność brnięcia przez kolejne etapy. Należy zganić jednak tragiczną jakość wszystkich prerenderowanych filmików, które wyglądają paskudnie, a prezentują nam retrospekcje związane z działaniami Turoka pod rozkazami Kane'a.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć gra śmiga na bardzo modnym ostatnio silniku Unreal Engine 3, to jej poziom graficzny jest dość przeciętny. Mimo maksymalnych detali, filtrowania anizotropowegox8 i rozdzielczości 1680x1050, prezentowała się nie najlepiej. Nie można nic zarzucić modelom postaci czy dinozaurów, całe otoczenie jest jednak mało szczegółowe i zdecydowanie nie zachwyca. Dżungli, w której spędzamy gro czasu, nie ma nawet co porównywać do tej z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crysisa&lt;/span&gt;, czy nawet &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lost-a&lt;/span&gt;. Zaletą jest jednak bardzo płynne działanie na komputerze, którego konfigurację podałem przy okazji recenzji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Assassin's Creeda&lt;/span&gt;. Przy włączonej synchronizacji pionowej, w zaledwie kilku miejscach liczba klatek spadła poniżej 60. Lepiej od grafiki prezentuje się muzyka. Ta, choć nie jest zbyt wyszukana, świetnie podnosi ciśnienie podczas walki. Za oprawę dźwiękową należy się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Turokowi&lt;/span&gt; duży plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs7uljCtI/AAAAAAAAACw/Tu1N4xFLKUU/s1600-h/turok1.png"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs7uljCtI/AAAAAAAAACw/Tu1N4xFLKUU/s320/turok1.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204732830241983186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;Majaczące w tle Diplodoki oglądamy niestety tylko w... tle&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama rozgrywka jest dość standardowa - chodzenie wąskimi niestety bardzo ścieżkami i eliminowanie kolejnych wrogów. Ci nie grzeszą wyszukaną inteligencją, w kilku miejscach potrafią jednak zaleźć za skórę. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trzeba przyznać, że strzela się w Turoku bardzo przyjemnie, na co wpływ ma z pewnością obecność dinozaurów&lt;/span&gt; :) Te świetnie animowane gady występują w kilku gatunkach i olbrzymiej liczebności. Mogą sprawić prawdziwy kłopot, ale tylko do momentu, kiedy nauczymy się prawidłowo używać noża. Tak, nóż tutaj jest potężną bronią, pozwalającą nam zabijać nieduże i średniej wielkości drapieżniki za pomocą jednego uderzenia. Turok wykonuje wówczas efektownego finishera, któremu z zaciekawieniem (wzorem z Assassin's Creeda) przygląda się reszta  towarzystwa, czekając z kolejnym atakiem, aż Indianin dokończy przedstawienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs8eljCvI/AAAAAAAAADA/SrRtWAcqKJo/s1600-h/turok3.png"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs8eljCvI/AAAAAAAAADA/SrRtWAcqKJo/s320/turok3.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204732843126885106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;Bywa krwawo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDruSuljCyI/AAAAAAAAADY/6dsW6Ri85SI/s1600-h/turok6.png"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDruSuljCyI/AAAAAAAAADY/6dsW6Ri85SI/s320/turok6.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204734324890602274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;...bardzo krwawo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obok standardowych dinozaurów czaka na nas także kilku bossów. Walka z T-Rexem daje dużo satysfakcji i wyzwala sporo adrenaliny (znacznie więcej niż analogiczna potyczka z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tomb Raider: Anniversary&lt;/span&gt;). &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Świetnie przemyślana jest także walka końcowa&lt;/span&gt;, która często bywa piętą achillesową tego typu gier.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs7-ljCuI/AAAAAAAAAC4/E5MDxuwnngQ/s1600-h/turok2.png"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs7-ljCuI/AAAAAAAAAC4/E5MDxuwnngQ/s320/turok2.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204732834536950498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;T-Rex jest wielki...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs9uljCxI/AAAAAAAAADQ/M_4r4i5Z5Ac/s1600-h/turok5.png"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs9uljCxI/AAAAAAAAADQ/M_4r4i5Z5Ac/s320/turok5.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204732864601721618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;... ale i tak na niego wlezę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Turok nie jest produkcją odkrywczą czy przełomową. Nie ma ma nawet sensu porównywać jej do&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Call of Duty 4&lt;/span&gt; lub niektórych fanowskich map single player do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crysisa&lt;/span&gt; (gdzie dopiero czuć potencjał tej gry). Niemniej to &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;kawał solidnej strzelanki, od której ciężko się oderwać, i która nie powoduje znużenia nawet po kilku godzinach grania&lt;/span&gt;. Świetny odstresowywacz po pracowitym dniu. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;7+/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-8342589009265250381?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/8342589009265250381/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=8342589009265250381' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8342589009265250381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/8342589009265250381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/turok.html' title='Turok'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDrs7uljCtI/AAAAAAAAACw/Tu1N4xFLKUU/s72-c/turok1.png' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-1655679956248509481</id><published>2008-05-25T17:55:00.005+02:00</published><updated>2008-05-26T13:01:27.143+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Lions for Lambs</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://newsbusters.org/static/2007/12/2007-12-01Lions.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://newsbusters.org/static/2007/12/2007-12-01Lions.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Robert Redford&lt;/span&gt; ostatni film wyreżyserował 7 lat temu. Przedłużający się konflikt w Iraku dał mu jednak impuls do ponownego stanięcia za kamerą. Na planie zgromadził prawdziwe gwiazdy: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Toma Cruise'a&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Meryl Streep&lt;/span&gt;, no i siebie ;) Co z tego wyszło? Monstrualny, pompatyczny i niestrawny manifest polityczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na film składają się trzy wątki, których akcja rozgrywa się w tej samej godzinie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- zasłużona dziennikarka (Streep) przeprowadza wywiad z młodym i ambitnym senatorem, który próbuje zarazić ją entuzjazmem do wprowadzanego właśnie w życie planu nowej ofensywy w Afganistanie;&lt;br /&gt;- dwoje żołnierze, pełni ideałów przyjaciele, przeżywają ciężkie chwile podczas wspomnianej ofensywy, która oczywiście nie przebiega zgodnie z założeniami;&lt;br /&gt;- dawny profesor i mentor tychże żołnierzy (Redford) przeprowadza rozmowę motywacyjną z inteligentnym, lecz wyzbytym ideałów, studentem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzy historie o wyjątkowo nieskomplikowanej strukturze, wszystko po to, by przeciętnemu amerykańskiemu widzowi nie umknęły przypadkiem przemyślenia reżysera. A cóż to za przemyślenia? Rząd nie ma żadnego planu, działa po omacku, doprowadzając do eskalacji konfliktu i sprowadzając śmierć na dzielnych i mądrych amerykańskich żołnierzy, którzy zaciągnęli się do armii, uważając walkę o ojczyznę za swój obowiązek. Media są temu współwinne, gdyż kupują każde rządowe kłamstwo i sprzedają je potem ozdobione entuzjastycznymi hasłami. Nie prawda i wnikliwość się liczy, a nakład kolejnego wydania. Za tym wszystkim stoi jednak polityczna apatia wykształconych i inteligentnych ludzi, którzy wolą delektować się słodkim konsumpcjonizmem niż walczyć o to, co naprawdę istotne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No Ameryki to Redford nie odkrył, choć z pewnością niejeden Amerykanin przetrze po seansie oczy ze zdziwienia, jak mógł na to nie wpaść wcześniej. Nie reżyserskie wnioski są zresztą wadą filmu, a sposób w jaki zostały przedstawione. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tak nachalnej propagandy nie widziałem od czasu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Zielonych Beretów&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;.&lt;/span&gt; Dzieło Redforda to tak naprawdę przerośnięta, ociekająca podniosłymi sentencjami reklama agitacyjna, która nawet nie stara się za bardzo udawać filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ton ten świetnie wpisują sie aktorzy. Tom Cruise z pewnością w przyszłości znakomicie się sprawdzi jako scjentologiczny kapłan. Ten, coraz bardziej nawiedzony, aktor dostał wreszcie szansę, by zagrać siebie. Szaleństwo aż czuć w jego oczach... Redford, jako wyrozumiały i opiekuńczy profesor brzmi fałszywie, podobnie jak "fucki" wypowiadane w jego obecności przez studenta. Zdecydowanie najnaturalniej wypadła tu Meryl Streep, która nie schodzi poniżej poziomu, do jakiego przyzwyczaiła nas w ostatnich trzydziestu latach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lions for Lambs&lt;/span&gt; chociaż wciągało, albo trzymało w napięciu (w końcu niektóre serwisy przedstawiają go jako thriller polityczny). Ale gdzie tam... napięcia tu tyle, co w programie publicystycznym. Naprawdę trudno znaleźć choćby jedną zaletę tego filmu dla przeciętnego, potrafiącego myśleć samodzielnie, polskiego widza. "Dziełu" Redforda przypadło więc zaszczytne wyróżnienie najgorszego filmu z ocenionych do tej pory na blogu Prosto z ekranu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br&gt;3/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-1655679956248509481?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/1655679956248509481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=1655679956248509481' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1655679956248509481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1655679956248509481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/lions-for-lambs.html' title='Lions for Lambs'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2744116369535787056</id><published>2008-05-20T16:36:00.008+02:00</published><updated>2008-05-20T19:21:19.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>REC</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDLx-Jp3BkI/AAAAAAAAACo/r6EvADGZeso/s1600-h/Rec_plakat_01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDLx-Jp3BkI/AAAAAAAAACo/r6EvADGZeso/s200/Rec_plakat_01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202486569612019266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No proszę, dopiero co oglądałem (i recenzowałem) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Projekt: Monster&lt;/span&gt;, a już w ręce trafił mi kolejny film kręcony techniką à la &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Blair Witch Project&lt;/span&gt;. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy przed seansem nie wiedziałem praktycznie nic na temat filmu. Hiszpański horror, ponoć straszny. Ok, gasimy światło, tworzymy nastrój i jedziemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Barcelona. Młoda dziennikarka wraz z nierozstającym się z kamerą operatorem mają nakręcić nudny reportaż o pracy strażaków. Kiedy ci zostają wezwani do akcji, reporterka zaciera ręce - może jednak znajdzie się jakiś ciekawy materiał? Wiele na to jednak nie wskazuje. Ot jakaś wiekowa mieszkanka kamienicy przy La Rambli (heh, fajnie jest rozpoznawać na filmach niedawno widziane miejsca :) krzyczy wniebogłosy i straszy sąsiadów. Kiedy jednak ta sama babcia niemal zagryza próbującego ją uspokoić funkcjonariusza, a budynek zostaje otoczony kordonem policji, już wiadomo, że kręcony dokument zwyczajny nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek jest naprawdę niezły. Atmosfera szybko się zagęszcza i u widza pojawia się rosnący lęk. Pomyślałem nawet, że twórcy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Projekt: Monster&lt;/span&gt; mogliby brać korepetycję u Hiszpanów, gdy nagle "wyskoczyły" zombie. W tym momencie zakończył się dla mnie horror, a zaczęła typowa dla filmów z zombie ganianka. Ja wiem, że do końca zombie to nie były, jednak dla mnie wszystko, co myśli jedynie o tym, by kogoś pogryźć, do tej kategorii można zaliczyć. A na zombie jestem uczulony i toleruję je właściwie jedynie w filmach z lekkim przymrużeniem oka, jak&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Świt żywych trupów&lt;/span&gt; (&lt;span&gt;choć &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;28 dni później&lt;/span&gt; było ok). Ponoć człowiek najbardziej boi się tego, czego nie widzi. W moim przypadku ta zasada sprawdza się w stu procentach (vide &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blair Witch Project&lt;/span&gt;) i tylko prawdziwe arcydzieła gatunku, jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lśnienie&lt;/span&gt; Kubricka czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Obcy&lt;/span&gt;, potrafiły zrobić na mnie wrażenie, mimo ukazania źródła zagrożenia w pełnej krasie. A &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rec&lt;/span&gt; zdecydowanie arcydziełem nie jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rec&lt;/span&gt; nie jestem jednak horrorem złym&lt;/span&gt;. Nie brakuje tu mocnych momentów i kilka razy faktycznie można się przestraszyć, końcówka jest naprawdę niezła, a po seansie pozostaje poczucie niepokoju. Gdyby nie zerwano w pewnym momencie z tajemniczym i gęstym klimatem, na rzecz ganiania się z zombiakami po klatce schodowej oraz zmieniono bardzo irytującą odtwórczynię głównej roli, która samym swoim głosem potrafi zlikwidować napięcie w kilku scenach, to wystawiłbym pewnie wysoką ocenę. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Więcej niż 5 w swojej skali niestety dać jednak nie mogę. Uczciwie jednak dodam, że Ci, którym zombie nie przeszkadzają, mogą spokojnie dodać 1 lub 2 punkty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena:&lt;br /&gt;5/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2744116369535787056?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2744116369535787056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2744116369535787056' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2744116369535787056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2744116369535787056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/rec.html' title='REC'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDLx-Jp3BkI/AAAAAAAAACo/r6EvADGZeso/s72-c/Rec_plakat_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-5954271960881930141</id><published>2008-05-19T10:15:00.013+02:00</published><updated>2009-12-02T17:35:53.582+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gry'/><title type='text'>Assassin's Creed</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://videogames.3yen.com/wp-content/images/assassins_creed.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://videogames.3yen.com/wp-content/images/assassins_creed.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniej więcej 2 lata temu pojawiły przepiękne zwiastuny nowej gry twórców ostatniej trylogii &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prince of Persia&lt;/span&gt;. Ziemia Święta, czas krucjaty pod wodzą Króla Ryszarda, pieczołowicie odwzorowana Jerozolima i on - tajemniczy Asasyn przenikający niczym cień po dachach budynków, prosto do swojej kolejnej ofiary. Oj, niewiele trailerów zrobiło na mnie porównywalne wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na grę czekałem z niecierpliwością, a jako zatwardziały pecetowiec musiałem naczekać się ponad pół roku dłużej niż posiadacze konsol. Dzięki temu mogłem poznać opinie recenzentów na długo przed zobaczeniem gry na własne oczy. Rozpaleni zapowiedziami twórców recenzenci wcale pobłażliwi dla &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Assassin's Creeda&lt;/span&gt; nie byli. Powtarzał się jeden werdykt - pod piękną otoczką kryje się nuda! Patrząc na filmiki z gry trudno jednak było dać temu wiarę. Musiałem przekonać się sam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uruchomienie gry i od razu zniesmaczenie - zamiast krucjat, brutalnego średniowiecza, Templariuszy i Asasynów, mamy czasy współczesne i idiotyczną historyjkę o tym, że pamięć naszych przodków zapisana jest w genach. Nasz bohater za takiego przodka miał Altaira, słynnego Asasyna uwikłanego w pewną tajemniczą historię w okresie III Krucjaty, a jako, że tajemnica ta ma zwolenników jej rozwikłania, porywają oni biednego barmana i każą mu spędzać całe dnie w maszynie do sczytywania pamięci z jego genów. Akcja gry biegnie więc dwutorowo - wcielamy się w barmana, a kiedy posadzimy go we wspomnianej maszynie, przenosimy się w ciało Altaira. Strasznie to początkowo denerwujące i psujące klimat gry. Na szczęście z czasem można się do tego przyzwyczaić, a kiedy historie zaczynają się mocniej przeplatać - nawet czerpać z tego przyjemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy uda się wreszcie zobaczyć średniowieczny świat, następuje ponowny szok - Jezu, jak ta gra jest piękna! Grafika nie jest co prawda tak szczegółowa, jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crysisie&lt;/span&gt;, ale wygenerowany świat po prostu zachwyca. Ostre słońce, wszędobylski piasek, charakterystyczna dla tamtego rejonu architektura i dziesiątki przechodniów. Wszystko to chodzące płynniutko (stabilne 35-40 klatek) w rozdzielczości 1680x1050, z wszystkimi opcjami graficznymi na max (poza antyliasingiem) na mocnej dość, ale przecież nie hi-endowej jednostce (C2D e6550@2,9GHz, GF8800GT i 2GB RAM). Osobne słowa wypada poświęcić przechodniom - nie dość, że naprawdę ulice są od nich gęste, to jeszcze reagują oni na nasze zachowania, głównie te brutalne lub niekonwencjonalne (wspinanie się po budynkach). Choć skrypty nimi kierujące nie są bardzo skomplikowane, to udało się skutecznie stworzyć iluzję "żyjącego" miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8epp3BfI/AAAAAAAAACA/KywSQcJJJ1E/s1600-h/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+20-54-28-17.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8epp3BfI/AAAAAAAAACA/KywSQcJJJ1E/s320/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+20-54-28-17.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202075910608979442" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Altair ma możliwość wspięcia się na dowolny budynek i porusza się głównie po dachach. Podczas wspinaczki wykorzystuje elementy elewacji budynków - okna, gzymsy, parapety itp.. Nie ma tu mowy o jakiś sztucznie stworzonych półkach czy wspornikach. Wygląda to niesamowicie naturalnie, a wrażenie dodatkowo potęguje świetna animacja bohatera. Tutaj naprawdę można się dostać w dowolne miejsce. Gracz ma możliwość poczuć się jak prawdziwy amator parkouru. Początkowo sprawia to olbrzymią frajdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8e5p3BgI/AAAAAAAAACI/nBzO3iEgJvo/s1600-h/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+20-54-28-18.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8e5p3BgI/AAAAAAAAACI/nBzO3iEgJvo/s320/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+20-54-28-18.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202075914903946754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pełna swoboda...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo atrakcyjnie przedstawia się także walka - zakres możliwych do przeprowadzenia ataków jest imponujący, podobnie jak towarzysząca temu animacja postaci. Wszystko to przyprawione jest efektownymi finisherami. Walka nie jest jednak pozbawiona wad. Zwykle mierzymy się z kilkoma (czasem z kilkunastoma nawet) przeciwnikami. Wymusza to defensywny styl walki, oparty głównie na kontratakach, które są zabójczo skuteczne (czytaj: mocno przegięte). Używając samych kontrataków można rozgromić dowolnie liczny oddział wroga (zakładając, że nie ma w pobliżu łuczników), a wszystko przez to, że przeciwnicy nie atakują na raz, nie korzystają też z okazji, by nas zranić w czasie, gdy jesteśmy zajęci zarzynaniem jednego z nich (przypomina się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gothic 3&lt;/span&gt;). W efekcie dochodzi do absurdalnych sytuacji. Jeden z finisherów składa z serii ciosów ręką, po których dopiero następuje decydujące uderzenie mieczem - całość trwa kilka ładnych sekund, a w tym czasie koledzy konającego ograniczają się do podziwiania rzezi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8fJp3BhI/AAAAAAAAACQ/v2KMPo225iY/s1600-h/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+21-00-47-23.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8fJp3BhI/AAAAAAAAACQ/v2KMPo225iY/s320/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+21-00-47-23.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202075919198914066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Często wrogów jest kilkakrotnie więcej niż w tej sytuacji&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8fZp3BiI/AAAAAAAAACY/OkY7b8Ih4es/s1600-h/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+21-02-26-31.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8fZp3BiI/AAAAAAAAACY/OkY7b8Ih4es/s320/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+21-02-26-31.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202075923493881378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman;font-size:100%;" &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzieci mogą się uczyć prawidłowego trzymania krótkiego miecza&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Walka wiąże się też z innym problemem - mianowicie "przepakowaniem" Altaira w końcowych fragmentach gry. Nie dość, że bez trudności pokonuje całe hordy przeciwników, to jeszcze potrafi przeżyć upadek z kilkudziesięciu metrów. Nie wpływa to najlepiej na klimat i sprawia, że ukończenie gry nie jest żadnym wyzwaniem (a finałowa walka to już w ogóle śmiech jakiś). Mimo tych wszystkich wad, szermierka ze strażnikami i Templariuszami daje wielką frajdę i głównie dzięki niej dotrwałem do końcowych napisów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opisana tu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;swoboda poruszania się i efektowny system walki to, obok grafiki i klimatu, największe zalety Assassin's Creeda.&lt;/span&gt; Reszta elementów tej gry nie osiąga nawet zbliżonego poziomu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Altair swoim głupim, niegodnym Asasyna zachowaniem sprowadził na siebie degradację oraz pozbawienie większości umiejętności (ciekawe jak...). Aby odkupić swoje winy musi dokonać 9 zabójstw, w trzech największych miastach Ziemi Świętej: Jerozolimie, Damaszku i Akce. Każda z misji wygląda tak samo - dostajemy się do siedziby bractwa w jednym z miast i odbieramy zlecenie. Pierwszy krok to ustalenie miejsca i czasu pobytu ofiary. W tym celu musimy przeprowadzić minimum trzy z sześciu dostępnych "śledztw". Śledztwa występują w kilku odmianach: podsłuchujemy rozmowę, kradniemy list, wymuszamy zeznania lub wykonujemy zadanie dla jednego z członków Bractwa w zamian za informację. Nie dość, że zadania te są wyjątkowo mało interesujące, wręcz prostackie, to jeszcze każde śledztwo związane jest z wykonywaniem niemal takiego samego ich zestawu. Jest to zdecydowanie najsłabszy punkt gry i ciężko mi sobie wyobrazić gracza, który z własnej nieprzymuszonej woli wykonuje za każdym razem wszystkie dochodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zaliczeniu śledztw wracamy do miejscowej siedziby Asasynów i możemy szykować się do zabójstwa. Właśnie te zabójstwa to miała być esencją gry, poprzedzone planowaniem, rozeznaniem w terenie, wszystko po to, żeby po cichu i z zaskoczenia dopaść ofiarę. W praktyce wygląda to znacznie banalniej. Celem są niemal zawsze osoby publiczne, a atak musimy przeprowadzić w trakcie lub chwilę po ich publicznym wystąpieniu. Gra wymusza od nas dostania się w pobliże "przedstawienia", w ściśle określony rejon (zazwyczaj tam, gdzie jest reszta gapiów), inaczej nie uruchomi się skrypt rozpoczynający scenę. Nie ma tu więc mowy o obserwowaniu wydarzenia z dachu, nagłym ataku z góry itp. Znacznie ogranicza to pole manewru i zmusza do walki z całym tabunem ochroniarzy. A przecież jesteśmy skrytobójcą....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny problem to nuda. Choć miasta są wielkie, totalnie nie ma co w nich robić. Można tu pomarzyć o misjach pobocznych, czy ciekawych wyzwaniach. Autorzy poukrywali jedynie w trudnodostępnych miejscach chorągiewki, których zbieranie nic nie daje, ewentualnie możemy obronić cywila nagabywanego przez straż. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Wywoływanie bójek ze strażnikami było moją jedyną rozrywką w przerwie między kolejnymi "śledztwami". A nie takich rzeczy oczekuje się od pierwszoligowych produktów obwołujących się rewolucyjnymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;Assassin's Creed&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; można podsumować jednym zdaniem - przerost formy nad treścią.&lt;/span&gt; W tej grze drzemie taki potencjał, że aż niezrozumiałe jest, w jaki sposób można było go nie wykorzystać. Wyraźnie czuć, że skupiono się przede wszystkim na grafice i mechanice gry (które są świetne), a pomysły na ich wykorzystanie oraz scenariusz zostawiono "na później". Szkoda niewykorzystanej szansy, ta gra mogła być genialna. Szykuje się już jednak sequel. Mam nadzieję, że tym razem autorzy, mając podstawowe elementy gry gotowe, skupią się na tym co naprawdę jest istotne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam duży problem z oceną. Z jednej strony naprawdę mnie zauroczyła i sprawiała frajdę do samego końca, z drugiej musiałem się starać, żeby sobie przyjemności grania nie zepsuć, omijając lub przechodząc na szybko to, co zaplanowali  sobie scenarzyści. Wahając się między 7 a 8, postawiłem na 7+ ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;br /&gt;7+/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-5954271960881930141?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/5954271960881930141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=5954271960881930141' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5954271960881930141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/5954271960881930141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/assassins-creed.html' title='Assassin&apos;s Creed'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SDF8epp3BfI/AAAAAAAAACA/KywSQcJJJ1E/s72-c/AssassinsCreed_Dx9+2008-05-16+20-54-28-17.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2300266118286238584</id><published>2008-05-16T08:14:00.005+02:00</published><updated>2008-05-17T00:04:53.347+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Serial'/><title type='text'>Gotowe na wszystko 4x14 i 4x15</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://literacy.calumet.purdue.edu/student/chemerinskya1/desperate_housewives.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px;" src="http://www.releaseinfo.net/ri/cover/new_velka/1159808830-DesperateHousewives.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gotowe na wszystko, podobnie jak Lost, zmierzają żwawym krokiem ku końcowi czwartego sezonu. Oglądając ostatnie epizody nie czuć jednak jeszcze atmosfery zbliżającego się finał. Ich tempo jest niespieszne, pojawiają się nowe wątki, inne się komplikują - ot, charakterystyka typowa raczej dla środkowych odcinków sezonu. Najważniejsze jednak, że od epizodu 4x12 poziom prezentowany przez serial stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie i ogląda się go z przyjemnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety sprawdzają się moje przypuszczenia o nadchodzącej eliminacji z Gotowych Orsona Hodge'a. Po tym jak Bree wyrzuciła go z domu, przygarnęła go Edie. Skończyło się to źle zarówno dla samego Orsona, jak i dla tej wkurzającej blondynki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lynette jest terroryzowana przez przygarniętą córkę Toma. Mała jest naprawdę niezłym przeciwnikiem, z powodzeniem mogłaby grać w kolejnym remake'u &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Omenu&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Laleczki Chucky&lt;/span&gt; ;) Z kolei Gabrielle i Carlos muszą współpracować z policją w sprawie współlokatorki-dealerki. No i nadeszła epokowa chwila dla Susan, która będzie miała szansę ponownie nie sprawdzić się jako matka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijam celowo "przewodni" wątek tego sezonu, a więc tajemnice związane ze z postacią Katherine i jej córką. Choć scenarzyści wreszcie zaczęli nieco bardziej go szlifować, w dalszym ciągu czuć, że dodany został do serialu na siłę, tylko po to, by utrzymać schemat akcji zapoczątkowany w 1. sezonie (codzienne życie bohaterek ze zbrodnią sąsiada w tle).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc miłośnicy Gotowych będą usatysfakcjonowani, a tym, którzy serialu nie znają, powyższy opis pewnie skojarzy się z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Modą na sukces&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Klanem&lt;/span&gt;:) Błąd - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gotowym na wszystko&lt;/span&gt; naprawdę warto poświęcić te 3 kwadranse tygodniowo (albo i dużo więcej, jeżeli ogląda się zakończone już sezony).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2300266118286238584?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2300266118286238584/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2300266118286238584' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2300266118286238584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2300266118286238584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/gotowe-na-wszystko-4x14-i-4x15.html' title='Gotowe na wszystko 4x14 i 4x15'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-2035151300085505209</id><published>2008-05-14T11:25:00.006+02:00</published><updated>2008-05-14T18:28:14.959+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Alpha Dog</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.iconmovies.co.uk/alphadog/images/main_img.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.iconmovies.co.uk/alphadog/images/main_img.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Film z Justinem Timberlakiem?&lt;/span&gt; To musi być shit. No, ale recenzje są naprawdę pozytywne, niektóre wręcz entuzjastyczne, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nick Cassavetes&lt;/span&gt; nakręcił wcześniej udany bardzo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamiętnik&lt;/span&gt;, a w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Alpha Dog&lt;/span&gt; zebrał oprócz wspomnianego Timberlake'a całą plejadę gwiazd młodego pokolenia, wspieranych przez &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bruce'a Willisa&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Sharon Stone&lt;/span&gt;... Do tego historia oparta jest na faktach. Nie pozostało nic innego, jak tylko obejrzeć i samemu wyrobić sobie zdanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody, zepsuty i zuchwały dealer narkotyków, Johnny Truelove (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Emile Hirsch&lt;/span&gt;), gromadzi wokół siebie grupę równie młodych chłopaków i dziewczyn. Ich cel - zabawa, nieustająca fiesta, seks i dragi w akompaniamencie gangsta hip-hopu. Zwykli gówniarze, którym nie miał kto wskazać, co jest istotne w życiu. Johnny cieszy się poważaniem i szacunkiem, nie wynika on jednak z jego naturalnej charyzmy, a ze strachu - zarówno przed jego nieobliczalnością, jak i będącym potentatem narkotykowym ojcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jednak jedna osoba, która respektu przed Johnnym nie czuje. To Jake Mazursky (świetny, uroczo niezrównoważony &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ben Foster&lt;/span&gt;) - drobny cwaniaczek, wielokrotnie wchodzący w konflikt z prawem. Problem w tym, że Jake zawalił jeden z przekrętów, przez co stracił pieniądze Johnnego. Chłopaki wchodzą na wojenną ścieżkę. Przypadkowo wplątany zostaje w to przyrodni brat Jake'a - 15-letni Zack (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Anton Yelchin&lt;/span&gt;), porwany po dość spontanicznej i nieprzemyślanej decyzji Truelove'a, a mający służyć za zabezpieczenie spłaty długu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.cinemablend.com/images/news_img/4272/4272.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.cinemablend.com/images/news_img/4272/4272.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;Foster to świetny świr&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że Cassavetes jest dość wnikliwym obserwatorem. Dobrze obrazuje procesy zachodzące w grupie rówieśniczej, którą zaczyna przerażać to, do czego się posunęła. W efekcie rodzi się niepokój przeradzający się w stopniowo narastającą paranoję, potęgowaną jeszcze przez wzajemne "nakręcanie się". Sytuacja, która mogłaby zakończyć się poniekąd sympatycznie i bez konsekwencji, jest postrzegana jako "no way out", gdzie morderstwo jawi się jako jedyna szansa na uniknięcie odpowiedzialności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reżyser nie ocenia bohaterów, to tylko dorosłe już dzieci, u których hormony są częstszymi motywatorami działań niż szare komórki. Problem jednak w tym, że nikt nie wyuczył ich żadnych zasad. Nie mają szacunku dla kolegów, swoich kobiet, ani nawet dla samych siebie. Wskazuje prawdziwych winnych tych tragicznych wydarzeń. W krótkich fragmentach, niejako mimochodem, poznajemy rodziców bohaterów - pokolenie byłych hippisów, którzy w dalszym ciągu myślą głównie o zaćpaniu, czy "zaliczeniu", spychając własne dzieci na daleki plan, traktując je jak równorzędnych partnerów do zabawy. Rodzice Zacka są inni, kochają i troskliwie się nim opiekują, jednak wprowadzone przez nich ograniczenie wolności powoduje u niego fascynację światem wiecznych imprez i seksu. Brak zainteresowania z jednej i przesadna kontrola z drugiej strony, w obu przypadkach bez szans na prawdziwe porozumienie i wzajemne poznanie. Praktycznie każdy z rodziców miał swoja szansę na uratowanie Zacka, ale żaden nawet nie spróbował zorientować się w sytuacji. Cenne to obserwacje i chwała Cassavetesowi, że nie wprowadzał tu nachalnej retoryki i wskazywania palcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Alpha Dog&lt;/span&gt; jest filmem bardzo sprawnie nakręconym, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;reżyser nie ustrzegł się jednak kilku wpadek&lt;/span&gt;. O ile ciężar pierwszej połowy filmu rozkłada się po równo na kilku bohaterów, tak w drugiej dominują już Zack i "opiekujący się" nim Frankie (Justin Timberlake). Problem polega na tym, że postać Zacka nie jest zbyt interesująca, a Timberlake, choć gra nadspodziewanie dobrze (czytaj: nie odrzuca od ekranu), nie potrafi skupić na sobie nawet ułamka uwagi, jaką widz poświęca wcześniej postaciom granym przez Fostera i Hirscha - niestety ten pierwszy znika bezpowrotnie w połowie filmu, a drugi pojawia się rzadko i na chwilę. Odbiór film nieco na tym cierpi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.aolcdn.com/aolr/timberlake-alpha-dog-400a011007.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.aolcdn.com/aolr/timberlake-alpha-dog-400a011007.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:times new roman;" &gt;Justina nawet da się strawić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Całość ocenić trzeba jednak wysoko,&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Alpha Dog&lt;/span&gt; robi wrażenie, potęgowane jeszcze przez fakt, że oglądamy wydarzenia, które naprawdę miały miejsce. Po bardzo ciekawym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamiętniku&lt;/span&gt; kolejny udany film na koncie. Mam nadzieję, że Cassavetes wkrótce ugruntuje swoją pozycję, jako sprawny reżyser kina rozrywkowego, które ma coś ciekawego do powiedzenia. Tak trzymać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;br /&gt;8/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-2035151300085505209?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/2035151300085505209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=2035151300085505209' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2035151300085505209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/2035151300085505209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/alpha-dog.html' title='Alpha Dog'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-1843440379349753964</id><published>2008-05-13T13:59:00.004+02:00</published><updated>2008-05-13T15:55:58.802+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>P.S. I Love You</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i28.tinypic.com/263x6ck.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://i28.tinypic.com/263x6ck.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Są takie chwile w życiu mężczyzny, gdzie trzeba zacisnąć zęby i obejrzeć komedię romantyczną. Zazwyczaj bywa to prawdziwą mordęgą, przy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;P.S. I love&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;you&lt;/span&gt; miałem jednak nadzieję na niewymuszona rozrywkę. Nadzieja ta miała swoje źródło w całkiem udanym trailerze i obsadzie, w gronie której nie znajdziemy Meg Ryan, Toma Hanksa, Diane Lane czy J. Lo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Holly (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hilary Swank&lt;/span&gt;) i Gerry (&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gerard Butler&lt;/span&gt;) to udane małżeństwo z niewielkim stażem. Strasznie się kochają, nieobce są im jednak typowo małżeńskie kłopoty - małe mieszkanie (chciałbym mieć takie malutkie, na oko 70-metrowe, mieszkanko), problemy z pracą, teściami itp. Szczęście trwa jednak krótko, za krótko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akcja przeskakuje do przodu, wykryty u Gerry'ego guz mózgu zebrał już swoje żniwo, a my oglądamy jego pogrzeb. Holly powoli pogrąża się w coraz większej rozpaczy. Jej cierpienie jest (jak na komedię) ładnie przedstawione, a Swank wypada tu wiarygodnie. Przewidując całkowity rozpad dotychczasowego świata dla Holly, Gerry przed śmiercią wprowadził w życie pewien plan, który ma przywrócić żonie radość życia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie, na pewno nie jest to sztampowa komedia romantyczna. Choć twórcy zachowują znakomity balans między przedstawianą tragedią, a pogodną i pokrzepiającą atmosferą, nie raz pojawia się w głowie pytanie: "Jezu, a co, jeśli nam, by się takie coś przydarzyło i zabrakło osoby, z którą ten film oglądamy?" (wersja dla niesingli;). Nietrudno w takiej atmosferze o wzruszenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Richard LaGravenese,&lt;/span&gt; który ten film wyreżyserował zadbał o to, by takie chwile nie trwały zbyt długo. Łzawym momentom przeciwstawia typowo komediowe postaci, służące za regulatory klimatu. Taką rolę pełni tutaj bohaterka grana przez znaną z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przyjaciół&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lisę Kudrow&lt;/span&gt;, jak i zakochany w Holly barman cierpiący na chorobliwą szczerość (w tej roli &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Harry Connick Jr.&lt;/span&gt;,  znakomity, wielokrotnie nagradzany muzyk, którego utwory zdobiły takie filmy jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bezsenność w Seattle&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kiedy Harry poznał Sally&lt;/span&gt; czy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ojciec Chrzestny 3&lt;/span&gt;). W  efekcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;P.S. I love you&lt;/span&gt; ogląda się przyjemnie i  z uczuciem, że wszystko jest pod kontrolą - co ma być śmieszne - śmieszy, a co przygnębiać - smuci. Dopisali też aktorzy. Co prawda po Swank widać, że w tej kategorii filmów kariery nie zrobi (nie ten wdzięk, nie ten urok), nadrabia to jednak z nawiązką w scenach dramatycznych. Gerry'ego granego Gerarda Butlera nie da się nie lubić, fajny po prostu z niego chłopak. Nie można zapomnieć o &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kathy Bates&lt;/span&gt; w roli matki Holly. Aż szkoda, że tak znakomita aktorka nie została lepiej tu wyeksponowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując &lt;span style="font-style: italic;"&gt;P.S. I love you&lt;/span&gt; przyjemnie mnie rozczarowało. W porównaniu do oglądanego ostatnio przeze mnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pod słońcem Toskanii&lt;/span&gt;, film ten wypada świeżo, dowcipnie i mimo wszystko zmusza do refleksji nad kruchością życia. Nie jest to typowa komedia romantyczna, polecam jednak oglądanie we dwoje - efekty seansu mogą być lepsze niż po najwierniejszym nawet klonie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bezsenności w  Seattle&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja ocena&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7/10&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/206806335252756790-1843440379349753964?l=prostozekranu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prostozekranu.blogspot.com/feeds/1843440379349753964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=206806335252756790&amp;postID=1843440379349753964' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1843440379349753964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/206806335252756790/posts/default/1843440379349753964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prostozekranu.blogspot.com/2008/05/ps-i-love-you.html' title='P.S. I Love You'/><author><name>BLeszczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05904965654942869764</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://bp3.blogger.com/_oU1B30apSQQ/SD_F9-ljC0I/AAAAAAAAADk/rBAMe0qfsgI/S220/ja.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://i28.tinypic.com/263x6ck_th.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-206806335252756790.post-7279749457582010244</id><published>2008-05-10T13:09:00.008+02:00</published><updated>2008-05-14T10:27:00.833+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Film'/><title type='text'>Projekt: Monster</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;br&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://us.movies1.yimg.com/movies.yahoo.com/images/hv/photo/movie_pix/paramount_pictures/cloverfield/cloverfield_galleryteaser2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://us.movies1.yimg.com/movies.yahoo.com/images/hv/photo/movie_pix/paramount_pictures/cloverfield/cloverfield_galleryteaser2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W dzieciństwie uwielbiałem horrory. Nie zapomnę strachu towarzyszącemu mi po obejrzeniu Muchy czy Bloba (zarówno wersji z lat 50-tych, jak i późniejszego remake'a). Im byłem starszy, tym horrory coraz częściej, zamiast strachu, wywoływały co najwyżej uśmiech politowania. W ciągu ostatnich 15 lat tylko jednemu udało się mnie naprawdę porządnie wystraszyć - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blair Witch Project&lt;/span&gt;. Nie o fabułę tam chodziło, a o niesamowity klimat stworzony za pomocą filmowania całej historii z ręcznej kamery. Naprawdę miałem wrażenie, że jestem w tym lesie, a tytułowa Wiedźma zaraz mnie dopadnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szeroko reklamowany &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Projekt: Monster&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Cloverfield&lt;/span&gt;) dawał nadzieję na podobne emocje. Nie spodziewałem się może przerażenia, ale szczerze liczyłem na wbicie w fotel przez dynamiczną akcję i podobne uczucie uczestniczenia w wydarzeniach wraz z bohaterami, jak w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blair Witch Project&lt;/span&gt;. W końcu technika filmowania, która tak doskonale sprawdziła się w niskobudżetowym horrorze, nie mogła tu dać gorszego efektu. Grupa młodych ludzi próbujących ratować życie w niszczonym przez tajemniczego potwora Manhattanie, do tego niezłe efekty i wszystko filmowane prosto z ręki. To musiało się udać. Czy na pewno?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy więc grupę znajomych, których poznajemy na imprezie pożegnalnej Roba, wkrótce wylatującego za pracą do Japonii. Trwająca blisko pół godziny scena wypada nieźle, chyba najlepiej z całego filmu. Zachowania bohaterów, łączące ich zależności i uczucia wypadają naturalnie i zaostrzają apetyt na dalszą akcję. Przyjęcie zostaje brutalnie przerwane oznakami trzęsienia ziemi, a po wybiegnięciu na ulicę, przed przerażonymi imprezowiczami ląduje głowa Statuy Wolności. Od tej chwili fabuła nabiera dynamizmu, sprowadzając się jednak do ciągłego biegu - najpierw próbie ucieczki z Manhattanu, a potem powrotu w okolice Central Parku, gdzie uwięziona została w walącym się budynku dziewczyna Roba. Wszystko to przeplatane jest panoramami niszczonego przez kuriozalnego potwora miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak twórcom mającym w ręku patent na prawdziwy hit udało się nakręcić takiego gniota? Otóż grzechów popełnili bez liku. O ile zawiązanie akcji im się udało, tak potem z każdą kolejną chwilą jest coraz gorzej. Psychologia postaci i ich zachowania zaczynają razić nienaturalnością - Rob nie wygląda nawet na trochę przejętego śmiercią brata, podobnie zresztą jak tegoż brata narzeczona (chłopak najwidoczniej nie był zbyt kochany), instynkt samozachowawczy także jest im obcy. Gdy dodamy do tego drętwe dialogi i praktycznie brak jakiegokolwiek wpływu ran ciętych i szarpanych na ich stan fizyczny, nie dziwi fakt, że o identyfikacji widza nie może tu być mowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Klimat, który w założeniu miał być najsilniejszą stroną &lt;/span
